Mężczyzna przy porodzie – TAK czy NIE?

Kiedyś uważałam, że porody rodzinne to bardzo dziwna moda. Po prostu ludzie chcą na siłę wszystko robić razem, nawet w tak intymnej i ważnej chwili, jaką są narodziny dziecka. Uważałam, że poród jest czymś co dotyczy tylko kobiety. Podobała mi się wizja, że mężczyzna nie widzi swojej kobiety wśród bólu, potu i łez, ale wchodzi dopiero w momencie finałowym, gdy dziecko jest już na świecie. Nie dlatego, że się brzydzi, ale dlatego, że od pomocy są lekarze i położne, a rola faceta zaczyna się już później. Wyobrażałam sobie swój poród i męża, który stoi zestresowany pod drzwiami ze zmiętym kwiatuszkiem w ręku. Chodzi w kółko, minuty mijają mu jak godziny i niecierpliwie oczekuje położnej, która wyjdzie i poinformuje go, że dziecko jest już na świecie. A wtedy on wkroczy  do akcji.

Po kilku latach, zupełnie inaczej patrzę na porody rodzinne. Dzisiaj marzę o tym, żeby mój mąż towarzyszył mi w trakcie porodu. Co mnie przekonało i sprawiło, że ostatecznie moja opinia zmieniła się w tej sprawie o 180 stopni?

Przede wszystkim zacznę od rozprawienia się z argumentami, które kiedyś wydawały mi się uzasadnione. Pierwszy z nich- z którym spotykałam się najczęściej i który pochodzi z czasów naszych mam i babć, to  argument, że:

Poród nie jest sprawą mężczyzny

Oczywiście jest to argument, który sam siebie zabija swoją prostotą. Wynika z tradycyjnego podziału ról w związku. Kobieta jest od rodzenia i wychowywania dzieci, a mężczyzna od zarabiania na rodzinę. Każdy ma swój zakres obowiązków i nie wchodzi w kompetencje drugiej strony. Jak łatwo zauważyć, w dzisiejszych czasach poszliśmy nieco do przodu i podział ról w związku nie jest już tak oczywisty.Dzisiaj kobieta również zarabia, a mężczyzna opiekuje się dziećmi. To, w jaki sposób partnerzy dzielą się obowiązkami, zależy tylko od nich samych, a nie od narzuconych odgórnie schematów.

Kolejny argument przeciwko porodom rodzinnym, głosi, że:

Od zawsze przy porodach kobietom towarzyszyły wyłącznie inne kobiety.

I znów tradycja. Rzeczywiście kiedyś tak było, choć wynikało to prawdopodobnie w pewnym stopniu z pierwszego przytoczonego tu argumentu. Kobiety same nie chciały żeby towarzyszył im mąż w takiej chwili, bo jak by to wyglądało?

Są dziewczyny, które nie chciałyby pokazać się swojemu partnerowi nawet bez makijażu, więc tym bardziej broniłyby się przed pokazaniem się w sytuacji ogromnego bólu, kiedy nie mogą skontrolować własnych reakcji, wyglądu, makijażu…  Taka postawa nie wynika tylko z tradycji, gdyż jest równie aktualna dzisiaj. Chyba każdy zna takie osoby, które nie wychodzą z domu bez makijażu, a zmywają go dopiero jak partner zasypia. W takim przypadku, z pewnością nieobecność mężczyzny przy porodzie, jest wręcz pożądana, bo to ona daje większy komfort i swobodę.

Co mnie przekonało?

WSPARCIE I POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA

Tak naprawdę przekonały mnie doświadczenia kobiet, które rodziły w towarzystwie męża. Dało mi to do myślenia. Zwykle takie osoby bardzo sobie chwalą wsparcie, które otrzymały w trakcie porodu. W końcu mamy przy swoim boku kogoś, kogo znamy i jest nam bliski, co daje poczucie bezpieczeństwa i wspólnego przeżywania chwili niewątpliwie trudnej.

DBANIE O ODPOWIEDNIĄ OPIEKĘ

Drugą kwestią jest fakt, że w trakcie porodu możemy być w bardzo różnym stanie świadomości, z uwagi na emocje i ból. W związku z tym, warto mieć przy sobie kogoś, kto zna nasz plan porodu, wie, jakie są nasze oczekiwania i będzie mógł zadbać o nie w sytuacji naszej niedyspozycji.

PORÓD TO NASZA WSPÓLNA SPRAWA

W dzisiejszych czasach wielu mężczyzn zauważa, że poród nie jest tylko sprawą kobiety, lecz również ich własną, a zatem chcą uczestniczyć w narodzinach dziecka. Moim zdaniem, nic nie powinno odbywać się na siłę i nie jestem zwolennikiem pójścia w drugą stronę i wywoływania pewnej presji na poród rodzinny. Ale jeśli Mąż sam chce w nim uczestniczyć, to dla mnie jest to kolejny argument za tym, żeby pozwolić sobie na wspólne przeżywanie tej chwili!

A Wy zdecydowaliście się na wspólny poród? Dajcie znać, co Was przekonało do takiej decyzji 🙂

Podoba Ci się ten post? Jeśli tak, zostaw komentarz lub daj mi like na fb.  To mnie bardzo motywuje i dzięki temu wiem, że to co robię MA SENS!

Dziękuję!

 

 

  • U mnie przy porodzie był ojciec dziecka, nie wyobrażałam sobie żeby było inaczej. Dzięki niemu miałam więcej siły, wspierał mnie, dodawał otuchy. Samą obecnością mi pomógł, czułam się bezpieczniej. 🙂

  • Teraz, gdy sama jestem już po porodzie, też nie wyobrażam sobie żeby mojego męża nie było przy mnie. Niesamowicie mi pomogła jego obecność i wsparcie! 🙂

  • Teraz gdy sama jestem po porodzie, to również nie wyobrażam sobie, żeby mojego męża nie było przy mnie 🙂