Moja ostatnia wizyta u pediatry- mądrości o rozszerzaniu diety i szczepieniach, które zwalają z nóg.

Zastanawiałam się czy o tym pisać, bo nie do końca wiedziałam jak ugryźć temat. Chciałabym Wam opowiedzieć o tym, co mnie ostatnio spotkało, gdy wybrałam się do lekarza z dzieckiem.  Pediatra już wcześniej wzbudziła moje wątpliwości, co najmniej kilkoma rzeczami, ale postanowiłam dać jej jeszcze szansę. Być może brzmi to teraz jakbym właśnie wyłoniła się z tłumu matek, które wiedzą najlepiej i dla których lekarz nie jest żadnym autorytetem, bo przecież w internecie wyczytały, że jest inaczej. A jednak tak nie jest, bo muszę przyznać, że zawsze ceniłam sobie lekarzy i ich wiedzę i nadal ją cenię, choć oczywiście lekarz to też człowiek, więc dla mnie podstawą jest zaufanie, jakim muszę darzyć tą osobę. Czasem wychodzi to bardzo naturalnie, jak np. było z lekarzem prowadzącym moją ciążę – trafiłam do pani doktor przypadkiem i już zostałam bo okazała się być bardzo profesjonalna, a poza tym otwarta na zadawanie pytań, co w pierwszej ciąży było kluczowe. Niestety nie zawsze tak jest…

Lekarza dla Marty nie wybierałam specjalnie, po prostu zapisałam ją do swojej przychodni ( z której ja byłam zadowolona), a o wybór lekarza nikt mnie nie pytał – po prostu udałam się do pani doktor, która akurat miała dostępny pasujący mi termin. I chyba to był błąd. Pierwsza wizyta odbyła się 2 tygodnie po porodzie. Pani doktor była zdziwiona, że przychodzimy i powiedziała, że nie ma takiej konieczności i w ogóle nie wie po co w szpitalach dają takie zalecenie. Ogólnie wizyta pod znakiem narzekania: książeczki zdrowia robią złe (bo mało miejsca, żeby coś wpisać), karty ze szczepienia jeszcze nie ma – to źle, a do tego w szpitalu zlecili badania, a ona uważa, że to za wcześnie (mówiła pisząc skierowanie).

Kolejna wizyta upłynęła pod hasłem: „Nie mam czasu”. To był dzień szczepienia, więc miałam kilka pytań z tym związanych. Pani doktor kilkakrotnie powtórzyła, że ona ma też innych pacjentów i NIE MA CZASU na dyskusję na temat szczepień. Dodam może jeszcze tylko, że o dyskusji nie było nawet mowy, chodziło tylko o uzyskanie odpowiedzi na pytanie o to, co zrobić jak szczepienie 5 w 1 będzie wycofane, skoro powinno się kontynuować tą samą szczepionką. Odpowiedzi oczywiście nie otrzymaliśmy. Chociaż nie! Odpowiedź brzmiała: „Przecież ja mówiłam Państwu, że planują wycofać, więc powinni się Państwo na to przygotować”. Zapomniała tylko dodać, jak. No cóż. Już wtedy byłam bardzo zdziwiona taką postawą, ale starałam się to zrozumieć, bo faktycznie za nami w kolejce do gabinetu stała już kolejna para z dzieckiem.

Po upływie dwóch miesięcy, znów zjawiliśmy się u Pani doktor. Tym razem postawiła duży nacisk na konieczność rozszerzania diety, bo już jest najwyższa pora (Marta skończyła dopiero 4 miesiące). Wręczyła nam kilka ulotek z różnych firm produkujących jedzenie dla niemowląt i rozszerzanie diety uzasadniła tym, że im więcej smaków dziecko pozna między 4-6 miesiącem, tym lepiej będzie później jadło. Ponadto usłyszałam od niej, że przecież z dnia na dzień mogę stracić pokarm, więc lepiej żeby dziecko miało jakąś alternatywę i mogło wtedy zjeść co innego. Po tych słowach wycofałam się z rozmowy ( a przepraszam, na rozmowę czasu nie było! To tylko monolog lekarki, którego jak uczniowie w szkole mieliśmy wysłuchać. Czasu na pytania słuchaczy- brak).  Powiedzieliśmy, że z rozszerzaniem diety planowaliśmy poczekać do 6 miesiąca, co pani doktor skomentowała milczeniem i zanotowała w karcie, że jesteśmy niechętni na rozszerzanie diety, mimo jej tłumaczeń ( o czym dowiedziałam się później :))

