Jak nauczyć dziecko spać we własnym łóżeczku?

Ostatnio na profilu facebookowym Filipa Chajzera, przeczytałam bardzo fajny, życiowy post, w którym autor opisywał trudności rodzicielstwa związane z nieudanymi próbami odłożenia dziecka do łóżeczka. I faktycznie – chyba większość rodziców zna ten dramat, kiedy po dłuuugim usypianiu na rękach, śpiewaniu, bujaniu i nie wiadomo czym jeszcze, Maluch wybudza się do trzeźwości, gdy tylko jego plecki dotkną materaca. Nie wiadomo, jak to działa, ale jakimś cudem niemowlęta potrafią spać i jednocześnie sprawować kontrolę nad dorosłymi, żeby czasem nie podejmowali prób odkładania ich z rąk (bo po co? Na rękach się śpi najlepiej ;))

Szczerze mówiąc, lubię czytać takie posty i słuchać szczerych ludzi, którzy doświadczając jakichś trudności związanych ze spaniem Dziecka, potrafią o tym otwarcie mówić. A paradoksalnie dużo rodziców się tego boi, tak jakby od razu klasyfikowało ich to do gorszego sortu opiekunów, którzy nieumiejętnie wychowują swoje dziecko. Zanim zostaniemy pochłonięci przez wyrzuty sumienia, warto zdać sobie sprawę z jednej podstawowej rzeczy: dla dziecka rodzice są „bogami” i dlatego zależy od nich baaaardzo dużo, ale mniej więcej drugie tyle zależy od osobowości dziecka, na którą wpływu rodzice (ani nikt inny) nie ma. I pewnie dlatego rozumiem rodziców, którzy z radością opowiadają o swoich Pociechach, które noce przesypiają od urodzenia, ale nigdy nie zrozumiem tych, którzy z tego względu czują się lepsi od innych. W końcu wszystkie skutki przespanych lub nieprzespanych nocy ostatecznie ponosić muszą rodzice, bo to oni wstają po kilkanaście razy na nocne przytulanie, a potem muszą funkcjonować jakoś cały dzień w pracy, czy w domu. Są tacy, którzy licząc na lepszy dzień dziecka, decydują się zaprosić go do swojego łóżka, ale potem nie są z tego do końca zadowoleni. Dlatego dzisiaj będzie wpis dla tych, którzy chcą coś zmienić, którzy uznali, że wspólne spanie z dzieckiem, źle na nich wpływa i marzą o nauczeniu dziecka spać we własnym łóżeczku, ale nie wiedzą jak się za to zabrać.

Opisana przeze mnie metoda to 5 kroków, które ostatecznie mają w sposób łagodny, ale stanowczy zmienić dotychczasowe przyzwyczajenia dziecka.

KROK 1: Decyzja

Decyzja o wspólnym spaniu wydaje się być dużo łatwiejsza do podjęcia, niż o przeniesieniu dziecka do swojego łóżeczka. I wielu psychologów, również pediatrów, otwarcie mówi o tym, że spanie z dzieckiem ma dużo pozytywnych skutków, więc jeśli dla rodziców i dziecka jest to sytuacja komfortowa, to nie ma żadnego powodu żeby coś w tym zakresie zmieniać.

Jeśli jednak tak nie jest, to pierwszym krokiem będzie odpowiedzenie sobie na dwa bardzo ważne pytania:

  1. Czy Ty (/Wy – jako rodzice) jesteście gotowi na to, żeby spać bez dziecka?
  2. Czy dziecko jest gotowe na to, żeby spać osobno?

Często chcemy coś zmienić, ale jak okazuje się, że dziecko stawia opór, to się poddajemy. Faktem jest jednak, że Maluch nie rozumie takiego stanu rzeczy i nie potrafi racjonalnie spojrzeć na przyczyny zmian, jakie wprowadzamy w jego życie. Naturalne jest więc to, że dąży do zachowania swoich dotychczasowych rytuałów, a to dla rodziców bywa trudne.

Prawdą jest też, że nikt nie zna dzieci, tak, jak ich rodzice. Dlatego nie ma obiektywnie dobrego momentu na przeniesienie dziecka z łóżka rodziców, do jego własnego. Jest to kwestia na tyle indywidualna, że tylko mama i tata mogą zdecydować, czy ten moment dla nich i dla dziecka jest najlepszy.

KROK 2: Wybranie ulubionej przytulanki

Nieważne czy to będzie lalka, miś, czy inny stworek. Ważne, żeby zachować rytuał usypiania, w którym zawsze będzie uczestniczyć ukochana maskotka. Może leżeć gdzieś obok dziecka, ale ważne, żeby niezależnie od podróży, wyjazdów i innych atrakcji – zawsze towarzyszyła w spaniu. Chodzi o pewnego rodzaju zastępstwo za mamę/ tatę w czasie, kiedy rodziców nie ma obok, czyli w nocy.

