Jesteś mamą? Zostań managerem!

Ja wiem jak często postrzegana jest praca w domu i jak ludzie wyobrażają sobie matki spędzające cały dzień z dzieckiem. Coś ugotuje, posprząta, z dzieckiem się pobawi, a reszta dnia na facebooku. Czas dla siebie? Proszę bardzo, ile się tylko chce! Przecież nikt nie uwierzy, że ktoś ma siłę cały dzień bez żadnej przerwy spędzać z Maluchem, na układaniu klocków, robieniu głupich min, a w przerwach na odkurzaniu, gotowaniu i sprzątaniu – ale to też wspólnie. Czasem jak opowiadam komuś o tym, jak ta moja codzienność wygląda, to spotykam się z dużym niedowierzaniem. Dzisiaj pewnie, że trochę to wkurza, tak jak wkurzają ciągłe pytania o powrót do pracy. Bo dzisiaj jest taka presja, że jak ktoś nie pracuje zawodowo, a może nawet więcej: jeśli ktoś nie chodzi do pracy na 8 godzin dziennie, to już znaczy że do roboty się nie rwie i raczej takim typem „kanapowca” jest. Telewizor, kanapa, telefon w ręce, odpoczynek, może jakiś zasiłek, bo czemu by nie pobrać skoro dają, a jak dziecko się nawinie, to i można się nim chwilę zająć, jak już i tak się w tym domu siedzi. Ale żeby się rozwijać, o karierze jakiejś myśleć, książki czytać, kursy czy szkolenia robić, czy wiedzę wzbogacać to już na pewno nie. Pewnie z tym jest różnie. Mi też wszyscy mówili: „Zobaczysz, jak będziesz mieć dzieci, to już nie będziesz mieć na nic czasu”. Sama nie wiem, jakim cudem prowadzę jeszcze bloga, choć może już nie z taką częstotliwością jak kiedyś, ale jednak! I robię jeszcze masę innych rzeczy, o które nikt Matki Polki nie pyta, bo kto by tam podejrzewał, że mogłaby się jakimiś ambitnymi zajęciami trudzić. No dobra, piszę to trochę z takim przymrużeniem oka, bo wiadomo, ile ludzi, tyle opinii i nie ma co tu generalizować. Ale jedno co pewne, to to, że praca w domu, to jest naprawdę mega wyzwanie dla każdej kobiety i powinna być ona traktowana jako pełnowymiarowa i pełnoprawna praca zawodowa. I nie przypadkiem użyłam tu słowa praca!

Dlaczego praca w domu to też PRACA?

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest, że jak ktoś pracuje zdalnie – czyli wykonuje swoją pracę z domu, to nie widzimy w tym nic dziwnego, ani też nie dewaluujemy wartości tego co robi, tylko ze względu na miejsce pracy. Dlatego można powiedzieć, że z mamami jest podobnie. Choć wykonują swoją pracę w domu, to nie oznacza to, że ich praca jest mniej wartościowa. Może jest mniej, może jest bardziej, ale to nie miejsce pracy o tym decyduje, a zaangażowanie, liczba obowiązków, ilość i charakter dzieci, warunki mieszkaniowe i mnóstwo innych czynników.

Odpowiedzialność za innych

Jak by nie patrzeć, wychowanie dzieci to ogromna odpowiedzialność. Za ich życie, zdrowie, bezpieczeństwo, rozwój, potrzeby itd. Jeśli mówi się, że po porodzie zmienia się całe życie, to dużo w tym prawdy, w takim znaczeniu, że w życiu człowiek odpowiada i dba o zaspokajanie swoich potrzeb, odpowiada za siebie samego, skupia się na swoich celach, dążeniach, wartościach. A tutaj pojawia się kolejna istota, która jeszcze tego nie potrafi i na nas spada odpowiedzialność za jej byt. To jest piękne, i jednocześnie bardzo trudne. Zauważcie, że zawody, które wymagają wzięcia odpowiedzialności za innych ludzi są wysoko płatne i bardzo poważane!