Hitem była jednak moja ostatnie wizyta. Ostatnia – dosłownie, ponieważ więcej się tam nie wybieram. Najpierw niepytana powiedziałam, że po ostatnim szczepieniu u mojego dziecka wystąpiła bezsenność. Początkowo zostałam wyśmiana, że łączę to ze szczepieniem, a potem potraktowano mnie prychnięciem, gdy powiedziałam, ze dziecko nie mogło przespać ciągiem więcej niż pół godziny, bo się wybudzało. I to by było na tyle rozmowy na ten temat. Gdy powiedziałam, że nie chcę łączyć szczepień, lekarka uśmiechnęła się z politowaniem i powiedziała, że można łączyć wszystkie szczepienie na raz i nie ma w tym żadnego problemu. I po chwili zapytała zniecierpliwiona: „To co mam tutaj wpisać (w karcie szczepień)? Bo mi jest wszystko jedno!” Potem na informację, że dziecko nie je za wiele, zareagowała bardzo agresywnie, mówiąc, że od tego są rodzice, że nikt za mnie dziecka karmić nie będzie. Dowiedziałam się, że żadne dziecko nie będzie jadło chętnie i trzeba go do tego zmusić na początku, dlatego do karmienia potrzebne są zawsze 2 dorosłe osoby (aż się bałam spytać, co te dorosłe osoby mają robić dziecku). Co mi pozostało? No tylko poinformować męża, ze musi się zwolnić z pracy, żebyśmy mogli karmić dziecko codziennie we dwójkę. 🙂 Postanowiłam się już nie odzywać i zmienić lekarza.

I wam też to polecam, jeśli trafiliście podobnie. Dobry pediatra to podstawa i nie ma chyba sensu oddawać swojego dziecka w ręce kogoś, do kogo kompletnie nie macie zaufania. Koniecznie dajcie znać, czy mieliście podobne doświadczenia!

  • Aneta

    Moglabym sie prawie pod calym tekstem podpisac po ostatniej wizycie u naszego pediatry. Tez nas czeka zmiana. Co prawda nasza miala dla nas wiecej czasu ale mimo wszystko zaufania po tym spotkaniu nie mam. Zycze sukcesu w poszukiwaniu bardziej empatycznego lekarza z wieksza wiedza 🙂

  • Dzięki! Tym razem na pewno bardziej się zastanowię nad wyborem lekarza 🙂

  • Lucyna

    Szkoda, że nie zrezygnowaliście z tej pani już po pierwszej wizycie. My też na pierwszą poszliśmy do lokalnej przychodni. Pani doktor dość miła, ale wyprowadziła mnie z równowagi tym, że co chwilę odbierała telefony od innych pacjentów (!). Teraz chodzimy do dwóch poleconych pediatrów w prywatnej przychodni, ale już widzę, że raczej zostaniemy przy jednym z nich. W ogóle polecam korzystać ze znanylekarz.pl zanim pójdziesz do kogokolwiek, a tej lekarce warto tam wystawić właściwą opinię, co by inni nie marnowali z nią czasu.

  • Masz rację i opinię na pewno wystawię. Już to kiedyś robiłam, ale dotychczas były to opinie wyłącznie pozytywne 🙂

  • Katarzyna Godyń

    Masz rację, a wystawienie opinie na znanylekarz.pl bardzo pomaga. Oczywiście są tam powypisywane niekiedy bzdury, poza tym nie wszystkim się dogodzi, ale jeśli lekarka ma same negatywy, to jednak o czymś mówi 😉

  • Porażające…dwie osoby do karmienia, tata zwalnia się z pracy i siedzi z mamą na macierzyńskim, żeby karmić dziecko 😛 ech…masakra

  • W zeszłym tygodniu zapisałam syna do innego pediatry, historia z poprzednią panią była podobna. Już od pierwszej wizyty miałam pewne wątpliwości co do jej zaleceń i wiedzy, ale dałam jej jeszcze kilka szans. Głównie z powodu bliskości przychodni, w której przyjmuje. Na ostatniej wizycie się z nią dość ostro pokłóciłam, nomen omen również o rozszerzanie diety (i karmienie piersią) i uznaliśmy z mężem, że miarka się przebrała. Dowiedziałam się, że za dużo karmię piersią (syn 8 miesięcy, dieta powoli rozszerzana po skończeniu 6,5) – na argumenty o zaleceniach WHO i Ministerstwa Zdrowia odpowiedziała mi tabelką z ulotki Bebiko.
    W moim przypadku również nie jest tak, że z zasady neguję zalecenia lekarzy. Lubię móc na nich polegać i im ufać, jednak gdy ktoś ewidentnie popisuje się brakiem aktualnej wiedzy medycznej, próbując wciskać kit mocą swego autorytetu lekarskiego, to ja takiemu serdecznie dziękuję…