KROK 3: Rytuał usypiania

Najważniejsza część planu, to zachowanie odpowiedniego rytuału usypiania. Po kąpieli / wieczornej toalecie, odkładamy dziecko do łóżeczka, wręczamy przytulankę i gasimy światło. Siadamy na krześle obok. Można zaśpiewać kołysankę, mówić do dziecka lub puścić kołysanki. Jeśli Maluch płacze, to można głaskać go po główce i próbować uspokoić mówiąc: „Ćśśś”. Ale jeżeli się wierci i się bawi, to najlepiej pozwolić mu na to i nie rozbudzać mówieniem do niego, albo nawiązywaniem kontaktu wzrokowego. Jeśli jednak wstaje lub próbuje wychodzić z łóżeczka, to można położyć go i powiedzieć, że teraz jest czas na spanie. I tak 200, albo 300 razy, albo tyle, ile trzeba będzie, jeśli to dopiero początki 🙂

KROK 4: Nocne pobudki

W czasie nocnych pobudek można usiąść na krześle, na którym usypialiśmy dziecko i robić dokładnie to samo, co przy wieczornym rytuale usypiania. Jeśli Maluch nie może zasnąć, można coś zaśpiewać. Najlepiej sprawdza się jedna, wybrana kołysanka, która jest zarezerwowana do usypiania i której nie śpiewamy/ puszczamy dziecku np. w czasie zabawy. Warto poczekać, aż zaśnie głębiej i dopiero wtedy wyjść z pokoju/ położyć się do łóżka. Jeśli będziemy niecierpliwi to skrzypniecie podłogi, czy fotela może spowodować powtórkę z rozrywki 😉

KROK 5: Konsekwencja

Wiem, że czytając ten opis, wszystko wydaje się być takie proste! Ale po którejś nocy z rzędu z 5 pobudkami i usypianiem trwającym od 30 minut do godziny, człowiek myśli już trochę inaczej. W związku z tym, ostatnim krokiem jest konsekwencja. Jeżeli się złamiemy raz i wyciągniemy dziecko z łóżeczka, lub weźmiemy do swojego łóżka, to tak naprawdę całą drogę musimy zacząć od nowa. I nie ma się co dziwić. W ten sposób Maluch dostaje komunikat, że oczekujemy od niego uporczywej walki i płaczu, ale jeśli to zrobi, to w nagrodę wróci do spania z rodzicami. Dlatego ostatni punkt jest mocno powiązany z pierwszym -> jeśli mamy przekonanie, że dziecko i my, jesteśmy gotowi na takie zmiany, to musimy cały czas mieć przed oczami wizję celu, dla którego to robimy i konsekwencje trzymać się założonego planu.

Nauka zasypiania i spania we własnym łóżeczku z pewnością jest dużą zmianą w życiu małego Człowieka, dlatego żeby mu to ułatwić, trzeba wybrać na to odpowiedni moment. Sprawdza się tutaj zasada, głosząca iż wprowadzamy tylko jedną zmianę na raz. Więc jeśli pracujemy nad snem nocnym, to nie zmieniamy planu dnia, nie oduczamy dziecka pić z butelki, ani nie zabieramy smoczka (jeśli z niego korzysta). Wszystko po kolei. Na pewno dobrym czasem na takie zmiany nie jest też okres bolesnego ząbkowania, kiedy dziecko ma prawo być marudne i potrzebować wzmożonej bliskości rodziców (również w nocy), czy też posłania go do żłóbka.

Mam nadzieję, że ten wpis będzie dla Was przydatny! Jeśli tak, będę wdzięczna jeśli udostępnicie go dalej. Na Wasze doświadczenia, jak zwykle czekam w komentarzach 🙂

 

 

Najdziwniejsze rzeczy, które mogą Ci się przydarzyć w ciąży!

Chyba w każdym filmie, który widziałam, temat ciąży przedstawiany jest w taki sam sposób. O serialach nie wspominam, ponieważ one jeszcze bardziej spłycają temat i oczekiwanie na dziecko sprowadzają do dwóch rzeczy: wymiotów i hormonów. Najpierw potencjalnie ciężarna bohaterka odczuwa młodości i szybko biegnie do toalety na widok talerza z zupą. Przy obiedzie zebrana jest cała rodzina i patrzy na nią z zaniepokojeniem. Po chwili kobieta wraca, mówi że nic jej nie jest i że jakoś nie ma ochoty jeść. W końcu ku zaskoczeniu wszystkich, okazuje się, że przyczyną brak apetytu jest ciąża i zaczyna się 9 miesięczny okres zmiennych nastrojów, humorów i płaczu przeplatanego śmiechem. A prawda jest taka, że o tym, ile  i jakie dolegliwości mogą towarzyszyć nam w tym pięknym okresie, nie wie nikt, poza samymi kobietami, które mają już za sobą ciążę i ewentualnie ich partnerami, którzy o tych nieprzyjemnościach muszą codziennie słuchać 🙂

Wpis będzie dotyczył różnych zmian w organizmie kobiety, które zachodzą w związku z rozwijającym się w jej brzuchu nowym życiem, ale tylko tych, o których mówi się mało, lub wcale, a jednak się zdarzają i niosą zaskoczenie przyszłym mamom!

