Idealna książka na wakacje z dziećmi +konkurs!

Uwielbiam czytać książki. Co prawda czytam dosyć wolno i od kiedy pamiętam, miałam z tym problem, jak słyszałam, że znajomi pochłaniają Harrego Pottera w jeden dzień, albo nadrabiają zaległe lektury w noc przed sprawdzianem. Dlatego zawsze najbardziej lubiłam te pozycje, które wybierałam dla własnej przyjemności, a nie z obowiązku (najczęściej szkolnego). Teraz już nie muszę czytać na czas, ani z nikim się porównywać i mogę sobie pozwolić na moje żółwie tempo, skrywane pod wymówką delektowania się dziełem. Continue reading „Idealna książka na wakacje z dziećmi +konkurs!”

Najlepsze rozwijające zabawy z niemowlakiem- Metoda MONTESSORI

Pierwszy rok życia dziecka, to taki etap, w którym cały czas coś się dzieje. Poza tym, że dziecko rośnie wzdłuż i wszerz, to jeszcze błyskawicznie się rozwija. I chyba to jedyny taki okres w życiu, kiedy zmiany następują tak szybko! Jak przyszła na świat Marta, to wydawało mi się, że ona nigdy nie będzie duża 🙂 No, dobra, wiedziałam, że kiedyś przyjdzie ten czas, ale pamiętam, jak jeszcze pół roku temu patrząc na 10 miesięczne dzieci, sądziłam, że są już naprawdę duże, a moje nadal wydaje mi się jakieś takie… malutkie! I muszę się do tego przyzwyczaić, bo tak już chyba będzie do końca życia! Continue reading „Najlepsze rozwijające zabawy z niemowlakiem- Metoda MONTESSORI”

Sprawdzone przez setki osób sposoby ułatwiające poród!

Dla większości kobiet, samo słowo PORÓD jest już przerażające. Nie jest to temat, na który rozmawia się łatwo, miło i przyjemnie. Nie podejmuje się go na imprezach, nie opowiada się znajomym swoich przeżyć z wypiekami na twarzy. Większość z nas chce zapomnieć. Nie o wszystkim, bo przecież zwieńczeniem porodu jest przyjście na świat pomarszczonego, przestraszonego bobaska, który dla swoich rodziców jest najpiękniejszy na świecie. Ale nie chcemy pamiętać bólu i zwykle dziecko bardzo ułatwia nam tworzenie dziur w pamięci w okresie bezpośrednio poprzedzającym jego narodziny. Są oczywiście takie szczęściary, które o porodzie mówią jak o splunięciu i porównują ten ból do bóli menstruacyjnych. Ale umówmy się, nie jest to standard. Czy jest jakaś szansa, żeby uczynić ten, trudny w samym sobie, poród lepszym? Continue reading „Sprawdzone przez setki osób sposoby ułatwiające poród!”

Kobieta w IT – cz. II – czyli o przebranżowieniu, zdobyciu wymarzonej pracy i starcie w IT!

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją opowieści o przebranżowieniu i starcie w IT. Pierwsza część dostępna jest tutaj, więc jeśli jeszcze jej nie czytaliście, to zachęcam żeby od tego zacząć! 🙂 Nie będę zanudzać Was przydługimi wstępami, bo zapewne każdy  z Was czeka na konkrety, więc zaczynajmy!

Rozmowa kwalifikacyjna- Jak sobie radzić z „pustym” CV?

To pytanie zadaje sobie pewnie wielu z Was. CV jest bardzo ważnym elementem w procesie rekrutacji, ponieważ to na tej podstawie jesteśmy zapraszani (lub nie!) na rozmowę kwalifikacyjną i dostajemy szansę wykazania się. Jeśli uczysz się programować, ale zupełnie sam i nie masz studiów informatycznych, żadnych certyfikatów, kursów, szkoleń itp. to też musisz dać okazję potencjalnemu pracodawcy do tego, żeby poświęcił czas na skontaktowanie się z Tobą i sprawdzenie, co faktycznie potrafisz. Jak sobie z tym poradzić? Napisz w CV o tym, co udało ci się dotychczas zrobić, np o aplikacji jaką samodzielnie napisałeś, albo projekcie, w którym uczestniczyłeś. Pisałam ostatnio o tym, że warto w ramach nauki, pisać jakąś prostą aplikację i stopniowo ją rozwijać. Taki wpis w CV daje rekrutującemu informację, że nie jesteś zupełnie zielony, i choć z dużym prawdopodobieństwem nie będzie zainteresowany „przeklikiwaniem” Twojego projektu, to z pewnością zwróci na to uwagę i na tym oprze część rozmowy kwalifikacyjnej. Może zapytać o wybór języka programowania, wykorzystane technologie, bazę danych, zastosowane metody, wzorce projektowe i wiele innych rzeczy. W czasie takiej rozmowy można się bardzo dużo dowiedzieć o tym, czy ktoś faktycznie „ogarnia” i czy choć trochę ma pojęcie o programowaniu, czy też linijka po linijce z niezwykłą dokładnością, przepisał podręcznikowe ćwiczenia, uparcie stroniąc od wiedzy i możliwości rozwoju.

