Niebezpieczna granica chwalenia dziecka

Jakiś czas temu, spędzając czas na placu zabaw z moimi pociechami, wdałam się w dyskusję z jedną Panią, będącą matką jednego dziecka. Chłopiec ma niespełna dwa latka i jest geniuszem. I wszyscy na placu zabaw muszą o tym wiedzieć, że liczyć umie do 10 i kolory rozpoznaje, tylko jakoś tak przy ludziach to nie pokaże, bo się wstydzi. Ale w domu, to czego to on nie robi. Podobno jest najmądrzejszy, wszystko robi szybciej od innych dzieci i nawet w jedzeniu wyprzedza rówieśników, bo  zje wszystko, co mu podadzą…

Słuchając tego, zdałam sobie sprawę jak różni są rodzice i jak różnie ci rodzice kształtują swoje dzieci. Niektórzy uważają, że robią to dla ich dobra, bo kto dzisiaj nie ma problemów z poczuciem własnej wartości,  więc może lepiej zapewnić dziecku jego nadmiar, niż zafundować mu kłopoty psychiczne w przyszłości. Trudno się z tym nie zgodzić, bo niezależnie od tego, czym się zajmujemy i co robimy w życiu, najważniejsze jest to, żeby czuć się dobrze ze sobą, a za to odpowiedzialność ponosi właśnie nasza samoocena. Ale to tylko jeden aspekt. Bo jest jeszcze drugi, a mianowicie skromność, bo przecież nikt nie lubi bufonów i snobów, którzy uważają, że są najmądrzejsi i innych mają za gorszych. Czy ta cecha się w życiu przydaje? No chyba tak, bo w końcu w dużym stopniu jej brak, może nam uprzykrzyć życie i relacje międzyludzkie. A zatem kluczowe jest pytanie o granicę.

Właściwie dużo mówi się dzisiaj o tym, że dzieci trzeba chwalić, mówić, że są piękne, mądre i wspaniałe. Wiadomo, dla każdego rodzica, jego dziecko jest najważniejsze i najpiękniejsze na świecie i to dobrze 🙂 Jednak być może nie każda droga, nie każda forma i nie każdy sposób są tutaj dobre. Na przykład wmawianie dziecku, że jest lepsze od innych, wykracza już poza budowanie samooceny i wspiera poczucie wyższości. I tak naprawdę niczemu niewinne dziecko, może zacząć myśleć właśnie w taki sposób: „Kurcze, faktycznie jestem lepszy. Inne dzieci są ode mnie gorsze/ głupsze/ słabsze”. To prosta droga do tego, żeby rówieśnicy odwrócili się od takiego dziecka. (Abstrahuję tutaj od tego, czy są do tego racjonalne podstawy, bo z pewnością zdarzają się dzieci wybitnie zdolne.)

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Gdzie jest granica pomiędzy budowaniem poczucia wartości, a budowanie poczucie wyższości?

Ogarnij zakupowy chaos – Niezbędna wyprawka dla Noworodka [DO POBRANIA]

Przygotowywanie wyprawki dla Noworodka, to zdecydowanie jeden z najprzyjemniejszych aspektów zbliżającego się macierzyństwa. A przynajmniej dla kobiet, bo być może mężczyźni podchodzą do tego ze zróżnicowanym optymizmem 🙂 Ale może i to jest powód do radości, bo dzięki temu to właśnie my kobiety możemy wybierać najśliczniejsze ubranka, decydować o kolorach ścian, wzorach pościeli i dekoracjach pokoju. Continue reading „Ogarnij zakupowy chaos – Niezbędna wyprawka dla Noworodka [DO POBRANIA]”

Zaszła w ciążę, będąc… w ciąży! – czyli historia 6 najbardziej zaskakujących matek na świecie!

Czy wiesz, że najmłodsza matka świata, urodziła dziecko w wieku 5 lat, a najstarsza w wieku 72 lat? Poznaj najbardziej znane matki świata, czyli kobiety, które zasłynęły ze swojego rekordowego macierzyństwa!

 

Jak nauczyć dziecko spać we własnym łóżeczku?

Ostatnio na profilu facebookowym Filipa Chajzera, przeczytałam bardzo fajny, życiowy post, w którym autor opisywał trudności rodzicielstwa związane z nieudanymi próbami odłożenia dziecka do łóżeczka. I faktycznie – chyba większość rodziców zna ten dramat, kiedy po dłuuugim usypianiu na rękach, śpiewaniu, bujaniu i nie wiadomo czym jeszcze, Maluch wybudza się do trzeźwości, gdy tylko jego plecki dotkną materaca. Nie wiadomo, jak to działa, ale jakimś cudem niemowlęta potrafią spać i jednocześnie sprawować kontrolę nad dorosłymi, żeby czasem nie podejmowali prób odkładania ich z rąk (bo po co? Na rękach się śpi najlepiej ;)) Continue reading „Jak nauczyć dziecko spać we własnym łóżeczku?”

Najdziwniejsze rzeczy, które mogą Ci się przydarzyć w ciąży!