Rosnąca stopa w ciąży

U dorosłej kobiety rozmiar stopy już się nie zmienia, ale wyjątkiem jest okres ciąży! U ponad 60% kobiet stopa wydłuża się i spłaszcza, co może spowodować zmianę rozmiaru buta. Warto powiedzieć, że nie jest to zjawisko tożsame z opuchlizną, która jest zjawiskiem również charakterystycznym dla ciąży, a szczególnie III trymestru, ponieważ po porodzie obrzęk powinien ustąpić. Zmieniony rozmiar stopy, może jednak towarzyszyć nam na dłużej i wymagać zmiany rozmiaru obuwia. Najciekawszym przypadkiem z punktu widzenia nauki i chyba najmniej pożądanym przez kobiety jest rzadka, ale jednak spotykana sytuacja, kiedy to kobiecie wydłuża się tylko jedna stopa. Wyobraźcie sobie teraz wizytę w sklepie obuwniczym i konieczność zamawiania każdych butów na wymiar, bądź płacenia podwójnej ceny, z uwagi na kupno dwóch par identycznych butów w innych rozmiarach.

Opuchlizna

Niby wiadomo, że w ciąży zdarzają się obrzęki, choć dla mnie w jakiś sposób oczywiste było, że jeśli się pojawią, to dotyczyć będą głównie nóg, a dokładnie łydek. Tak sobie to wyobrażałam, pewnie dlatego, że to jednak nogi muszą nosić cały ciężar ciała, który w stosunkowo krótkim czasie wzbogacony został o sporo nierównomiernie rozłożonych kilogramów, które przeniosły środek ciężkości i oś ciała w nieco inne miejsce. Pamiętam, jak będąc w ciąży na badaniu stężenia glukozy we krwi, położna spojrzała na moje dłonie i powiedziała coś w stylu: „Chyba już trzeba ściągnąć pierścionki, bo ręce pani spuchły i potem pani nie zdejmie”. Przez głowę przeszła mi myśl, że może po tej glukozie tak puchną ręce 🙂 Po badaniu wyszłam z gabinetu i zaczęłam się przyglądać moim dłoniom. Faktycznie, coś było na rzeczy. Przez kolejne dni, zakładając rano pierścionki wydawały mi się co raz ciaśniejsze. I wtedy zrozumiałam, że to chyba nie sprawka tej glukozy, tylko ciąży. Ale do dziś cieszę się, że nie zapytałam o to położnej od razu, bo pewnie miałaby niezły ubaw 🙂

Pojawia się i znika… katar!

Pobudka rano, nos pełny i w głowie tylko jedna myśl: „O nie, dopadło mnie przeziębienie!” Po dziesięciu kichnięciach pod rząd i porządnym wyczyszczeniu nosa, nagle okazuje się, że katar minął. Co to? Ciąża! Ktoś kto wymyślił powiedzenie, że „Katar leczony trwa 7 dni, a nieleczony tydzień”, zapomniał chyba dodać, że nie dotyczy to ciężarnych. Choć dotyczyć może jeśli dopadnie nas prawdziwe przeziębienie, a nie tylko cykliczne przepełnienie nosa, którym martwić się nie trzeba 🙂

Chrapanie

To jeden z tych symptomów ciąży, które choć dotyczą ciężarnych, to jednak udręką są przede wszystkim dla otoczenia, a nie dla nich samych. Nie wiem, czy to pocieszające, ale faktycznie w tym okresie cierpieć będzie bardziej mężczyźni, którzy śpią obok, i choć w ten sposób mogą współodczuwać niedogodności związane z tym pięknym okresem oczekiwania na dziecka 😉

Bezsenność

Gdybym miała wymienić tekst, który najczęściej wypowiadają doświadczone mamy, do tych przyszłych, to z pewnością brzmiałby on tak: „Wyśpij się teraz na zapas!”. A to bywa frustrujące, ponieważ często właśnie kobiety ciężarne mają problemy z bezsennością, nawet jeśli nigdy wcześniej ich nie doświadczały. Swoją drogą, obiecałam sobie, że nigdy nie powiem do nikogo tych słów, bo wiem, jak to jest, jak człowiek w nocy nie może spać, budzi się i duma przez dwie godziny, a potem przysypia w pracy przed komputerem i na prawdę nie ma na to wpływu!

Dziwne sny

O śnie człowieka wiemy naprawdę bardzo mało. Można powiedzieć, że więcej jest tu niewiadomych, niż faktów. Dlatego trudno powiedzieć, dlaczego właściwie tak jest, ale niewątpliwie w ciąży śnimy zupełnie inaczej, a przynajmniej inaczej odbieramy sny. Czasem mówi się, że są one dużo bardziej wybujałe i fantazyjne niż zwykle, pamiętamy więcej szczegółów i odbieramy je bardziej emocjonalnie. Z własnego doświadczenia, mogę to potwierdzić, bo choć prawie nigdy nie pamiętam snów, tak w ciąży, właściwie codziennie mogłam opowiadać co najmniej o jednym, a czasem nawet o kilku z minionej nocy!

To chyba najdziwniejsze objawy ciąży, jakie mogą nam się przydarzyć. Dajcie znać, których z nich doświadczyłyście i czy ich pojawienie się Was zaskoczyło? 🙂

 

 

Najlepsze sposoby na niejadka, czyli jak sobie poradzić z niechęcią do jedzenia u dziecka?

