Popularny SZUMIĄCY MIŚ zaburzył sen mojego dziecka

Sen to było moje największe zaskoczenie jeśli chodzi o dziecko. Tyle razy słyszałam jak ludzie mówili: „Spać jak niemowlę”. Od momentu porodu, kiedy zrozumiałam co to znaczy (może nie zawsze, ale w naszym przypadku tak było), nikomu tego nie życzę, nawet wrogom (choć ich nie mam, ale gdybym miała, to też bym nie życzyła, aż tak źle:)). Generalnie sen nigdy nie był ważny w moim życiu, a na pewno nie był najważniejszy, bo zawsze było tyle do zrobienia i wydawało mi się, że SZKODA CZASU. Tak, wiem, dziś sama się za to wstydzę, ale na pocieszenie powiem coś, co chyba wiecie, tzn. że i tak nie da się wyspać na zapas. Dziś sen przyjęłabym w każdej ilości, a po „przespanej” (czyli 2-3 pobudki) nocy, czuję się jak młody bóg! Mogę góry przenosić!

Szumiącego misia kupiliśmy właściwie zaraz po narodzinach Marty. Jak tylko zorientowaliśmy się, że ciężko ją uśpić, a jak już się uda, to ciągle się wybudza, zaczęliśmy szukać jakiegoś sposobu, żeby jej pomóc i poczytałam trochę o BIAŁYM SZUMIE. Na początku puszczaliśmy go z  aplikacji na telefonie, albo z youtuba, ale nie chciałam trzymać dziecku przy głowie sprzętów elektronicznych (i tak promieniowanie atakuje z każdej strony, więc nie ma co jeszcze dokładać). No i tak wpadliśmy na pomysł, żeby kupić Szumiącego misia.

Wiem, że są dzieci, które zasypiają po 2 minutach jak tylko usłyszą ten szum. Ale z moją Martą nie było oczywiście tak łatwo 🙂 Zasypianie tylko na rękach, a czy włączyliśmy Szumiącego misia, czy nie, było jej właściwie obojętne. Ale… do czasu! Okazało się, że chociaż u nas nie udawało się zasypiać przy szumie, to jego towarzystwo podczas snu, mogło go znacznie wydłużyć. I tak za każdym razem, jak udało się uśpić dziecko, włączaliśmy jej biały szum. W dzień to była jedyna nadzieja na przespane ciągiem 40 minut, bo inaczej zdarzało się, że budziła się co 5. (Nasz Miś wyłącza się automatycznie po 40 minutach). A w nocy? No cóż… moje dziecko potrafi obudzić dosłownie wszystko. Być może niektórym rodzicom skrzypiąca podłoga, która ma być przyczyną wybudzenia wydaje się być przesadą, ale wcale tak nie jest. Szumiący miś był naszym ratunkiem na takie sytuacje, gdy trzeba było jeszcze np pójść do łazienki, a dziecko udało się uśpić, bo potrafił „wyciszyć” jej dźwięki z otoczenia.

Po kilku miesiącach, przyzwyczailiśmy się do Szumiącego misia tak bardzo, że jeździł z nami wszędzie, bo bez niego nie było spania. Zawdzięczamy mu duuuużo przespanych nocy (oczywiście względnie przespanych, ale zawsze coś!). Aż w pewnym momencie zauważyłam, że Marta zaczęła się wybudzać w chwili, gdy Szumiący miś się wyłączał. Ale to nie wszystko. Choć wcześniej na spacerach zdarzało się jej przespać godzinę, a nawet półtorej, to nagle zaczęła wybudzać się po 40 minutach (z zegarkiem w ręku), niezależnie od okoliczności. Widać było, że nie jest wyspana, a jednak budziła się z płaczem i nie dało się jej ponownie uśpić. Tak bardzo przyzwyczaiła się do 40-minutowego cyklu, że nie potrafiła już spać dłużej, a w efekcie była totalnie przemęczona i niewyspana.

Od Nowego Roku, postanowiliśmy pójść na odwyk, bo powiem wam, że ten szum naprawdę uzależnia! Przez pierwszy tydzień myślałam, że już nigdy nie będziemy normalnie spać, bo Marta bardzo się buntowała i kompletnie nie potrafiła spać w ciszy. I chociaż ciągle czasem jest ciężko, to i tak Szumiący miś służy nam już tylko za przytulankę, bo od kiedy zobaczyłam RAZ moje wyspane, szczęśliwe Dziecko, to zdałam sobie sprawę, że może być inaczej i trzeba o to walczyć!

 

  • U Nas pojawił się podobny problem. Synek miał ( i nadal ma) problem z zasypianiem więc sięgnęłam po suszarkę. Rzeczywiście pomogła, mały odlatywał dość szybko. Tyle tylko, że po jej wyłączeniu się wybudzał… Doszło do tego, że suszarka chodziła non stop przez godzinę a i dłużej nieraz… Oczywiście suszarka na taką intensywną pracę nie byłą przygotowana i wylądowała w koszu. To dało mi sporo do myślenia. Zaczęłam ograniczać biały szum. Mały nadal zasypiał przy wentylatorze, ale zaraz po zaśnięciu starałam się go wyłączać. Niestety nie zawsze mogę to zrobić, bo synek ma bardzo lekki sen, a mieszkamy w małej kawalerce i dosłownie każdy odgłos go budzi:/ Tak jak piszesz, szum pewne rzeczy zagłusza.

    Ale rzeczywiście trzeba na ten biały szum uważać, żeby nie narobić sobie jeszcze większych problemów.

  • Faktycznie w pewien sposób to uzależnia i dziecko potrzebuje potem tego szumu do zaśnięcia. My niby mamy teraz większe mieszkanie, ale Martę budzi dosłownie wszystko… Strach kichnąć w pokoju obok. Szum w tym pomagał, ale w nocy cykle 40 minutowe były wykańczające dla nas i dla niej, więc cieszę się, że z tego zrezygnowałam. Pozdrawiam 😉