Jak to było u mnie? W ramach pracy magisterskiej napisałam program, służący do wyceny nieruchomości przy pomocy 3 różnych metod. Zajęło mi to właściwie cały rok, bo kiedy zaczynałam to robić, dopiero powoli dowiadywałam się czym jest programowanie obiektowe, więc właściwie większość czasu poświęcałam na czytanie i szukanie rozwiązań, a nie na samo programowanie. Ostatecznie właśnie o tym projekcie wspomniałam w CV i krótko opisałam wykorzystane technologie. Był to główny przedmiot zainteresowania na mojej pierwszej (i ostatniej) rozmowie kwalifikacyjnej z „pustym” CV. Każda kolejna była już prostsza, ponieważ mogłam opowiadać na nich o swoim dotychczasowym doświadczeniu w IT.

Od jakiej pracy zacząć?

Od 5 roku studiów geodezyjnych wiedziałam, że chciałabym programować. I cały czas szłam w tym kierunku, bo tym własnie wypełniałam wszystkie swoje wolne chwile. Ale droga do tego celu wiodła mnie również przez inne stanowisko. Początkowo dostałam pracę jako serwisant IT w firmie informatycznej. Nauczyłam się tam przede wszystkim obycia z komputerem i praktycznej pracy z bazami danych, która okazała się mi bardzo pomóc na kolejnym stanowisku. Dzięki temu mój start w IT był „łagodny”, stopniowy i nie przeżyłam dużego skoku na głęboką wodę. Na czym polega praca serwisanta? Pewnie zależy to od firmy, w której przychodzi nam pracować. Moje doświadczenie jest takie, że codziennie przez 8 godzin przyjmowałam zgłoszenia klientów (telefoniczne, lub mailowe), następnie (gdy udało mi się wyciągnąć od rozmówcy sedno problemu), umieszczałam treść zgłoszenia na Mantisie. W międzyczasie te zgłoszenia trzeba było rozwiązywać. Serwisowałam w przeważającej większości aplikację mojej firmy, ale oczywiście nie tylko! Zdarzyło mi się naprawiać problemy z drukarką fiskalną, czy z zawirusowanym komputerem. Czasem trzeba było naprawić komuś zwykłą drukarkę, a czasem zainstalować Windowsa na serwerze. Ale jednak najczęściej pisałam zapytania w bazie danych (u klienta).

Jak wrócić po długiej przerwie?

W podobnej sytuacji są osoby, które mają dłuższą przerwę w pracy w zawodzie, czyli np mamy, przebywające na urlopach macierzyńskich. Z programowaniem jest tak, że jeśli nie idziesz na przód, cofasz się. Cały czas trzeba się douczać. Technologie ewoluują, idą do przodu i jeśli nie idziesz wraz z nimi, to możesz zapomnieć o świetlanej programistycznej przyszłości finansowej i pogodzić się z tym, że i w tym zawodzie ten, kto niewiele umie, nie wiele też zarabia. Sama aktualnie nie pracuję zawodowo, bo zajmuję się dzieckiem, jednak nie zarzuciłam nauki programowania na ten czas. Stosuję najlepszą (moim zdaniem) metodę, czyli praktyka, praktyka, i jeszcze raz praktyka! Ale nie będę za dużo opowiadać o tym co robię, po prostu zaglądnijcie na stronę: www.bestwebby.com . To takie „moje dziecko”, czyli portal, którego jestem współautorem. Chcieliśmy stworzyć aplikację, będącą zbiorem najlepszych portali internetowych, umożliwiającą wyszukiwanie po kategoriach (oraz innych kryteriach), a także ocenianie i komentowanie portali. Choć Bestwebby ciągle jest rozwijane (w ten sposób też się uczę!), to już dziś postanowiłam się z Wami podzielić tym projektem. Dotychczas mamy 4 wersje językowe strony (polska, angielska, niemiecka i hiszpańska). Aplikacja napisana jest w bootstrapie, dzięki czemu można z powodzeniem korzystać z niej również w telefonie, czy tablecie. W naszej bazie danych mamy już ponad 100 tys portali i na bieżąco ją uzupełniamy! Jeśli masz stronę internetową, lub po prostu chcesz podzielić się swoimi ulubionymi stronami, dodaj je do Bestwebby! A jeśli chcecie po prostu docenić moją pracę, a ten projekt Wam się podoba, to zapraszam do polubienia nas na Fb!

Jak dobrze wypaść na rozmowie kwalifikacyjnej?