Jeśli Twoje dziecko nie chce jeść, to prawdopodobnie usłyszałaś już setki porad żywieniowych od znajomych, lekarza, babci i sąsiadki. To jeden z tych tematów, na które każdy chętnie się wypowie i w których teorii jest tyle, ilu doradców. I właściwie można to dosyć łatwo wytłumaczyć, bo każde dziecko jest inne i pewnie metod żywienia, które odnoszą dobre skutki też jest całe mnóstwo. Mimo wszystko, pokuszę się o zebranie i podsumowanie tych, które moim zdaniem są naprawdę skuteczne, a być może posłużą i Waszym Maluchom, albo chociaż dadzą jakiś punkt zaczepienia.

Zasada pierwsza: Nie zmuszaj dziecka do jedzenia!

Dla większości dorosłych ludzi jedzenie jest przyjemnością, a nie smutną koniecznością. Kolacja to okazja do romantycznej randki, spotkania z przyjaciółmi, albo rodzinnego spotkania przy stole i opowiedzenia sobie o całym dniu. Dobieramy sobie potrawy, które lubimy, poświęcamy godziny na szykowanie wykwintnych dań i zostawiamy w restauracjach mnóstwo pieniędzy, ale przecież nikt by tego nie robił, gdyby jedzenie nie sprawiało nam przyjemności. Dążę do tego, że dziecko zmuszane do jedzenia, nie zobaczy w tym nic fajnego, tylko będzie ciągle starać się tego unikać. A trauma związana z awersją do jedzenia może pozostać na całe życie…

Opowiem Wam pewną historię, która być może komuś z Was będzie bliska.

Sytuacja ma miejsce w przedszkolu. Jak zwykle w środę, po basenie, dzieciom podano pierwsze danie obiadu i jak zwykle była to zupa grzybowa. Pewna dziewczynka nie znosiła grzybów, a cyklicznie powtarzająca się zupa grzybowa mogłaby być nawracającym koszmarem sennym, gdyby nie to, że miała miejsce na jawie. W pewnym momencie jedna z przedszkolanek podeszła do dziewczynki i zapytała:

  • Dlaczego nie jesz?
  • Bo nie lubię grzybów
  • To zjedz chociaż zupę, a grzyby zostaw.

Ta propozycja wcale nie brzmiała lepiej. Ale mimo wszystko, dziewczynka posłusznie zjadła zupę. Po chwili podeszła do niej kolejna przedszkolanka i powiedziała:

  • A co to za zostawianie jedzenia? Zjedz te grzyby natychmiast!

I stojąc nad nią, dopilnowała, żeby na talerzu nic nie zostało. Zrozpaczona dziewczynka, nie mogąc przełknąć grzybów, trzymała je w buzi, chcąc wypluć je przy najbliższej okazji. Okazji nie było, aż do powrotu do domu. Leżakowanie i jedzenie podwieczorku musiało odbyć się z pozostałościami obiadu, trzymanymi w policzkach. Dopiero po wyjściu z przedszkola, mama zapytała ją, dlaczego tak dziwnie mówi i zorientowała się, że ma coś w buzi…

To historia sprzed 25 lat. Znam ją bardzo dobrze, bo to ja jestem tą małą dziewczynką. Grzybów nie jem do dzisiaj, a trauma zostanie pewnie na całe życie, tak jak w pamięci zostanie mi wzrok tej bezwzględnej przedszkolanki, stojącej nade mną i zmuszającej mnie do jedzenia.

Zasada druga: Siadaj do stołu z dzieckiem!

Pewnie, że nie zawsze się da, ale jeśli jest taka możliwość, to trzeba z tego korzystać jak najczęściej. Dziecko nie tylko uczy się tego, że jemy posiłki razem, więc z czasem dostrzega w tym pewien rytuał (a rytuały mają nieocenione znaczenie, dla tego małego Człowieczka!), ale również uczy się tego, jak jeść i jak się zachowywać przy stole. To czy ktoś potrafi kulturalnie jeść, posługiwać się sztućcami, posprzątać po sobie itd. to właśnie wynosi się z domu i to od nas zależy jakie zasady przekażemy dzieciom w tym zakresie.

Zasada trzecia: Staraj się jeść na tyle zdrowo, żeby Twoje dziecko mogło jeść to, co Ty!

Jasne, że można po prostu usiąść do stołu i wyciągnąć sobie swojego kotleta, a dziecku podać przepisowo ugotowane mięsko z królika, pozbawione soli i … smaku. Ale w końcu ono też zacznie zauważać, że „Halo, mamo, Ty masz co innego na talerzu, a ja chcę jeść to, co Ty”. W takim przypadku mamy dwa wyjścia. Możemy zacząć dawać Maluchowi wszystko to co jemy, łącznie z pizzą co weekend, obowiązkową wizytą w McDonaldzie, bo akurat był po drodze i kotlecikiem smażonym w głębokim tłuszczu. Ale można też po prostu zacząć jeść zdrowiej, kombinować ciekawe dania i szukać takich przepisów, które będą smaczne również dla nas, a z dużym prawdopodobieństwem również dla dziecka. W końcu nie trzeba przeżyć całego życia na gotowanej marchewce, żeby było zdrowo 😉

Zasada czwarta: Nie komentuj negatywnie, jeśli Maluch nie chce jeść!

