Siedzę w domu z dzieckiem i się obijam.

Co jest lepsze? Siedzenie w domu z dzieckiem, czy praca, podczas gdy ma się małe dziecko? Oczywiście nie każdy stoi przed takim wyborem, bo niektórych życiowa sytuacja zmusza do bardzo szybkiego powrotu do pracy i nikt ich nie pyta, co by woleli… Temat jest ostatnio bardzo często poruszany przez blogerów i nie tylko, dlatego i ja postanowiłam dorzucić do dyskusji swoje 3 grosze.

Zacznę od kilku faktów – wydawałoby się, że oczywistych, a jednak nie do końca tak jest, sądząc po tym, jak wypowiadają się na ten temat same matki.

  1. „Siedzenie” w domu nie ma zwykle nic wspólnego z siedzeniem, a raczej z ciężką pracą. Oczywiście każde dziecko jest inne i są takie aniołki, przy których mama może w ciągu dnia obejrzeć najnowszy odcinek „Drugiej szansy”, zrobić makijaż i wziąć długą kąpiel. Ale większość dzieci jednak taka nie jest i wymaga niemal ciągłej uwagi. Nie sprowadzałabym więc siedzenia w domu do odpoczynku, bo myślę, że niejednej mamie, czytając takie rzeczy, otwiera się nóż w kieszeni.
  2. Wiele mam mówi, że do pracy idzie odpocząć. Cokolwiek myślimy na temat odpoczynku, faktem jest, że człowiek odpoczywa, wykonując inne czynności niż ta, od której chce odpocząć. Więc jak ktoś od własnego dziecka idzie odpocząć do pracy z dziećmi, to może się okazać, że wpada z deszczu pod rynnę. Ale jeśli w domu non stop biegamy za dzieckiem, ściągamy go z szafy, przekładamy do łóżeczka i wyciągamy klocki z buzi, to praca przy biurku przez kilka godzin dziennie, może okazać się relaksem.
  3. Praca pracy nie równa. Są rzeczy, których porównywać nie wolno. Być może masz ambitną pracę, w której się realizujesz. Stoją przed tobą różne wyzwania i zastanawiasz się jak potoczy się twoja ścieżka kariery, bo przecież jest tyle możliwości! Ale niektóre matki nie mają pracy swoich marzeń. Codziennie robią to samo, ambicje już dawno schowały sobie do kieszeni i zagryzając zęby jakoś znoszą z pokorą kolejne uwagi szefa, który nie tylko płaci za mało, ale też grozi zwolnieniami. Tak, taka jest rzeczywistość wielu mam. Dla nich powrót do pracy może oznaczać zupełnie co innego, niż dla ciebie.

Nie mogę się nadziwić kobietom – matkom, które potrafią powiedzieć innym matkom, że siedzą w domu, więc właściwie nic nie robią. Osobiście wysłałabym moje wymagające dziecko takiej pewnej siebie matce na 3 dni. A nie! Wystarczy na kilka godzin, żeby zrozumiała, że siedzenie przy komputerze w biurze z kawką i w ciszy (!) to bajka! Przesadzam? Wcale nie! I widzę to po sobie. Jak jeszcze nie miałam dziecka, to po jednej nieprzespanej nocy byłam bardzo zmęczona i ciężko było się do czegokolwiek zmobilizować. Przy drugiej nieprzespanej nocy, słaniałam się na nogach i nie bardzo kojarzyłam co się dzieje w okół mnie. A teraz? Właśnie jestem po trzeciej nieprzespanej nocy, a mimo to zajmuję się dzieckiem, sprzątam, gotuję i pójdę na spacer, a korzystając z wolnej chwili (pierwszej od kilku dni i przerywanej potrzebami Marty) siadam na komputer i próbuję sklecić jakiś wpis, z tego, co już dawno poukładałam sobie w głowie. I jestem szczęśliwa, że ten czas się znalazł. Perspektywa się zmienia, w zależności od sytuacji.

„Siedzenie” w domu z dzieckiem może być mniej lub bardziej wymagające, ale tak czy siak jest to ciężka praca i to całodobowa! I osobiście uważam, że powrót do ciepłej posadki w korpo, byłby dla mnie chwilą odpoczynku i wytchnienia, która pozwalałaby nabrać nowych sił. Za to nie wyobrażam sobie pracy na kasie w supermarkecie, albo kilkugodzinnego wykładania towaru. Praca, w której nikt cię nie docenia, w której ciężko się wykazać i która jest mechaniczna. Nie roztacza przed tobą perspektyw i nie daje możliwości rozwoju. Robisz to tylko po to, żeby zarobić kilkaset złotych więcej, niż musisz zapłacić za żłobek dla malucha.

Dlatego nie rozumiem matek, które oceniają inne, nie znając ich sytuacji. Takich, które uważają, że kto nie pracuje, to się obija w domu, albo, że ta, która pracuje, to sobie w tej pracy odpocznie. Nie rozumiem matek, które chcą na siłę pokazać innym matkom, że są od nich lepsze, bo zdecydowały się nie tylko wychowywać małe dziecko, ale także pracować. A przy tym wszystkim przecież dobrze wiedzą, że wychowanie dziecka, to nie jest bułka z masłem, i że macierzyństwo niekoniecznie jest tak cukierkowe, słodkie i czyściutkie jak na filmach i w reklamach.

A Ty? Też się obijasz siedząc w domu? 🙂

PODOBA CI SIĘ TEN POST? JEŚLI TAK, ZOSTAW KOMENTARZ LUB DAJ MI LIKE NA FB. TO MNIE BARDZO MOTYWUJE I DZIĘKI TEMU WIEM, ŻE TO CO ROBIĘ MA SENS!