Organizacja i planowanie

Przypominam sobie spontaniczne wyjazdy  weekendowe, kiedy ktoś ze znajomych rzucił hasło „jedziemy nad jezioro?” i pół godziny później, zapakowani do samochodu, byliśmy już w drodze. A teraz wygląda to zupełnie inaczej, byle jaki wyjazd do lekarza, wymaga przygotowań, spakowania wcześniej torby, przygotowania picia i to jeszcze z zapasem, bo przecież upały są. Trzeba dopilnować, żeby pampersy zawsze były na zmianę, żeby kapelusik był na głowie, żeby pieluszkę tetrową zabrać, żeby dziecku wcześniej drzemkę urządzić itd itd… Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, bo przecież spraw, o których trzeba pomyśleć, które trzeba zaplanować, jest na prawdę mnóstwo. Tak jak mnóstwo jest potrzeb tego małego człowieczka, o które jeszcze on sam nie potrafi zadbać, i  trzeba to zrobić za niego 🙂 Znam dużo mam, które są wspaniałymi organizatorkami czasu, potrafią przewidywać różne sytuacje, myśleć do przodu i ciągle zaskakiwać wszechstronnym dbaniem o wszystko! Sama należę do osób, które żyły w twórczym chaosie do momentu pojawienia się dziecka i czasem nie mogę uwierzyć jak inne jest teraz moje myślenie. Spontaniczność? Tak, pewnie, ale taka wyważona i …planowana 😀

Zarządzanie ludźmi

Zarządzanie ludźmi brzmi super, to jedna z tych poważnych kompetencji, które można nie raz znaleźć na ogłoszeniach o pracę dla managerów i innych ładnie brzmiących stanowiskach pracy. Ciekawe, że w domu mamy właśnie z tym do czynienia. Zajmujemy się dziećmi, którym trzeba zorganizować cały dzień, uwzględniając czas na zabawę, posiłki i ich przygotowanie, spacer i czas spędzony na zewnątrz, drzemki, kąpiel i obowiązki. No i oczywiście w tym zarządzaniu innymi, pamiętać trzeba też o sobie, bo przecież swój dzień i swoje powinności też trzeba jakoś sensownie zaplanować. Codzienne chodzenie do pracy wyznacza rytm życia, który pozwala na oddzielenie obowiązków zawodowych od domowych, a to jest bardzo cenne i pomocne przy organizacji dnia.

Czas dla siebie

Tak na prawdę to chyba jest najtrudniejsze, bo mając dzieci jakoś tak łatwo zapomnieć o swoich potrzebach i skupić się tylko na nich. Szczególnie jeśli spędza się z nimi całą dobę. Ale tak naprawdę ten czas dla siebie, może mieć ogromny wpływ na polepszenie jakości czasu spędzanego z dziećmi. Zresztą tak jest z każdą pracą. Z tym, że ludzie na etacie, odpoczywają od niej codziennie po godzinach, w weekendy i na urlopie. A my mamy, mamy urlop tylko wtedy, kiedy same o niego zadbamy, ale może dlatego też bardziej się go docenia 😉

Jesteś SAMA swoim szefem

Jeśli pracujemy u kogoś, a nie jesteśmy na własnej działalności to w większości realizujemy czyjeś cele i założenia, a więc zadania jakie mamy do wykonania, określane są z góry i nie musimy się o nie troszczyć w zakresie ich wyznaczania, a jedynie w zakresie ich realizacji. Praca w domu jest prowadzeniem własnej firmy. Byciem swoim własnym szefem (i szefem dzieci), managerem i pracownikiem. Wyznaczamy sobie cele, planujemy realizację, rozdzielamy zadania, dbamy o satysfakcję pracowników (również siebie) i o sensowne wynagrodzenie 🙂

Wpis zrobił się długi, ale myślę, że temat ważny, więc mam nadzieję, że dotrwaliście do końca. Dajcie mi znać co o tym myślicie i czego Was nauczyło macierzyństwo? 🙂

 

Jak zorganizowałam swój dzień z dzieckiem?

Czas po porodzie przypomina życie w marazmie – niedospanie, przemęczenie i jeden wielki chaos. Ja pierwsze dwa tygodnie życia mojej Córki pamiętam jakby przez mgłę: dni zlewały mi się z nocami, z domu prawie nie wychodziłam (poza jednym spacerem po osiedlu, który był wieeelkim urozmaiceniem- czułam się jakbym zdobywała górskie szczyty!) i cały mój świat ograniczał się do tej Małej Istotki. Z czasem wszystkie czynności, które trzeba wykonywać przy dziecku, szły mi co raz lepiej, ale nadal czas jakby przeciekał mi między palcami. Tak, wiem, że oklepane, ale po porodzie naprawdę wszystko się zmienia. Czasem orientowałam się, że jest już południe, a ja jeszcze nie zaczęłam szykować obiadu. Ba! Nawet nie przebrałam się z piżamy.