Wiem, jakie to uczucie, kiedy po całym przedpołudniu spędzonym przy garach, podajemy dziecku wykwintny obiadek, a ono nie zamierza nawet spróbować, albo pluje nim na odległość i odmawia jedzenia. Frustracja, smutek, rozżalenie. Stracony czas, całą kuchnia do sprzątania, dziecko do mycia, ubranka do prania i jeszcze nic nie zjedzone, więc zaraz jeszcze się okaże, że dziecko jest głodne. Ale mimo wszystko, przelewanie tego żalu na niego, tylko pogarsza sytuacje. Wzbudzamy w dziecku poczucie winy i negatywne skojarzenia z jedzeniem. Siadanie do posiłku, może już od początku kojarzyć mu się ze stresem i nieprzyjemną atmosferą, której chce unikać. W jaki sposób? Oczywiście nie jedząc, więc to błędne koło!

Zasada piąta: Nie nazywaj dziecka „niejadkiem”!

Ostatnia, ale nie mniej ważna zasada, która jest trudna do przestrzegania, a moim zdaniem kluczowa w rozwoju samoświadomości dziecka. Bo co czuje ten Maluch, który mniej lub bardziej już ten świat rozumie, kiedy ktoś ciągle powtarza mu, że jest niejadkiem? Tak naprawdę samo to słowo ma wydźwięk pejoratywny. Ale oprócz tego warto zauważyć, że nawet dorosłym osobom łatwo jest wmówić pewne rzeczy, powtarzając je wystarczająco często i z dużym przekonaniem, nawet jeśli dotyczą one ich samych. To się nazywa manipulacja. Podobnie jest z dzieckiem, choć w jeszcze większym stopniu, bo utwierdzamy go w przekonaniu o tym, jakie jest w momencie kiedy ono samo, jego osobowość i charakter są jeszcze nieukształtowane. W ten sposób, odbieramy mu szansę na zmianę. A każdy kto ma dzieci wie, że co jak co, ale zmiany, nawet te duże, występują u dzieci na porządku dziennym.

Niezależnie od tego, jak trudne wydają nam się problemy z niechęcią do jedzenia naszych dzieci, nie porównujmy ich z innymi. Nie będę tego zapisywać jako kolejną zasadę, ale warto zauważyć, że w dorosłym życiu każdy z nas żywi się inaczej  i nikt nikogo nie ocenia przez ten pryzmat, a już na pewno nie porównuje z innymi. Więc dlaczego mielibyśmy robić to z dziećmi?

Jeśli ten artykuł był dla Ciebie przydatny, proszę daj mi lajka na fb, albo udostępnij ten wpis i pomóż mi dotrzeć do większej ilości osób! 🙂

TOP 10 najdziwniejszych gadżetów dla niemowląt i ciężarnych jakie wymyślono!

Technika idzie do przodu, więc co chwilę powstają jakieś nowe udogodnienia dla ciężarnych, matek i niemowląt. Patrząc na niektóre z nich, człowiek zadaje sobie pytanie, w którym kierunku zmierza ten świat? 😀 Zebrałam dla Was 10 najgorszych, najdziwniejszych gadżetów, jakie dotychczas powstały. Nieźle się przy tym uśmiałam, mam nadzieję, że i Wam udzieli się ten nastrój! 🙂

