Ciężarna w Wielkim Mieście

Chcę się z Wami podzielić dwoma scenami z dzisiejszego dnia. Jestem już w prawie dziewiątym miesiącu ciąży, mam wielki brzuch i raczej nie zdarza się żeby ktoś miał wątpliwości co do mojego stanu. Mimo to, podejście ludzi do ciężarnej bywa bardzo zaskakujące. Nie mniej zaskakuje mnie postawa samych zainteresowanych…

Scena pierwsza. Wracając dzisiaj z badań, wstąpiłam do Galerii na małe zakupy. Godzina 11, ale w Auchan było prawie tyle ludzi co popołudniu. Spotkałam też kilka dziewczyn z dużymi brzuszkami na zakupach. Przy kasach straszne kolejki, aż zakręcają.. Kieruję się więc do kasy pierwszeństwa, gdzie wyraźnie jest napisane: „Dla kobiet w ciąży i osób niepełnosprawnych”. Staję w kolejce za dziewczyną z dużym ciążowym brzuchem. Przed nią stoi dwóch mężczyzn, jeszcze przed nimi jedna pani, a cała lada zajęta jest przez zakupy pary, która postanowiła skorzystać z braku kolejki w kasie pierwszeństwa i wyłożyła swoje ogromne zakupy. Trwało to kilkanaście minut, zanim ich zakupy zostały skasowane. Teoretycznie w takiej sytuacji, jako osoba uprzywilejowana, mam prawo przejść przed takie osoby, żeby moje zakupy były skasowane jako pierwsze. Ale ponieważ kasjer już zaczął, to wymagałoby to anulowania ich rachunku i dopiero można by zająć się moimi. Nie wspominając już o nienawiści w oczach takich klientów, to pewnie czasowo wyszłoby to podobnie. Nie rozumiem jednak takich osób, ponieważ czynnych było ponad 30 innych kas, a kas pierwszeństwa tylko dwie! W efekcie stałam w kolejce, mając na ręce dosłownie 3 produkty, oczekując, na skasowanie kilkudziesięciu produktów osób nieuprzywilejowanych, które po prostu chciały sprytnie skorzystać z braku kolejki. Ponieważ jednak stała przede mną kobieta w ciąży i miała tylko 2 produkty, zapytałam, czy nie chce przejść chociaż przed te pozostałe 3 osoby, bo przecież to kasa pierwszeństwa. Pani nawet nie odwróciła się do mnie, tylko coś tam odburknęła, jakby to była moja wina, że musi tam stać, po czym powiedziała, że jest jeszcze druga kasa pierwszeństwa, więc mogę sobie tam pójść. Dla mnie to paranoja. Jaki sens ma kasa dla osób uprzywilejowanych, skoro podchodzi do niej każdy, a kobieta w ciąży czeka w kolejce i mi mówi, żebym sobie poszła do innej kasy, bo tam może być mniejsza kolejka. Po jakiejś chwili Pani stojąca jako druga w kolejce odwróciła się i przepuściła nas obydwie przed siebie.  Burcząca pod nosem ciężarna uśmiechnęła się nagle i przyjęła propozycję. W przeciwnym razie stałybyśmy tam pewnie jeszcze z 10 minut. Dlaczego sama nie poprosiła o przepuszczenie? Nie wiem. Jeśli same nie dbamy o swoje prawa, to trudno się spodziewać, że ktoś zrobi to za nas. Po jej zachowaniu ciężko oprzeć się wrażeniu, że oczekiwała takiej właśnie postawy od innych klientów, ale sama o to nie poprosi.

Scena druga. Tym razem o tym, że ludzie na prawdę potrafią mieć tupet. Siadam na ławce na przystanku w centrum. Dużo ludzi, jak to w takim miejscu o każdej porze. Koło mnie przysiada się kobieta koło sześćdziesiątki z mężczyzną. W pewnym momencie ona wyciąga paczkę z papierosami i śmieje się do swojego partnera, że palacze umierają młodziej. Wyciąga z torebki zapalniczkę i odpala papierosa. Na przystanku cisza. Wszyscy na nią patrzą, nikt się nie odzywa. Pytam więc, czy mogłaby Pani nie palić na przystanku. Wstaje po chwili i w ogóle na mnie nie patrząc, odpowiada oburzonym tonem: „Mogłabym”. Wtedy nagle wszyscy się włączyli i zaczęli protestować. Odezwały się głosy, że to jest przystanek, że tu  jest zakaz palenia i żeby odeszła kawałek. Partner kobiety, gdy odeszła zaczął komentować, że też tak uważa, ale „co on tam może”. Nie mówię już o tym, że kobieta widziała, że siada obok ciężarnej, więc wyciąganie papierosa i dymienie mi w twarz jest co najmniej nietaktowne. Dlatego uważam, że nie warto mieć postawy biernej i trzeba reagować, a nie uznawać takich zachowań za normalne.

Już nie raz przekonałam się, że nie zawsze można liczyć na ludzką życzliwość i trzeba samemu zadbać o swoje prawa. Podobnie jest też w komunikacji miejskiej. Oczywiście są bardzo miłe sytuacje, gdy wsiadam do tramwaju i kilka osób wstaje, żeby zwolnić miejsce. Bywa też tak, że muszę przejść przez cały tramwaj, pomimo ścisku i strasznego upału, żeby dostać się do miejsc oznaczonych dla uprzywilejowanych i poprosić o zwolnienie miejsca, bo nikt nie zdecyduje się go ustąpić.

Ludzie są różni, więc i postawy są różne, a to jak jesteśmy traktowane niestety w dużym stopniu zależy od nas samych i od tego na ile faktycznie potrafimy zadbać o swoje prawa.

A Wy co uważacie o przywilejach dla ciężarnych? Powinnyśmy z nich korzystać, czy tylko po cichu liczyć na pomoc i życzliwość innych?

 

Podoba Ci się ten post? Jeśli tak, zostaw komentarz lub daj mi like na fb.  To mnie bardzo motywuje i dzięki temu wiem, że to co robię MA SENS!

Dziękuję!