Skoro już zostaniemy zaproszeni na spotkanie kwalifikacyjne, to dobrze by było wypaść na nim jak najlepiej. Pamiętam, że na swojej rozmowie powiedziałam przyszłemu szefowi, że moją mocną stroną w tym momencie nie jest to, ile umiem, ale to, jak szybko się uczę i chyba go nie okłamałam, bo gdy odchodziłam z pracy, przypomniał mi te słowa i potwierdził z pełnym przekonaniem. Chodzi o podejście do pracy i choć o tym, jaka jest prawda szef przekona się dopiero jakiś czas po podjęciu z tobą współpracy, to jednak warto już w trakcie pierwszego spotkania, pokazać, że nie boisz się wyzwań i potrafisz rozwiązywać problemy.  I nie, nie uważam, że na rozmowie trzeba „grać” pewnego siebie, nawet jak w środku się telepiesz. Trzeba zmienić nastawienie i przyzwyczaić się do sytuacji, że czegoś nie wiesz, że nie rozumiesz, albo, że czegoś nie ogarniasz. Nowa praca, nowy zawód i czasem też zupełnie inny specjalistyczny, techniczny język – jeśli Cię to przeraża, to prędzej czy później ta sytuacja cię przerośnie. Musisz się przyzwyczaić do sytuacji, w której ciągle czegoś nie wiesz i dać sobie do tego prawo. W dobrym zespole i ambitnej pracy jeszcze przez jakiś czas tak będzie. Ale właśnie to daje Ci ogromne perspektywy rozwoju, więc jeśli tak się czujesz, to dobrze trafiłeś!

Jak dobrze wystartować w IT?

No właśnie – przychodzi nowa osoba do zespołu. I co robi? Otóż są dwa typy ludzi i pozwólcie, że podzielę się moją osobista refleksją – choć może nie taką znowu osobistą, bo jest ona poparta nie tylko moimi doświadczeniami, ale i rozmowami z innymi informatykami.

Pierwszy typ to Zosia Samosia. To osoba, która w życiu stawia na samodzielność. Nigdy nie poprosi o radę, nigdy nie podpyta o rozwiązanie, ani nawet podpowiedź. Jak czegoś nie wie, to udaje, że wie, żeby potem nadrobić to w zacisznej atmosferze swojego informatycznego kącika. Nie ma żadnych granic i potrafi tygodniami siedzieć nad jednym zagadnieniem, żeby dojść do rozwiązania samodzielnie.  

Drugi typ to Pytek. Pytek to przeciwieństwo Zosi Samosi. Ten z kolei nic nie wie i niczego nie jest pewien. Gdy dostanie zadanie, to zanim jeszcze zdąży go przeczytać, leci zapytać kolegi, o co chodzi. Ale nie tylko jednego. Chodzi po wszystkich w zespole i dopytuje. Każdemu przerywa pracę, w efekcie czego większość dnia poświęca na przeszkadzanie innym. Nie traci czasu na zaglądnięcie do googli, czy na „Stack’a„. Całą swoją pracę opiera na tym, co wyciągnie od innych. Każdy średnik zweryfikuje najpierw ze wszystkimi w zespole, zanim „zakomituje” zmiany. 

Jak się można domyślić, żaden z tych typów nie jest pożądany z punktu widzenia pracodawcy. Zosia Samosia marnuje jego pieniądze na nadmiarowe godziny spędzone na rozkminianiu rzeczy, które ktoś mógł wytłumaczyć jej w 5 minut. Z kolei Pytek marnuje jego pieniądze, kradnąc czas innych członków zespołu, który mogliby poświęcić na swoją pracę, sam pracując przy tym wyłącznie odtwórczo. Dobry pracownik charakteryzuje się równowagą między tymi dwoma skrajnościami: najpierw sam analizuje problem, poświęca chwilę na zastanowienie, szuka rozwiązań, przegrzebuje stacka i próbuje zrobić zadanie. Dopiero gdy utknie w martwym punkcie, to startuje do kogoś po pomoc.

Czy kobietom w IT jest trudniej?

Kiedyś był taki stereotyp, że kobieta informatyk istnieje, ale tylko w dowcipach (i to słabych), a w życiu, jeśli się już zdarzy, to jest jednym wielkim pośmiewiskiem, na widok którego chowasz ręce w twarz i sam nie wiesz, czy śmiać się, czy płakać. W dzisiejszych czasach kobiet w IT jest naprawdę sporo, ale zawód programisty jest wciąż jeszcze zdominowany przez mężczyzn. Mimo to kobiety chcą iść w tym kierunku i coraz więcej z nich ma odwagę przełamywać te schematy, co jest oczywiście super, jeśli idzie to  w parze z predyspozycjami i konkretnymi umiejętnościami (choć kryterium to tyczyć się powinno także mężczyzn). Czy przez stereotypy, które wciąż są obecne w społeczeństwie, kobietom jest trudniej?

Kiedy zaczynałam pierwszą pracę w IT (jako serwisant), to bardzo często spotykałam się z reakcjami klientów w stylu:

  • „Prosiłem, żeby mnie połączono na serwis”
  • „Tak, jest Pan na serwisie!”
  • (chwila ciszy) „A to mogę rozmawiać z jakimś serwisantem?”
  • „Tak, przy telefonie, proszę mówić”
  • „A…. aha. A mogę z jakimś serwisantem … FACETEM?”