  1. KickBee pas ciążowy . Pewnie część z Was o tym słyszała, były nawet przeprowadzane doświadczenia, które miały pokazać mężczyznom, jak to jest poczuć kopnięcia swojego dziecka,które jest jeszcze w brzuchu. Ci faceci płakali ze wzruszenia i w ogóle nie mogli się pozbierać, jak tego doświadczyli. I chyba właśnie takim Tatusiom, którzy dodatkowo mają sporą dozę cierpliwości zadedykowano ten wynalazek. Przy każdym kopnięciu dziecka, pas się „odzywa” niezmiennie tym samym zestawem słów: „Kopnąłem mamę!”. Wyobrażacie sobie co czuje otoczenie tej kobiety po kilku miesiącach? 😛
  2. Jeżdżący nocnik . Po co siedzieć bezczynnie, w czasie czynności toaletowych? Wiem, że są rodzice, którzy chcąc nakłonić dzieci do siedzenia na nocniku, włączają im telewizję, albo dają tablet, żeby choć chwilę udało im się usiedzieć. Ale teraz już nie muszą, bo do Polski również dotarł jeżdżący nocnik! Wsiada się na niego, jak na zwykły jeździk, a w trakcie okrążania domu, zawsze można się załatwić w dowolnym momencie. To chyba dla takich mniej cierpliwych dzieci, które wszystko robią w ruchu. Zastanawiam się tylko, czy to nie uzależnia i jak wytłumaczyć dziecku idącemu do przedszkola, że inne dzieci, korzystając z toalety, nie podróżują tam i z powrotem, tylko siedzą w miejscu?
  3. W Polsce mamy ciężarną Barbie, ale może kiedyś i do nas przyjdzie ta moda. Dla rodziców bardzo otwartych na nowości, zaprojektowano rodzącą lalkę, żeby wszystko po kolei dziecku wytłumaczyć, skąd to dziecko się bierze na świecie. A przy okazji… trochę przerazić, bo lalka wygląda jakby odgrywała główną rolę w horrorach!
  4. Pingwin pisuar dla chłopców do nauki sikania. Jak ktoś pogardzi jeżdżącym nocnikiem, to zawsze można wstawić do łazienki pingwina. Są też takie przenośne pingwiny, jakby dziecku się zachciało sikać np. w salonie. To wynalazek dla chłopców, którym siedzenie na nocniku nie przypasowało!
  5. Kolczyki w kształcie plemników. Podobno to w jaki sposób się ubieramy bardzo dużo mówi otoczeniu o nas samych. Może więc biżuteria z plemnikami, to dobry pomysł, żeby ogłosić reszcie świata radosną nowinę o spodziewanym potomstwie?
  6. Leżaczek z uchwytem na tablet.  Teraz noworodki również mogą być uzależnione od nowoczesnej technologi. Zupełnie tak, jak reszta świata 🙂
  7. Perfumy dla … niemowląt! W razie gdyby rodzice nie mieli ochoty wąchać małego, kochanego ciałka. Przeznaczone dla niemowląt od 1 miesiąca życia!
  8. Znacie ten stan, kiedy w trakcie przewijania, Dziecko za wszelką cenę próbuje wsadzić rączki do pampersa? Na to też ktoś znalazł rozwiązanie! Wystarczy ubrać Malucha w specjalną kurtkę i związać mu rączki. Oczami wyobraźni już widzę reakcję mojego dziecka na unieruchomione ręce i zastanawiam się, czy naprawdę są dzieci, które w takiej sytuacji będą się śmiać?
  9. Już za 74 złote możemy mieć biżuterię, która zwali z nóg tych, którzy trzymali się na nich jeszcze po kolczykach z plemnikami! Tym fantastycznym wykończeniem stylizacji jest broszka w kształcie łożyska. Nie do końca mam pomysł, gdzie i na jaką okazję można by się przystroić w taką biżuterię, ale może Wy macie jakieś pomysły?
  10. Żarłoczne dziecko, czyli kontrowersyjna lalka, która pojawiła się na rynku brytyjskim i amerykańskim, którą trzeba karmić piersią. W skład zestawu, oprócz żarłocznego dziecka, które przystawione do piersi ssie, wchodzi  specjalny biustonosz imitujący sutki. I tak oto kilkuletnie dziewczynki tez mogą karmić swoje „pociechy”. Ba! Chłopcy również…

Sama się sobie dziwię, że wśród tych dziwnych gadżetów ani słowem nie wspomniałam o tym łazienkowym wisiadle (klik), ale w sumie przyczyna jest bardzo prosta. Większość z tych wynalazków jest po prostu zabawna i w takim humorystycznym nastroju chciałam Was zostawić, po przeczytaniu tego wpisu. A wydaje mi się, że to może jednak bardziej budzić smutek, niż uśmiech na twarzach rodziców. Dlatego ja już więcej o tym nie wspominam, a Wy udajecie, że w ogóle tego nie zrobiłam. 🙂

Podzielcie się swoimi hitami i kitami gadżetowymi, jeśli chodzi o wyprawkę i akcesoria dla Niemowlaka w komentarzach!

Źródła:

https://www.buzzfeed.com/mikespohr/products-for-the-weirdest-parents-you-know?utm_term=.jekrLAyvq#.xq2AY1p02

http://www.oddee.com/item_98567.aspx

Podoba Ci się ten post? Jeśli tak, zostaw komentarz i daj mi like na fb.  To mnie bardzo motywuje i dzięki temu wiem, że to co robię MA SENS!

Odstawiłam dziecko od piersi i to była najlepsza decyzja w moim życiu!

Kiedy dzisiaj ktoś pyta o to, czy żałuję tej decyzji, albo czy jest mi z tym ciężko, to z pełnym przekonaniem zaprzeczam. Choć sama właśnie tak to sobie wyobrażałam: ciągle będę wspominać ten piękny czas karmienia, a wieczorami będę pochlipywać znad butelki mleka, tęskniąc za bezpowrotnie utraconą bliskością. Ale tak nie jest. I choć wspominam i z sentymentem oglądam zdjęcia i filmiki, na których karmię piersią, to jednak nie zmienia to faktu, ze decyzji o odstawieniu nie żałuję i uważam to, za jedną z najlepszych w moim życiu. Oczywiście zaraz po decyzji o tym, że w ogóle będę karmić, choć ta przyszła mi dużo łatwiej i była czymś naturalnym.

