Największe zaskoczenia porodowe!

Jest kilka rzeczy, które zmieniają się w chwili porodu i o których naprawdę nikt nie mówi. Internet jest pełen artykułów na ten temat, w których opisuje się mnóstwo ważnych spraw, choć jednak nie wszystkie. Skąd to wiem? Bo sama się przekonałam. Rok temu, wtedy kiedy przyszła na świat moja Córka. Choć przeszukałam cały internet, dołączyłam na fb do kilkunastu grup parentingowo – ciążowych i naczytałam się poradników, okazało się, że wciąż nie wiem wszystkiego. I na sali porodowej i po wyjściu z niej przeżyłam niemałe zaskoczenie. Dlatego dzisiaj trochę o tym właśnie, co może Was zaskoczyć (albo i nie?), jak traficie po raz pierwszy na porodówkę.

O łzach szczęścia, które pojawiają się zupełnie niekontrolowanie zaraz po porodzie mówi się dużo, więc nie na nich będę się skupiać. Warto jednak dodać, że mało kogo one ominą, bo faktycznie moment porodu to JEDYNA taka chwila w życiu, której opisać się nie da, mimo najszczerszych i najlepszych chęci. Dziesiątki razy przepytywałam z zaciekawieniem doświadczone matki, jak u nich wyglądał poród, pobyt w szpitalu i pierwsze dni w domu, a gdy sama wylądowałam na porodówce okazało się, że jestem kompletnie ZIELONA. Dlaczego? Bo co chwilę działo się coś, czego się nie spodziewałam i czego nie oczekiwałam (przyjmując oczywiście śmiałe założenie, że w obliczu tak strasznego bólu, można w ogóle czegoś oczekiwać poza rychłym ukróceniu tego cierpienia 🙂 ).

Pierwsza rzecz, która mnie meeega zaskoczyła już po przekroczeniu progu szpitala, był fakt, że ja- matka polka w 9 miesiącu ciąży, w 40 tygodniu, ze skurczami co 5 minut, zwijająca się bezwstydnie na krześle, będę czekać na przyjęcie i w ogóle na jakieś zainteresowanie. Nie, nie mówię tego z żadną pretensją do personelu, po prostu myślałam, że to będzie dokładnie tak, jak w filmach: ja wbiegam i krzyczę, że rodzę, a wtedy wszyscy do mnie podbiegają – położne i lekarze trzymają mnie pod pachy, żebym nie upadła i wloką na porodówkę najszybciej jak się da, żebym czasem nie urodziła na korytarzu. A w życiu, jak to zwykle, nie było tak, jak na filmach i lekarka spojrzała tylko na mnie ze stoickim spokojem i powiedziała, że jak skurcze będą co 3 minuty, to wtedy mam zapukać. I tyle. Drzwi się zamknęły. Żałuję, że nie mogłam wtedy zobaczyć swojej miny 😉

Kolejna rzecz, która nie przebiegła zgodnie z moimi wyobrażeniami, to była pierwsza faza porodu. Spodziewałam się, że położna będzie ze mną przez cały ten czas. Że będzie mnie wspierać, mówić co mam robić, zachęcać żebym pochodziła po pokoju, albo proponować różne pozycje i najważniejsze- utwierdzać mnie w przekonaniu, że nie umrę! Ale nic z tego! Przychodziła raz na jakiś czas i badała mnie, nic sobie nie robiąc z tego, że błagałam, by nie robiła tego na skurczu, bo byłam pewna, że odruchowo przyładuję jej nogą w twarz.  To dopiero było dla mnie zaskoczenie! Nie mam pojęcia ile czasu to wszystko trwało i ile jej nie było, bo ostatnią rzeczą, o której wtedy myślałam był upływający czas.