Część klientów w ogóle nie decydowała się na rozmowę ze mną, właśnie dlatego, że jestem kobietą. Więc potwierdzam, że start faktycznie jest trudniejszy, bo jak kobieta odbiera słuchawkę na serwisie, to większość osób przeklina, że znowu coś ich przełączyło do sekretariatu. Osobiście nigdy nie brałam tego do siebie. I tak miałam tyle pracy, że nie miałam czasu jeszcze zabiegać o względy tych upartych klientów. Dopiero X szybko i satysfakcjonująco rozwiązanych zgłoszeń sprawiło, że przekonałam do siebie początkowo upartych niedowiarków, a okazji do tego miałam wiele, bo zdarzało się że na serwisie byłam sama i z braku laku musieli korzystać z moich usług. Gdy odchodziłam z pracy, wielu z nich chciało już rozmawiać tylko ze mną. Nie mówię tego, żeby się pochwalić (to też, wiadomo!), ale po to, żeby Wam uświadomić, że jeśli ktoś jest dobry w tym co robi, to to wyjdzie – nawet pomimo początkowych uprzedzeń. W kolejnej pracy – jako programistka, nie spotkałam się już z takim podejściem. Wręcz przeciwnie, powiedziałabym, że w pewien sposób miałam przez to łatwiej, a przynajmniej taka jest opinia moich współpracowników, bo podobno nie zdarzyło się by ktoś na spotkaniach porannych zbierał pochwały za swoją pracę, a mi się to przytrafiło nie raz. Więc może to faktycznie bonus za bycie kobietą i za te wszystkie niesprawiedliwe stereotypy, które musimy dźwigać? 🙂

Znowu się strasznie rozpisałam, ale to temat, którym żyję i mogłabym o nim pisać bez końca… Jeśli macie jakieś jeszcze pytania, to czekam na nie w komentarzach, być może za jakiś czas zrobimy trzecią część 🙂

 

Kobieta w IT cz.I – czyli o przebranżowieniu, zdobyciu wymarzonej pracy i starcie w IT!

Co raz więcej kobiet chce pracować w IT i trudno się temu dziwić, ponieważ w tej branży przyciągają nie tylko duże możliwości rozwoju, ale także (nie ukrywajmy!) perspektywy finansowe. Dlatego dziś, zgodnie z obietnicą, opowiem Wam trochę o pracy w IT, o tym w jaki sposób się przebranżowiłam, ile mnie to kosztowało i ile zajęło czasu. Odpowiadam też w tekście na Wasze pytania! 🙂

Czy IT to praca dla mnie?

Właściwie to na początku warto zadać sobie pytanie, czy w ogóle chcesz w to iść i czy faktycznie Twoim powołaniem jest spędzenie życia przed komputerem. Każdy ma inne predyspozycje i niekoniecznie każdy nadaje się do pracy, w której relacje nawiązujesz głównie ze swoim środowiskiem programistycznym, a o rozterkach i problemach opowiadasz stojącej na biurku kaczce. Wiem, że teraz powstało sporo firm, które próbują wmówić ludziom, że to robota dla każdego, zwabiając klientów tanimi hasłami: „Nauczymy cię programować od zera i znajdziemy ci pracę w IT”. I faktycznie dużo ludzi w to wierzy i snuje wyobrażenia o świetlanej przyszłości finansowej, o której słyszał od znajomych programistów, a nagle okazuje się, że nie radzi sobie kompletnie na stażu, nie wie o czym mowa i czemu wszyscy ci ludzie mówią w innym języku. Dlaczego tak jest? Bo praca w IT, to nie zajęcie dla osób, które nie wiedzą, co ze sobą zrobić, albo szukają jakieś dochodowego zajęcia. Na takim podejściu można się przejechać. To jest praca dla osób, które mają choć trochę przyjazną relację z komputerem (i nie mówię tutaj o relacji z facebookiem:) ) i które w dotychczasowych swoich doświadczeniach około-informatycznych radziły sobie dobrze lub chociaż nienagannie.

Jak zacząć?

Jak chyba we wszystkich zmianach w życiu – na początku potrzeba przede wszystkim dużo motywacji. Na tyle dużo, że starczy jej na wszystkie smutne chwile, załamania, zachwiania i wątpliwości. Sama przeżyłam takich chwil mnóstwo. Ciągle zadawałam sobie pytanie, czy mi się to uda i czy sobie poradzę w nowym zawodzie. Ale przecież to nie jedyne wątpliwości, które się pojawiają. Wydawało mi się, że brak studiów informatycznych będzie się za mną ciągnąć latami, a CV świecące pustkami będzie odstraszać przyszłych pracodawców. Jeśli mam być szczera to chyba największe wątpliwości przeżywałam przed pierwszą rozmową o pracę w branży IT. Stwierdziłam, że pójdę tam, ale tylko zobaczyć jak takie rozmowy wyglądają, trochę się zapoznać z tematem, zanim faktycznie będę się rekrutować. Takie nastawienie sprawiło, że na rozmowie byłam wyluzowana i ku mojemu zaskoczeniu dostałam tę pracę!

