Dlaczego nie umiemy rozmawiać o szczepieniach?

Kilka dni temu, w Poznaniu umarła 14 miesięczna dziewczynka.  Przyczyną śmierci była sepsa, która rozwinęła się w wyniku zakażenia pneumokokami. Cała Polska zadrżała, wiadomość podają wszystkie media, ale oczywiście nie wszystkie przekazały ją rzetelnie, bo jak się okazuje, w tych pierwszych przekazywanych informacjach było bardzo dużo plotek, które okazały się nie mieć dużo wspólnego z prawdą. Faktem jest, że dziecko nie zostało zaszczepione na pneumokoki, które są obowiązującą obecnie szczepionką. Drugim faktem jest jednak to, że nie wiadomo, czy szczepienie uchroniło by dziecko przed zachorowaniem, ponieważ są różne szczepy pneumokoków i nie ma żadnej pewności, że te, które zaatakowały dziewczynkę, znajdowały się w szczepionce. I jest też trzeci fakt: pneumokoki są obowiązkowym szczepieniem dla dzieci urodzonych po 1 stycznia 2017 roku. Więc warto zauważyć, że jest dużo dzieci niezaszczepionych tą szczepionką i to zupełnie zgodnie z prawem.

Sytuacja skończyła się tragicznie, dla rodziców i dla dziecka. Ale w komentarzach pod artykułami, donoszącymi o tragicznej śmierci nie widać wcale żalu, ani smutku, ale zwykłą nienawiść, modnie nazywaną „hejtem”. Niesamowite, że jej autorami są też w dużej mierze inni rodzice, którzy bez mrugnięcia okiem piszą innemu ojcu i matce: „Dobrze wam tak, wcale nie jest mi was żal, macie za swoje”. Tutaj już nie chodzi o wyższość szczepionych dzieci nad nieszczepionymi – czy odwrotnie. Tylko o zwykłą ludzką życzliwość. Chociaż nie, chyba po prostu o przyzwoitość, która u wielu ludzi została zablokowana, dając przy tym upust emocjom.

Nie umiemy rozmawiać o szczepieniach. Nie ma dyskusji na ten temat, która nie kończy się wyzwiskami i obelgami. Jedna i druga strona uważa, że ta druga jest w błędzie i koniecznie musi ją nawrócić na swoje myślenie. Jak się nie da po dobroci, to wyzwiskami, od głupich, bezmyślnych i żyjących w czarnogrodzie. Jest tu jeden wspólny punkt, w którym spotykają się zwolennicy i przeciwnicy szczepień- wszyscy uważają, że podjęli taką a nie inną decyzję w sprawie szczepień, bo kochają swoje dzieci i chcą dla nich jak najlepiej. Wierzcie mi, ze rozmawiam z różnymi ludźmi, i spotykam się z różną argumentacją, ale jestem przekonana, że każdy rodzic kieruje się dobrem swojego dziecka, a to zupełnie zmienia perspektywę. Nawet jeśli robi głupio, nawet jeśli błądzi, to kurcze, przecież nie chce w żaden sposób świadomie tego dziecka skrzywdzić. Dopóki tego nie zrozumiemy, dopóty nie uda się podjąć normalnej, zdrowej dyskusji o szczepieniach. A szkoda, bo dopiero ona miałaby szansę zmienić czyjeś myślenie.