Czas się trochę wytłumaczyć z tego co napisałam, bo ci, którzy znają mój blog nie od dziś, dobrze wiedzą, że nie raz pojawiły się tutaj wpisy promujące karmienie piersią i opisujące jego piękne strony. I w tej kwestii nic się nie zmieniło. Nadal uważam, że to piękna sprawa i nie żałuję tych wszystkich miesięcy karmienia, mimo iż w moim przypadku, było to bardzo wymagające. Mam na razie tylko jedno dziecko, więc tego cudu również doświadczyłam tylko raz i za nic nie zamieniłabym tych chwil. Ale nie zawsze było kolorowo. Choć od początku nie miałam żadnych „widocznych” problemów jak zastoje, brak mleka, albo zapalenia piersi, nie odczuwałam też żadnych bóli wynikających z karmienia, to jednak było to dla mnie wielkie wyzwanie ze względu na częstotliwość z jaką musiałam podawać dziecku pierś. Nie pamiętam już nawet kiedy to się zaczęło, ale w pewnym momencie zorientowałam się, że wieczorne karmienie przedłuża się do …rana. Każda próba odkładania do łóżeczka, kończyła się histerycznym płaczem w odstępie czasu od 1 min do około 30 min. Dla zwolenników wspólnego spania, dodam w tym miejscu, że z tym było bardzo podobnie. Po położeniu dziecka obok mnie, na łóżku, reakcja była taka sama jak w łóżeczku. Z tą tylko różnicą, że nie musiałam wstawać i przynosić Małej, tylko położyć ją na sobie. Marta chciała jeść tylko w jednej pozycji (leżąc na moim brzuchu), dodatkowo nie mogłam leżeć na płasko, tylko musiałam być w pozycji półleżącej. Ale to też nie było spanie, bo pobudki były dosłownie co chwilę, a bo wypluła pierś, a bo się zsunęła z mojego brzucha, jak zasnęła, czy coś jeszcze innego. Dziecko było ciągle rozdrażnione, mało jadło stałych pokarmów, na wadzę przybierało coraz słabiej, a o sobie już nie wspomnę, bo po ciągłych nieprzespanych nocach, nie miałam siły kompletnie na nic i rano modliłam się o nadejście wieczoru, a popołudniu ogarniał mnie już przerażający strach, że ten wieczór właśnie nadchodzi i znowu będzie to samo. Jak można się domyślić, kolejnym skutkiem takiej sytuacji był fakt, że nikt nie mógł mnie zastąpić przy dziecku. Zawsze to musiałam być ja, bo inaczej, gdy nie dostawała piersi, to wpadała w straszną histerię, a butelkę traktowała jak najgorszego wroga. Smoczka oczywiście też. Ja byłam totalnie wykończona i słaba, do tego doszły bóle kręgosłupa (od spania, a raczej przysypiania w dziwnych pozycjach) i problemy z koncentracją. Tak wyglądały moje dni i noce i na samo wspomnienie jest mi siebie żal i łza się w oku kręci, choć nie jest to bynajmniej łza wzruszenia. 

Jak to wygląda dzisiaj? Zupełnie inaczej. Marta śpi w nocy zwykle z jedną pobudką, wieczorem i rano pije mleko modyfikowane, a w nocy dostaje tylko wodę. Usypianie nie trwa już kilku godzin, ale maksymalnie 30 minut. Jest dużo mniej płaczliwa i bardziej radosna. Rano budzi się z uśmiechem a nie płaczem. To wszystko jest piękne i aż trudno uwierzyć, że w tak krótkim czasie, nastąpiło tyle zmian. Kolejną zmianą jest przytulanie. Wcześniej być może ta potrzeba bliskości zaspokajana była przez karmienie piersią. Teraz Marta sama znalazła sobie inny sposób na zaspokajanie tej potrzeby i uwielbia się przytulać!

Na koniec dodam małe wyjaśnienie, bo chyba ono jest potrzebne. Zaprzestanie karmienia piersią nie jest odpowiedzią na wszystkie problemy z dzieckiem, ani ratunkiem na nieprzespane noce. Ten wpis nie jest więc promocją odstawienia dziecka.  Po prostu w moim konkretnym przypadku, okazało się to być najlepszym rozwiązaniem, niezależnie od tego, jak zostanie to ocenione przez inne matki 🙂

Wiem, że jest cała masa kobiet, które karmią długo i nie raz spotykają się z nieprzyjemnymi reakcjami nie tylko ze strony obcych osób, ale czasem nawet i rodziny, która tego nie rozumie. Są też kobiety, które karmią mlekiem modyfikowanym i czują się terroryzowane przez inne matki, które starają się je ocenić, jako mniej wartościowe czy mniej zdolne do poświęceń. Osobiście uważam, że jedyną osobą, która wie ile i czy w ogóle powinna karmić piersią swoje dziecko jest jego matka. I nikt więcej nie powinien się na ten temat wypowiadać.

Podoba Ci się ten post? Jeśli tak, zostaw komentarz i daj mi like na fb.  To mnie bardzo motywuje i dzięki temu wiem, że to co robię MA SENS!

Największe zaskoczenia porodowe – poród bez tajemnic!

Poród pod wieloma względami bardzo mnie zaskoczył. Wiadomo, każdy ma jakieś wyobrażenia, które są wypadkową tego wszystkiego co słyszymy od innych, tych bardziej doświadczonych i oczywiście tego, co same się dowiemy. Ja też wcześniej poukładałam sobie w głowie, jak to wszystko może wyglądać i co mnie czeka, ale oczywiście życie – jak to życie- dostarczyło wielu zaskoczeń. O tym, co mnie zdziwiło w samym porodzie i czasie przed nim – opowiedziałam w poprzednim wpisie (tutaj). A dzisiaj już będzie nie tyle o sobie, co właśnie o tym małym Bobasie, który w jednej chwili gdy przychodzi na świat, sprawia, że odtąd życie na pewno nie będzie już takie same!