W końcu przyszedł czas upragnionego porodu i tutaj też nie obeszło się bez zaskoczeń. Ja wiem, że zawsze się mówiło, mówi i pewnie będzie mówić, ze w chwili porodu zapomina się o całym bólu. Więc i ja czekałam na to błogie zapomnienie. I jest! Przyszło. Szkoda, że nikt nie mówił, że tylko na chwilę! Faktycznie, jak zobaczyłam moją córkę, całą i zdrową, to jedyne o czym myślałam, to dziękowanie Bogu, bo przecież tyle rzeczy po drodze mogło się wydarzyć… Więc tak, szczęście mnie opanowało bez reszty. Te kilka chwil byłam tylko dla niej. Ale potem? Potem stopniowo do mózgu zaczęły docierać pewne informacje i wspomnienia. I wiecie co? Dzisiaj, rok po porodzie dobrze pamiętam ten ból i choć nie śni mi się on po nocach, to jednak myślę, że nigdy nie zapomnę tego, jakie to było przeżycie. I może dobrze, bo wiem, że zrobiłam to dla Niej! 🙂

To nie koniec okołoporodowych zaskoczeń. Będą jeszcze kolejne, tym razem związane z nowonarodzonym Maluszkiem. Ale to już w kolejnym wpisie. Dajcie znać, co Was zaskoczyło przy pierwszym porodzie? 🙂

  • Katarzyna

    Mi bardzo wolno upływał czas, miałam kilka kryzysów, nawet już myślałam że nie dam rady. Położna mówiła, że widać główkę natomiast lekarz że nie ma postępu – sama nie wiedziałam komu wierzyć, ale najważniejsze aby zebrać wszystkie siły i uwierzyć że da się radę.
    Przecięcie pępowiny wcale nie odbywało się jak na filmach, trzeba było to zrobić szybko i sprawnie, więc zamiast męża zrobiła to położna – nawet nie wiadomo kiedy.

    Jeśli mężowie się obawiają i nie chcą być przy porodzie to lepiej niech nie wchodzą na salę. Mój stwierdził że pierwszy etap jeszcze zostanie ze mną, a później wyjdzie, w rzeczywistości jednak nie miał serca mnie zostawić. Ważne że nie przeszkadzał, ale był wciąż w pogotowiu i bardzo wspierał. Czasami naprawdę można się tam poczuć samotnie, tym bardziej że poród trwa w nieskończoność i zgadzam się, że położna nie jest z Tobą cały czas jak mówią na szkołach rodzenia i opisują w internecie, tak jak nikt też nie biega wokół Ciebie na zawołanie. To naprawdę ogromne przeżycie jeśli rodzisz pierwszy raz, a dla nich codzienna praca, więc warto zabrać ze sobą kogoś z kim poczujemy się bezpiecznie.

    Po porodzie czas przyspiesza, gdy już leżysz z dzieckiem na obserwacji to czujesz się obolała ale szczęśliwa. Po raz pierwszy przystawiasz dziecko do piersi i … Czy ono w ogóle je?? Czy takie uczucie towarzyszy prawidłowemu karmieniu? Ja nie wiedziałam, gdy mnie pytali odpowiadałam, że nie wiem czy to tak ma być. Okazało się, że chyba jednak tak.

    Gdy już zawieźli mnie na salę myślałam, że od razu zacznę normalnie funkcjonować i bez problemu skorzystam z toalety, jednam okazało się, że nie jest tak kolorowo i jeszcze musiałam poleżeć i długo odpocząć, by normalnie wstać z łóżka, spotęgowała to też poporodowa anemia. Nie wszystkie dzieci są słodkimi, spokojnymi aniołkami, niektóre (jak mój teraz najgrzeczniejszy i najspokojniejszy synek) w szpitalu dają popalić. W nocy także zdarzyło mi się, że nie wiedziałam już co zrobić, aby przestał płakać. Zmęczenie sprawia, że chciałabyś pójść spać, ale przecież nie zostawisz dziecka, warto wtedy poprosić o pomoc pielęgniarki.

  • Ja się tam się tam cieszyłam że położną przy pierwszym porodzie miała mnie gdzieś, miałam przynajmniej spokój a że była bardzo nieprzyjemna osobą to tym bardziej nie mam czego żałować. Czy pamiętam ból? Nie, ani po roku, ani po (już) 11 latach nie pamiętam. Choć nie powiem bo wolałabym te 11 lat temu rodzić tak jak młodszą niespełna roczna córkę-w dwie godziny, a nie ponad dwadzieścia😊😊

  • Pingback: Największe zaskoczenia porodowe – poród bez tajemnic! | Mama z powołania()