Tak mijał dzień za dniem, a ja dochodziłam do wniosku, że czuję się co raz gorzej ze sobą. Nie miałam żadnych stałych punktów w ciągu dnia. Wszystko zależało od dziecka. I tak po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że ja w ogóle nie jestem ważna, nie mam nic swojego. Wierzcie mi, że chodzenie cały dzień w piżamie było fantastyczne, gdy po pracującym tygodniu, można było w sobotę pozwolić sobie na taki luksus. Ale jeśli tak wygląda codzienność, to można się w tej piżamie totalnie zakisić. Już widzę ten tłum idealnych matek, które z satysfakcją chcą mi powiedzieć: „A ty myślałaś, że macierzyństwo to będzie odpoczynek i czas dla siebie!”. Nie, tak to nie myślałam, za to myślałam, że nie trzeba poświęcać 100% siebie i rezygnować ze wszystkich własnych potrzeb. I wiecie co? Dalej tak myślę!

Ale nie tylko, o to chodzi. Kiedy pracowałam zawodowo, to czerpałam satysfakcję ze swojej pracy, z rozmów z ludźmi i zrealizowanych wyzwań, które podejmowałam. Po całym dniu, mogłam sobie powiedzieć, że naprawdę dużo dziś zrobiłam: byłam na ważnym biznesowym spotkaniu, rozwiązałam skomplikowany problem klienta, napisałam fragment kodu, który się ładnie skompilował, a na koniec poszłam jeszcze na lekcje angielskiego, albo wieczorny fitness. Tak, to jest dzień pełen przeżyć i emocji! Mam prawo po im odpocząć: wziąć relaksującą kąpiel i walnąć się na łóżko, a w telewizji puścić najgłupszy serial, jaki akurat grają i totalnie się „odmóżdżyć”. A jak będę miała ochotę, to zasnę i porządnie się wyśpię, bo przecież muszę mieć siły na kolejny dzień.

A teraz? Czasem po całym dniu, wydaje mi się, że nic nie zrobiłam. Gdy siadam do wieczornego karmienia, zastanawiam się, czemu ja jestem taka zmęczona. W sumie nawet głupio komuś o tym powiedzieć, no bo czym ja niby jestem taka zmęczona – tym że włączyłam pralkę? Albo przeszłam się z dzieckiem na spacer? No właśnie, brzmi żenująco więc jak się tym dzielić z kimś, kto właśnie wrócił z pracy, gdzie robił naprawdę WIELKIE i WAŻNE rzeczy?

De facto jestem teraz na urlopie (bo tak to ktoś nieszczęśliwie nazwał) macierzyńskim, a ludzie na urlopach najczęściej odpoczywają. Powinna być przy tym jakaś gwiazdka z dopiskiem, że MATEK TO NIE DOTYCZY, bo przecież praca jest w trybie całodobowym 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu i to taka, której właściwie nie widać, więc ciągle niby pracujesz, a właściwie wygląda to tak, jakbyś nic nie robiła cały dzień.W pewnym sensie nie chodzi już nawet o innych, tylko o to, że sama dla siebie miałam poczucie, że nic nie robię. Więc zrobiłam mały test. Wzięłam kartkę i zapisałam na niej wszystkie rzeczy, które zrobiłam tego dnia. I ciągle przypominałam sobie coś jeszcze i coś jeszcze. Kartka zapełniła się w kilka minut. I wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że to nie jest tak, że robię za mało, tylko że robię wszystko mechanicznie i nawet nie zdaję sobie z tego sprawy. Wierzcie mi, że jak zobaczyłam tą listę, to byłam z siebie naprawdę dumna!

I od tej pory robię tak codziennie,z tym że zapisuje wszystko rano, a nie wieczorem. Codziennie przy śniadaniu, albo porannym karmieniu, wpisuję sobie w kalendarz wszystkie rzeczy, które chcę zrobić. Nawet te małe, bo przecież choć puszczenie prania trwa tylko 10 minut, to nie zmienia to faktu, że ja w tym czasie nie leżę do góry brzuchem, tylko jednak pracuję! Nie zapisuję tylko tych rzeczy, których wykonanie trwa krócej, niż ich zapisanie- więc zasada jest prosta. 🙂

Cały dzień lista leży na wierzchu, w widocznym miejscu, a ja co jakiś czas podchodzę do niej i odznaczam kolejne czynności. Czuję się super, jak wieczorem patrzę na pełną listę i WIEM po czym jestem zmęczona. A Ty? 🙂

_________________________________________________________________

Podoba Ci się ten post? Jeśli tak, zostaw komentarz lub daj mi like na fb.  To mnie bardzo motywuje i dzięki temu wiem, że to co robię MA SENS!

Dziękuję!