Ale wracając do tematu, na początek trzeba sobie obrać jakiś kierunek, w którym chcemy iść. Praca w IT to bardzo szerokie pojęcie, więc fajnie by było wiedzieć, co konkretnie nas interesuje, a co za tym idzie, czego się uczyć.

Ja od początku wiedziałam, że chce być programistką .NET (od początku, czyli od 5 roku studiów geodezyjnych 🙂 ), natomiast droga do tego celu wiodła mnie przez jeszcze inne stanowiska, o czym opowiem w dalszej części.

W którym kierunku iść, czyli w czym warto programować?

Odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista. Na pewno warto inwestować w języki, które się rozwijają i na które jest duże zapotrzebowanie. Oczywiście, łatwo powiedzieć, ale co zrobić, jeśli totalnie się na tym nie znamy? Wyjść jest kilka. Moim zdaniem pierwsze i najlepsze rozwiązanie, to zapytanie o radę kogoś, komu ufamy i kto się zna. Może się to wydawać dziwne rozwiązanie, bo to poleganie na czyjejś opinii, a ta przecież zależy od wielu osobistych czynników i nigdy obiektywna nie jest. Ale takie podejście ma również wiele zalet. Jeśli masz kogoś znajomego, kto już programuje i „siedzi w tej branży”, to warto się zastanowić, czy nie zainspirować się jego przykładem i nie zacząć się uczyć programować w tym samym.  Dlaczego? Po pierwsze masz kogoś, kto odpowie na Twoje pierwsze najbardziej podstawowe pytania, które być może głupio by ci było zadać komuś zupełnie obcemu. Po drugie, możesz się dowiedzieć więcej o tym, co konkretnie musisz umieć na początek, a także zaczerpnąć dobrych pomysłów na naukę. Chyba nie ma lepszego źródła takich informacji, jak osoba, której już się to udało, czyli która osiągnęła już cel, do którego ty chcesz dążyć i tą drogę ma już za sobą, prawda?:)

Choć mówi się, że IT jest wszechobecne i otacza nas z każdej strony, to być może nie masz żadnego informatyka w gronie znajomych, któremu możesz zaufać i podpytać o to i owo.  Co wtedy robić? Warto w takiej sytuacji przeglądnąć oferty pracy. Taki przegląd może dać trochę informacji o tym, co teraz liczy się na rynku i jacy specjaliści są najbardziej poszukiwani. Więc to chyba też jest jakaś odpowiedź na pytanie, w co iść. Jeśli jednak chcesz uderzać w najpopularniejsze języki programowania, to tutaj możesz podglądnąć sobie ich listę: link (klik)

Jak to było u mnie? Ja dużych wątpliwości nie miałam. Skorzystałam z tej pierwszej metody, i zainspirowana znajomymi programistami, postanowiłam poduczyć się C#. Zdecydowanie nie żałuję tej decyzji! Programowanie w c# jest bardzo wygodne jeśli chodzi o „webówkę” i ma wsparcie dla nowych technologii! Dzisiaj wiem, że aktualnie świat programistyczny „stoi” na internecie, więc choć sama zaczynałam od aplikacji desktopowych, to jednak gdybym miała drugi raz zaczynać, naukę, przeszłabym od razu do webowych.

Jak się uczyć i ile to trwa?

To, co trzeba umieć, zależy od stanowiska, na które chcemy się rekrutować. Na pewno warto w miarę obyć się w IT i niezależnie od stanowiska na jakie aplikujemy, zaprzyjaźnić się z komputerem, w szerokim tego słowa znaczeniu. 🙂 A jeśli chodzi o samą naukę programowania, czy testowania, to jestem wyznawcą zasady, że ludzie dzielą się na samouków i nieuków. Nie wierzę w żadne cudowne kursy, na których „ktoś nauczy cię programować”. Jeśli nie nauczysz się sam, to nikt cię nie nauczy. Studia informatyczne czy kursy są pomocą- mogą coś rozjaśnić, mogą być inspiracją, która sprawi, że zetkniesz się z czymś, w co faktycznie chcesz iść. Ale nie oszukujmy się – nikt nikogo niczego nie nauczy. Nauka programowania to dziesiątki, a nawet setki godzin spędzone w bardzo kameralnym towarzystwie: tylko ty i komputer. I jeśli to polubisz na tym etapie, to z pewnością jest to dla ciebie 🙂

Może komuś z Was nasuwa się pytanie: „Ok, jest komputer, jestem ja i … co dalej?”. Na samym początku przyda się jakaś książka, kurs, czy tutorial, który pozwoli nam na ściągnięcie odpowiedniego środowiska programistycznego i zapoznanie się z podstawami języka. A później to już jest tylko pisanie, pisanie, pisanie. Czyli wymyślasz sobie jakiś projekt i go realizujesz. Z czasem możesz go rozwijać, albo tworzyć kolejne projekty. Nic tak nie pozwoli ci nauczyć się programować, jak rozwiązywanie konkretnych problemów.

