Najlepsze rozwijające zabawy z niemowlakiem- Metoda MONTESSORI

Pierwszy rok życia dziecka, to taki etap, w którym cały czas coś się dzieje. Poza tym, że dziecko rośnie wzdłuż i wszerz, to jeszcze błyskawicznie się rozwija. I chyba to jedyny taki okres w życiu, kiedy zmiany następują tak szybko! Jak przyszła na świat Marta, to wydawało mi się, że ona nigdy nie będzie duża 🙂 No, dobra, wiedziałam, że kiedyś przyjdzie ten czas, ale pamiętam, jak jeszcze pół roku temu patrząc na 10 miesięczne dzieci, sądziłam, że są już naprawdę duże, a moje nadal wydaje mi się jakieś takie… malutkie! I muszę się do tego przyzwyczaić, bo tak już chyba będzie do końca życia! Continue reading „Najlepsze rozwijające zabawy z niemowlakiem- Metoda MONTESSORI”

Cała prawda o idealnych Dzieciach i idealnych Matkach

Często słyszę historie o niemowlakach, które przesypiają całe noce, jedzą samodzielnie, albo potrafią godzinami bawić się same. To są dzieci, które można wszędzie ze sobą zabierać, przy których można zapraszać znajomych, a one grzecznie śpią w pokoju obok, które potulnie znoszą wszystkie wizyty u nachalnych cioć, zakupy w galeriach handlowych i przesypiają całą Mszę w kościele.Chyba każdy rodzic słyszał choć raz takie opowieści – o dzieciach IDEALNYCH. Continue reading „Cała prawda o idealnych Dzieciach i idealnych Matkach”

Jak zorganizowałam swój dzień z dzieckiem?

Czas po porodzie przypomina życie w marazmie – niedospanie, przemęczenie i jeden wielki chaos. Ja pierwsze dwa tygodnie życia mojej Córki pamiętam jakby przez mgłę: dni zlewały mi się z nocami, z domu prawie nie wychodziłam (poza jednym spacerem po osiedlu, który był wieeelkim urozmaiceniem- czułam się jakbym zdobywała górskie szczyty!) i cały mój świat ograniczał się do tej Małej Istotki. Z czasem wszystkie czynności, które trzeba wykonywać przy dziecku, szły mi co raz lepiej, ale nadal czas jakby przeciekał mi między palcami. Tak, wiem, że oklepane, ale po porodzie naprawdę wszystko się zmienia. Czasem orientowałam się, że jest już południe, a ja jeszcze nie zaczęłam szykować obiadu. Ba! Nawet nie przebrałam się z piżamy.

Tak mijał dzień za dniem, a ja dochodziłam do wniosku, że czuję się co raz gorzej ze sobą. Nie miałam żadnych stałych punktów w ciągu dnia. Wszystko zależało od dziecka. I tak po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że ja w ogóle nie jestem ważna, nie mam nic swojego. Wierzcie mi, że chodzenie cały dzień w piżamie było fantastyczne, gdy po pracującym tygodniu, można było w sobotę pozwolić sobie na taki luksus. Ale jeśli tak wygląda codzienność, to można się w tej piżamie totalnie zakisić. Już widzę ten tłum idealnych matek, które z satysfakcją chcą mi powiedzieć: „A ty myślałaś, że macierzyństwo to będzie odpoczynek i czas dla siebie!”. Nie, tak to nie myślałam, za to myślałam, że nie trzeba poświęcać 100% siebie i rezygnować ze wszystkich własnych potrzeb. I wiecie co? Dalej tak myślę!

Ale nie tylko, o to chodzi. Kiedy pracowałam zawodowo, to czerpałam satysfakcję ze swojej pracy, z rozmów z ludźmi i zrealizowanych wyzwań, które podejmowałam. Po całym dniu, mogłam sobie powiedzieć, że naprawdę dużo dziś zrobiłam: byłam na ważnym biznesowym spotkaniu, rozwiązałam skomplikowany problem klienta, napisałam fragment kodu, który się ładnie skompilował, a na koniec poszłam jeszcze na lekcje angielskiego, albo wieczorny fitness. Tak, to jest dzień pełen przeżyć i emocji! Mam prawo po im odpocząć: wziąć relaksującą kąpiel i walnąć się na łóżko, a w telewizji puścić najgłupszy serial, jaki akurat grają i totalnie się „odmóżdżyć”. A jak będę miała ochotę, to zasnę i porządnie się wyśpię, bo przecież muszę mieć siły na kolejny dzień.

A teraz? Czasem po całym dniu, wydaje mi się, że nic nie zrobiłam. Gdy siadam do wieczornego karmienia, zastanawiam się, czemu ja jestem taka zmęczona. W sumie nawet głupio komuś o tym powiedzieć, no bo czym ja niby jestem taka zmęczona – tym że włączyłam pralkę? Albo przeszłam się z dzieckiem na spacer? No właśnie, brzmi żenująco więc jak się tym dzielić z kimś, kto właśnie wrócił z pracy, gdzie robił naprawdę WIELKIE i WAŻNE rzeczy?

De facto jestem teraz na urlopie (bo tak to ktoś nieszczęśliwie nazwał) macierzyńskim, a ludzie na urlopach najczęściej odpoczywają. Powinna być przy tym jakaś gwiazdka z dopiskiem, że MATEK TO NIE DOTYCZY, bo przecież praca jest w trybie całodobowym 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu i to taka, której właściwie nie widać, więc ciągle niby pracujesz, a właściwie wygląda to tak, jakbyś nic nie robiła cały dzień.W pewnym sensie nie chodzi już nawet o innych, tylko o to, że sama dla siebie miałam poczucie, że nic nie robię. Więc zrobiłam mały test. Wzięłam kartkę i zapisałam na niej wszystkie rzeczy, które zrobiłam tego dnia. I ciągle przypominałam sobie coś jeszcze i coś jeszcze. Kartka zapełniła się w kilka minut. I wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że to nie jest tak, że robię za mało, tylko że robię wszystko mechanicznie i nawet nie zdaję sobie z tego sprawy. Wierzcie mi, że jak zobaczyłam tą listę, to byłam z siebie naprawdę dumna!

I od tej pory robię tak codziennie,z tym że zapisuje wszystko rano, a nie wieczorem. Codziennie przy śniadaniu, albo porannym karmieniu, wpisuję sobie w kalendarz wszystkie rzeczy, które chcę zrobić. Nawet te małe, bo przecież choć puszczenie prania trwa tylko 10 minut, to nie zmienia to faktu, że ja w tym czasie nie leżę do góry brzuchem, tylko jednak pracuję! Nie zapisuję tylko tych rzeczy, których wykonanie trwa krócej, niż ich zapisanie- więc zasada jest prosta. 🙂

Cały dzień lista leży na wierzchu, w widocznym miejscu, a ja co jakiś czas podchodzę do niej i odznaczam kolejne czynności. Czuję się super, jak wieczorem patrzę na pełną listę i WIEM po czym jestem zmęczona. A Ty? 🙂

_________________________________________________________________

Podoba Ci się ten post? Jeśli tak, zostaw komentarz lub daj mi like na fb.  To mnie bardzo motywuje i dzięki temu wiem, że to co robię MA SENS!

Dziękuję!