Rzecz, która niszczy życie i obrzydza macierzyństwo.

Są takie dni, że ma się ochotę krzyczeć i bić głową w mur. Albo wyjść z domu niepostrzeżenie i zniknąć na kilka dni. Zaszyć się w jakimś miejscu, do którego nikt nie ma dostępu. Przez chwilę być tylko ze sobą i dla siebie. Wziąć głęboki oddech i odetchnąć z ulgą. Przypomnieć sobie jak brzmi cisza…

Nigdy nie sądziłam, że będę tęsknić za samotnością. Nie spodziewałam się, że ze wzruszeniem będę wspominać dni lenistwa i przespane noce. A jednak. Są takie dni, że z lękiem czekam na nadejście wieczora. Boję się tego bardzo, bo po kilku nieprzespanych nocach nieraz słaniam się na nogach i mam wrażenie, że kolejna nieprzespana noc mnie już wykończy. Przewertowałam już wszystkie wyniki wyszukiwania w googlach dotyczące snu, usypiania, ciągłego wybudzania, ząbkowania, suchego powietrza, reakcji poszczepiennych i możliwych dolegliwości niemowlaka, utrudniających jego sen. W chwilach kryzysu, desperacko szukam rozwiązania. I to jest taka sytuacja, której nie zrozumie z pewnością każdy, a już na pewno nie zrozumie osoba, która nie musiała dzień po dniu wstawać do dziecka co 15 minut. Kiedyś wydawało mi się, że pobudki co 15 minut to metafora. Ale gdzie tam! Przeżyłam tydzień, w którym nie udało mi się przespać pod rząd pół godziny. Każda noc bezsenna. Jeśli kiedykolwiek zdarzyło ci się nie spać tyle czasu, to z pewnością wiesz o czym mówię. Znienawidziłam moment, w którym kładłam się do łóżka, bo za każdym razem, gdy tylko zapadałam już w sen, rozlegał się płacz dziecka. Nawet nie kwilenie, tylko głośny płacz niecierpiący zwłoki. Nie do wiary, skąd ono ma tyle siły, bo ja już dawno jej nie miałam. Gdyby ktoś podał mi wtedy jakieś magiczne rozwiązanie, które pozwoliłoby mi przerwać to pasmo udręk, to nie zawahałabym się ani chwili, żeby go wypróbować. Byłam cieniem samej siebie – psychicznie i fizycznie. Totalnie wykończona, wyczerpana, pozbawiona radości z tego co robię. Być może zastanawiacie się, dlaczego tak dużo mówię o sobie, a nie o tym biednym dziecku, które nie może spać. Właśnie dlatego to piszę, że każdy intuicyjnie najpierw myśli o cierpiącym na bezsenność niemowlaku, a nie o jego matce. A za każdym nieśpiącym dzieckiem, stoi jakaś wykończona i niewyspana matka, która po nocy pełnej wrażeń i zmartwień, musi iść do kolejnej całodziennej pracy. Ale to nie wszystko. Ostatnio opowiedziałam o tym problemie ze snem mojego dziecka kilku osobom. A w odpowiedzi usłyszałam: „Nie narzekaj na to dziecko” i „Nie przejmuj się tym , dzieci mają różne problemy”. Łatwo jest powiedzieć „nie przejmuj się”, kiedy jest się wyspanym i wypoczętym. Ale w sytuacji, kiedy człowiek nie śpi przez kilka nocy z rzędu ( a u mnie była to już 8 noc), te słowa stają się co najmniej absurdalne. Naprawdę czym innym jest 5 pobudek nocnych na karmienie, a czym innym permanentny brak snu. Trudno wtedy mówić o normalnym funkcjonowaniu i można spinać się nie wiadomo jak i starać się ogarniać wszystko, ale mózg ma prawo odmawiać posłuszeństwa.

Walka o twój sen to nie egoizm. To odpowiedzialność.

Mówi się, że szczęśliwe dziecko, to szczęśliwa mama. Nawet jeśli wydaje ci się, że dając z siebie wszystko i poświęcając nawet swój sen dla dziecka jesteś superbohaterem, to okazuje się, że wcale w ten sposób mu nie pomagasz.  Dziecko potrzebuje matki, a permanentnie niewyspana, nie możesz nawet dobrze funkcjonować, więc trudno też mówić o szczęściu. Po 24 godzinach bez snu wzrasta znacznie poziom stresu, a zdolność koncentracji i pamięci spada nawet o 50%. Czynności wymagające skupienia, jak na przykład prowadzenie samochodu w takim stanie, jest ryzykowne.  Brak snu powyżej 96 godzin uważany jest za torturę i może powodować długofalowe efekty tj. trwałe zaburzenie snu i zmiany osobowości.

O tym, co dzieje się dalej można poczytać w internecie, gdyż temat snu był przedmiotem wielu badań naukowych. W każdym razie, dbanie o sen, nie jest w żadnym wypadku egoizmem, a wręcz przeciwnie – w ten sposób dbamy o swoje otoczenie, a przede wszystkim o to małe dziecko, które potrzebuje spokoju i cierpliwości, a nie znerwicowanej mamy, która nie potrafi nawet na chwile skoncentrować uwagi i jest na granicy depresji. Ciągle spychany na ostatnie miejsce sen, bo przecież „tyle jest zawsze do zrobienia”, może z czasem sporo namieszać w naszym życiu. Ten temat tak bardzo jest bagatelizowany, że aż mam ochotę krzyczeć o tym, jak bardzo ważny jest sen, i że jego niedobór może być bardzo groźny. Wiem, że ten tekst nie sprawi, że dziecko pozwoli ci się wyspać, ale może sprawi, ze poczujesz się rozumiana, a nie tak jak ja się czułam, gdy usłyszałam, że mam się nie przejmować.

Jeśli zgadzasz się ze mną, lub uważasz, że ten artykuł może się komuś jeszcze przydać, podaj go dalej. 🙂

Podoba Ci się ten post? Jeśli tak, zostaw komentarz lub daj mi like na fb.  To mnie bardzo motywuje i dzięki temu wiem, że to co robię MA SENS!

Dziękuję!