Natomiast na pytanie ile trwa nauka programowania, nie da się odpowiedzieć jednoznacznie. Mogę podzielić się za to swoim doświadczeniem i powiedzieć ile zajęło to mnie. Właściwie było to kilka miesięcy pracy, aczkolwiek mam wrażenie, że gdyby nie studia dzienne, praca na pełny etat i mnóstwo dodatkowych zajęć, to dałoby się to skondensować do 3 tygodni 😉 Uczyłam się tylko w weekendy i po godzinach.

W trakcie pisania tego wpisu,okazało się, że zrobił się on strasznie długi, w związku z czym muszę podzielić go na dwie części. W kolejnym wpisie dowiecie się w jaki sposób dostać pracę IT bez żadnego doświadczenia, jak poradzić sobie z „pustym CV” i dobrze wypaść na rozmowie kwalifikacyjnej, o tym jak wyglądają początki pracy w IT i czy faktycznie żarty z kobiet informatyków są uzasadnione 🙂 Jeśli chcecie wiedzieć więcej, to napiszcie swoje pytania w komentarzach! Być może macie podobne doświadczenia i też zmieniłyście branżę właśnie na IT? Koniecznie dajcie znać, jakie są Wasze doświadczenia! 🙂

Podoba Ci się ten post? Jeśli tak, zostaw komentarz lub daj mi like na fb.  To mnie bardzo motywuje i dzięki temu wiem, że to co robię MA SENS!

Jak dbać o higienę jamy ustnej niemowlaka? + NIESPODZIANKA!

Ząbkowanie to taki postrach młodych rodziców. Wiadomo, że kiedyś się to wydarzy, ale nie wiadomo ile będzie nas to kosztowało i ile będziemy musieli poświęcić, żeby (prawie) bezboleśnie przejść z dzieckiem przez ten trudny czas. No właśnie i tu się pojawia pytanie: Czy musi być trudno? Może można po prostu jakoś obejść te wszystkie dolegliwości? Continue reading „Jak dbać o higienę jamy ustnej niemowlaka? + NIESPODZIANKA!”

Szczerze o tym, jak to jest być blogerem, czy warto i URODZINOWY KONKURS!

Minął dokładnie rok od kiedy założyłam tego bloga, a właściwie od kiedy pojawiła się tutaj pierwsza notka (no może nie zupełnie TUTAJ, bo domenę mamazpowolania.pl mam dopiero od lipca, kiedy to moje marzenia o blogowaniu okazały się być bardziej realnym planem, niż tylko odruchem słomianego zapału 😉 ) Przez ten czas dużo się zmieniło, ja również się zmieniłam, a ten blog cały czas mi w tym towarzyszył. Z tej okazji, postanowiłam napisać szczerze o tym, jak wygląda prowadzenie bloga, po co to robię, co z tego mam, ile zajmuje mi to czasu i czy warto się tym zajmować. Czasem znajomi pytają mnie o to, a czasem dostaje wiadomości od obcych mi osób (choć pewnie nie tak zupełnie obcych, bo takich, które tu zaglądają i trochę mnie już znają), więc postanowiłam, że wykorzystam tę okazję, żeby trochę na ten temat opowiedzieć. Wiem, że wpis będzie trochę długawy, ale wybaczcie, myślę, że z okazji urodzin bloga, mogę sobie na to pozwolić, żeby podzielić się czymś więcej, szczególnie, że dotychczas nie było tutaj jeszcze żadnej notki w tym stylu, a następna pewnie trafi się za… kolejny rok 😉DSC_4269

Moje początki i pierwsza zasada blogowania

Założyć bloga chciałam już dawno, ale… zawsze kończyło się na tym, że wymyślałam nazwę, albo utknęłam na ustawieniach witryny. Chyba raz udało mi się nawet napisać notkę na powitanie, ale okazało się, że nikt tam nawet nie zaglądnął, więc się zniechęciłam. Źródła tego zniechęcenia, to dla jednych oczywiste, a dla innych zupełnie nowe fakty, czyli pierwsza zasada blogowania: Nie wystarczy fajnie pisać, żeby ludzie to czytali. Nie, nie wystarczy! Nawet jeśli masz super styl, ludzie uwielbiają cię słuchać/ czytać, to jeszcze nie oznacza, że twój blog odniesie sukces. Sukces bloga zależy od wielu czynników, które na dodatek muszą zaistnieć równocześnie, żeby faktycznie zrealizować ten cel. Teraz już doskonale to wiem.