Pierwsza rzecz, która mnie zaskoczyła to waga dziecka. Wydawało mi się, że skoro rodzi się mając 3,5 kg, to od tego dnia ta waga będzie już tylko rosła. Pamiętam jakie było moje zaskoczenie, jak położne przyszły ważyć dziecko na drugi dzień w szpitalu i mówią, że niecałe 200g spadła, więc jest ok. Słucham tego i nie wierzę. Moje dziecko chudnie, zamiast grubnąć i to ma być ok? Dzisiaj chce mi się z tego śmiać, bo jak się tak zastanowić to to nawet jest całkiem racjonalne, bo przecież w pierwszej dobie ten Maluch jest jeszcze cały opuchnięty, pozbywa się połykanych wód płodowych, a do tego pierwszy raz się wypróżnia, więc cóż… ma prawo trochę spaść z wagi! Ale umówmy się- kto na porodówce myśli logicznie? Jak się ma pierwsze dziecko, to najpierw wychodzą emocje, potem zmęczenie, a na końcu odrobina sensownych wniosków, o ile zostanie na nie czas 🙂

Zaraz po tym jak moja Córka się urodziła, lekarz podał mi ją i położył na piersi i… tak już zostało! Przystawiłam ją pierwszy raz chwilę po porodzie i z przerwami na wizyty w łazience, tak już leżałyśmy aż do wyjścia ze szpitala. Dzień i noc. Tego się na pewno nie spodziewałam! Myślałam, że dziecko będzie jadło jak na filmach: 15 minut karmienia i 3 godziny snu. A tu nie! Nawet jak przysypiała, to zamiast się tym cieszyć i też skorzystać, to musiałam ją wybudzać, za radą położnych, bo była dosyć mała, a poza tym trzeba było rozhulać laktację.

Będąc w szpitalu, w pierwszym dniu życia Małej, zaskoczyła mnie jeszcze jedna rzecz. Zmieniałam jednego z pierwszych w życiu pampersów – zaglądam i widzę, że mocz jest w kolorze ceglanym. Nigdy o tym nie słyszałam, więc oczywiście przestraszyłam się, że coś jest nie tak. Spytałam jeszcze sąsiadki, czy synek też tak ma i okazało się, że nie. Spanikowana wezwałam szybko położną, a ona tylko spojrzała na mnie jak na rasową histeryczkę i powiedziała, że to jest normalne w pierwszych dobach życia u dziewczynek. Krew wydalana z moczem, to taka „pseudomenstruacja” wynikająca ze zmian hormonalnych w ciele dziecka. Uff, oczywiście wszystko było dobrze, ale wierzcie mi, że krew w pieluszce potrafi zestresować!

Na dziś to tyle zaskoczeń okołoporodowych. To rzeczy, których nikt mi nie powiedział przed porodem i których nigdzie nie wyczytałam (albo o tym nie pamiętam), a szkoda! Bo z pewnością uniknęłabym kilku stresów! Wiedziałyście o tym? A co Was zaskoczyło w pierwszych dobach życia Dziecka? Dajcie znać!

 

Życzliwe porady, które robią z ciebie złą Matkę

Wielu ludziom wydaje się, że dziecko jest sprawą ogółu społecznego. Od momentu narodzin… a nie! właściwie od momentu poczęcia ludzie interesują się tobą i twoim dzieckiem, obdarzając je należytą troską. Kto przeżył ciążę i nie usłyszał choć raz uwag o tym, co ma jeść, pić, czego nie robić?- ręka w górę! Z uśmiechem na ustach wspominam te mniej lub bardziej życzliwe porady, które wtedy często brałam sobie do serca w trosce o Maleństwo. Teraz pewnie mądrzejsza o swoje doświadczenia, wiem, że słuchać trzeba przede wszystkim siebie, a rady innych brać z przymrużeniem oka. Continue reading „Życzliwe porady, które robią z ciebie złą Matkę”

To naprawdę działa, czyli 5 porad dla mam niemowlaków!

Ostatnio prosiłam Was o wypełnienie ankiety na temat karmienia, zachowania i snu niemowląt. Na podstawie Waszych odpowiedzi, udało mi się zauważyć pewne tendencje, które zebrałam w liście poniżej. Są to skuteczne metody, oraz zależności zachowania dzieci od naszego postępowania z nimi. Ciekawa jestem, czy będą one dla Was zaskoczeniem, czy wręcz przeciwnie. U mnie właściwie wszystko to się sprawdza! Continue reading „To naprawdę działa, czyli 5 porad dla mam niemowlaków!”

Po co mi położna środowiskowa?

Będąc w ciąży zastanawiałam się czy w ogóle położna środowiskowa jest do czegoś potrzebna. Wielokrotnie słyszałam od innych Mam, że wizyty położnej to tylko formalność, która zwykle ogranicza się do jednego spotkania, odbywa się w pośpiechu i właściwie jest smutnym obowiązkiem dla obydwu stron. Mimo to, wybrałam swoją położną już w 6 miesiącu ciąży (ze szpitala w którym zamierzałam rodzić). Continue reading „Po co mi położna środowiskowa?”