Blog pisze się dla innych- nie dla siebie

Umówmy się: nikt z nas nie pisze bloga dla siebie. Gdybym pisała to tylko dla siebie, to nie dodawałabym ładnych zdjęć, nie rozkminiałabym tagów każdej notki, które pozwolą wam znaleźć ją w sieci, a przede wszystkim: nie promowałabym bloga np. prowadząc funpage! Robię to wszystko po to, żeby docierać do ludzi. Dlatego jestem wdzięczna, za każde udostępnienie moich wpisów, za lajk, czy komentarz. Czasem spotykam się z tym, że ktoś pisze mi prywatną wiadomość, że temat, o jakim napisałam jest mu bliski, albo dziękuje za coś, co napisałam. Chcę przede wszystkim powiedzieć, że jest to bardzo, bardzo miłe, ale zawsze żałuję, że nie zostało to napisane pod konkretnym wpisem, bo oprócz tego, że jest to miłe, pomaga mi to wtedy zwiększyć zasięg, a na tym zależy każdemu Blogerowi. DSC_4265

Co z tego mam, czyli czy na blogowaniu da się zarobić?

Tutaj oczywiście dochodzimy do kolejnego punktu- chyba tego, który najbardziej interesuje każdego, kto myśli o rozpoczęciu takiej działalności, czyli pytanie o to, co z tego mam. Póki co, mogłabym powiedzieć, że nic, ponieważ blog nie przynosi mi żadnych regularnych zarobków. Oczywiście, po jakimś czasie, zaczęłam dostawać różne propozycje, ale szczerze mówiąc, było ich raptem kilka, a i tak z połowy nie skorzystałam. Ostatnio np. odmówiłam współpracy, mimo wcześniejszego zainteresowania nią, ponieważ zaproponowano mi reklamę, w formie dla mnie nie do zaakceptowania. Nie lubię chamskich i nachalnych reklam, więc takich na moim blogu nie będzie, niezależnie od tego, czy mam tu teraz 750 followersów, czy będzie ich kilka tysięcy (może kiedyś będzie :)) To tylko jedna strona medalu – druga jest taka, że naprawdę szanuję swoich czytelników i nie chce im wciskać kitu. Uważam zresztą, że taka postawa popłaca (nie tylko w blogowaniu :D). Dziś już mogłabym mieć pewnie jakieś korzyści z kilku sponsorowanych wpisów, ale pewnie ludzie zniechęceni taką postawą, zaglądnęliby tu raz i więcej by nie wrócili. Dlatego wolę postawić na lojalność- wobec siebie i czytelników. Jeśli kiedyś na tym blogu znajdziecie reklamę jakiegoś produktu, to tylko takiego, którego sama używam i mogę polecić z czystym sumieniem!

DSC_4255

Mam też świadomość, że mój blog nie jest standardowy, ponieważ mimo, iż mieści się w kategorii parentingowej, to jednak nie znajdziecie tutaj zdjęć mojego dziecka (no, może jedno jest i nie jest to przypadek 🙂 ), ani za wielu moich zdjęć. Jest ich tyle, żebyście wiedzieli jak wyglądam, ale to nie one są treścią tego bloga i nigdy nimi nie będą. Wiem, że w ten sposób można znacznie zwiększyć swoje grono odbiorców, ale … szczerze mówiąc, nie mam czasu na robienie zdjęć do każdego wpisu i wolę jednak skupić się na treści, nawet jeśli forma również mogłaby wiele wnieść.

Co już udało mi się zrobić?

Krótkie podsumowanie tego, co udało mi się już zrobić przez ten pierwszy rok- chyba bardziej dla mnie, niż dla Was, ale być może kogoś zainteresuje, ile pracy włożyłam w tego bloga 🙂

  • Założyłam domenę „Mamazpowolania.pl
  • Napisałam 59 wpisów (dzisiejszy jest 60! )
  • Mam już 760 followersów na facebooku!
  • Mojego bloga odwiedziło prawie 90 000 osób!
  • Założyłam kanał na Youtubie i nagrałam 3 filmy (będę to kontynuować w nowej formule! J )

 

I oczywiście mam też już plany na to, co przede mną, czyli na najbliższy rok i mam nadzieję, że będę miała czym się pochwalić w maju przyszłego roku.

Jak wygląda codzienna praca blogera?

Tymczasem jeszcze kilka słów o tym jak wygląda blogowanie na co dzień. Otóż nie kończy się to na wrzuceniu notki raz na jakiś czas. Przede wszystkim liczy się regularność. Jeśli nic nie pojawia się na blogu przez dłuższy okres czasu, to z mniejszym lub większym prawdopodobieństwem umrze on śmiercią naturalną. To kolejna ważna zasada blogowania. Od bloga nie ma urlopu ani L4!

Oprócz tego, ważne jest prowadzenie funpage, bo to zwykle w ten sposób ludzie dowiadują się o istnieniu bloga, a potem o pojawiających się na nim wpisach. Trzeba popracować nad wyglądem swojej witryny, żeby wyglądała ona estetycznie i żeby zachęcała do ponownych wizyt. Poza tym ważne są zdjęcia, nawet jeśli nie robimy ich sami, to trzeba trochę pogrzebać w Internecie żeby znaleźć takie, jakie nam odpowiadają. To wszystko zajmuje więc sporo czasu. Ile konkretnie? To zależy jak dużo chcemy robić i na jakim poziomie. Wiem, że można napisać notkę w 15 minut i wrzucić ją na bloga, ale osobiście nigdy tak nie robię. Zawsze staram się wcześniej ułożyć w głowie to, co mam do powiedzenia i nie wrzucać pojedynczych myśli, tylko rzeczowy i sensowny artykuł, z którego będzie się dało coś wyciągnąć dla siebie (mam nadzieję 🙂 ). Trwa to oczywiście znacznie dłużej, bo jest to zwykle kilka godzin pracy, ale tutaj znowu chodzi o szacunek do czytelników, a nie tylko o zwabienie ich „klikanym” tytułem, niewiele mającym wspólnego z treścią artykułu…

Na marginesie muszę dodać, że większość moich artykułów kieruję do mam i przyszłych mam, w związku z czym zwracam się w nich do kobiet. I w tym miejscu, przepraszam WSZYSTKICH panów, bo wiem, że i oni tu czasem zaglądają! Mam nadzieję, że wybaczycie mi to perfidne i notoryczne pomijanie Waszej obecności! Obiecuję w tej kwestii poprawę, a jeśli się zaniedbam, to śmiało zwracajcie mi uwagę! 🙂

Czy w takim razie w ogóle warto się tym zająć?

Obiecałam jeszcze napisać, czy warto się zajmować blogowaniem i odpowiedź na to pytanie, zostawiłam sobie na koniec. Otóż uważam, że jeśli ktoś chce to zrobić, bo myśli, że to łatwy sposób na zarobek, to zdecydowanie NIE. Ani to łatwe, ani też nie ma żadnej gwarancji, że uda się osiągnąć sukces. Kluczowe jest też to nastawienie, bo jeśli nie ma w tym pasji, to myślę, że nikt długo miejsca nie zagrzeje na takim blogu. Ludzie nie są głupi i wyczują każdy fałsz, więc warto być z nimi szczerym. I oczywiście ze sobą. Jeśli chcesz to naprawdę robić, to zacznij to robić. Myślę, że warto!

DSC_4257

Celem tego artykułu było przybliżenie Wam trochę mojej osoby i pracy blogera. Mam nadzieję, że Wam się przyda! A na koniec, przygotowałam urodzinowy konkurs, w którym możecie wygrać pierwsze gadżety z Mamy z Powołania! Zapraszam Was do wzięcia w nim udziału – szczegóły poniżej! 🙂

 

UWAGA KONKURS URODZINOWY !!!

Do wygrania 3 bawełniane torby na zakupy z Mamą z Powołania!

Wystarczy, że odpowiesz na pytanie (odpowiedzi udziel koniecznie w komentarzu pod wpisem, a nie na fb!):

„CO NAJBARDZIEJ ZASKOCZYŁO CIĘ W MACIERZYŃSTWIE?”

A przy okazji będzie miło, jeśli polubisz funpage Mamazpowolania oraz TEN wpis na fb! 

 

REGULAMIN KONKURSU:

  1. Jedna osoba może wziąć udział w konkursie jeden raz.
  2. Użytkownik biorący udział w konkursie musi być autorem zgłaszanego tekstu do konkursu.
  3. W konkursie biorą udział komentarze zamieszczone pod tym wpisem na blogu w dniach od 24 maja do 2 czerwca 2017 roku.
  4. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi najpóźniej do dnia 4 czerwca 2017 roku.

POWODZENIA!!!

 

WYNIKI KONKURSU link

Matka z telefonem, czyli jak uciekać od dziecka?

Sytuacja wydarzyła się w jednej z krakowskich galerii, ale właściwie mogłaby wydarzyć się wszędzie i tak pewnie na co dzień się dzieje. Ale ja pierwszy raz widziałam coś takiego, a przynajmniej na taką skalę. Robiąc zakupy w Auchan, minęłam młodą kobietę, która w ręce trzymała telefon i wydawała się być bardzo zaangażowana w prowadzoną przez niego rozmowę o sobotniej imprezie i opowieścią o tym, jak się po niej czuła. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że chwilę później dostrzegłam, biegnącą za nią, małą dziewczynkę. Miała może 3-4 lata. Continue reading „Matka z telefonem, czyli jak uciekać od dziecka?”

Ile się należy za Chrzciny?

Chrzciny to pierwszy Sakrament i często pierwsza tak duża impreza, którą organizujemy dla Niemowlaka (no , może bardziej dla jego rodziny, bo sam zainteresowany nie bardzo jeszcze wie, o co chodzi!). Jasne, nie w każdym przypadku, bo są i tacy co chrzest przyjmują w dorosłym życiu, albo i tacy, dla których obchody Chrztu zaczynają się i kończą w Kościele. Ale nie oszukujmy się, większość z nas podchodzi jednak do tematu w sposób tradycyjny i po Mszy, szykuje mniejsze lub większe przyjęcie dla rodziny i Chrzestnych. I jak na przyjęcie przystało, wiąże się ono również ze sporym wydatkiem, ale oczywiście nie jedynym, jaki czeka nas w tym dniu. Continue reading „Ile się należy za Chrzciny?”