Chyba w każdym filmie, który widziałam, temat ciąży przedstawiany jest w taki sam sposób. O serialach nie wspominam, ponieważ one jeszcze bardziej spłycają temat i oczekiwanie na dziecko sprowadzają do dwóch rzeczy: wymiotów i hormonów. Najpierw potencjalnie ciężarna bohaterka odczuwa młodości i szybko biegnie do toalety na widok talerza z zupą. Przy obiedzie zebrana jest cała rodzina i patrzy na nią z zaniepokojeniem. Po chwili kobieta wraca, mówi że nic jej nie jest i że jakoś nie ma ochoty jeść. W końcu ku zaskoczeniu wszystkich, okazuje się, że przyczyną brak apetytu jest ciąża i zaczyna się 9 miesięczny okres zmiennych nastrojów, humorów i płaczu przeplatanego śmiechem. A prawda jest taka, że o tym, ile  i jakie dolegliwości mogą towarzyszyć nam w tym pięknym okresie, nie wie nikt, poza samymi kobietami, które mają już za sobą ciążę i ewentualnie ich partnerami, którzy o tych nieprzyjemnościach muszą codziennie słuchać 🙂 Continue reading „Najdziwniejsze rzeczy, które mogą Ci się przydarzyć w ciąży!”

Najlepsze sposoby na niejadka, czyli jak sobie poradzić z niechęcią do jedzenia u dziecka?

Jeśli Twoje dziecko nie chce jeść, to prawdopodobnie usłyszałaś już setki porad żywieniowych od znajomych, lekarza, babci i sąsiadki. To jeden z tych tematów, na które każdy chętnie się wypowie i w których teorii jest tyle, ilu doradców. I właściwie można to dosyć łatwo wytłumaczyć, bo każde dziecko jest inne i pewnie metod żywienia, które odnoszą dobre skutki też jest całe mnóstwo. Mimo wszystko, pokuszę się o zebranie i podsumowanie tych, które moim zdaniem są naprawdę skuteczne, a być może posłużą i Waszym Maluchom, albo chociaż dadzą jakiś punkt zaczepienia. Continue reading „Najlepsze sposoby na niejadka, czyli jak sobie poradzić z niechęcią do jedzenia u dziecka?”

Odstawiłam dziecko od piersi i to była najlepsza decyzja w moim życiu!

Kiedy dzisiaj ktoś pyta o to, czy żałuję tej decyzji, albo czy jest mi z tym ciężko, to z pełnym przekonaniem zaprzeczam. Choć sama właśnie tak to sobie wyobrażałam: ciągle będę wspominać ten piękny czas karmienia, a wieczorami będę pochlipywać znad butelki mleka, tęskniąc za bezpowrotnie utraconą bliskością. Ale tak nie jest. I choć wspominam i z sentymentem oglądam zdjęcia i filmiki, na których karmię piersią, to jednak nie zmienia to faktu, ze decyzji o odstawieniu nie żałuję i uważam to, za jedną z najlepszych w moim życiu. Oczywiście zaraz po decyzji o tym, że w ogóle będę karmić, choć ta przyszła mi dużo łatwiej i była czymś naturalnym. Continue reading „Odstawiłam dziecko od piersi i to była najlepsza decyzja w moim życiu!”

Jesteś mamą? Zostań managerem!

Ja wiem jak często postrzegana jest praca w domu i jak ludzie wyobrażają sobie matki spędzające cały dzień z dzieckiem. Coś ugotuje, posprząta, z dzieckiem się pobawi, a reszta dnia na facebooku. Czas dla siebie? Proszę bardzo, ile się tylko chce! Przecież nikt nie uwierzy, że ktoś ma siłę cały dzień bez żadnej przerwy spędzać z Maluchem, na układaniu klocków, robieniu głupich min, a w przerwach na odkurzaniu, gotowaniu i sprzątaniu – ale to też wspólnie. Czasem jak opowiadam komuś o tym, jak ta moja codzienność wygląda, to spotykam się z dużym niedowierzaniem. Dzisiaj pewnie, że trochę to wkurza, tak jak wkurzają ciągłe pytania o powrót do pracy. Continue reading „Jesteś mamą? Zostań managerem!”

Największe zaskoczenia porodowe!

Jest kilka rzeczy, które zmieniają się w chwili porodu i o których naprawdę nikt nie mówi. Internet jest pełen artykułów na ten temat, w których opisuje się mnóstwo ważnych spraw, choć jednak nie wszystkie. Skąd to wiem? Bo sama się przekonałam. Rok temu, wtedy kiedy przyszła na świat moja Córka. Choć przeszukałam cały internet, dołączyłam na fb do kilkunastu grup parentingowo – ciążowych i naczytałam się poradników, okazało się, że wciąż nie wiem wszystkiego. I na sali porodowej i po wyjściu z niej przeżyłam niemałe zaskoczenie. Dlatego dzisiaj trochę o tym właśnie, co może Was zaskoczyć (albo i nie?), jak traficie po raz pierwszy na porodówkę. Continue reading „Największe zaskoczenia porodowe!”

Kobieta w IT – cz. II – czyli o przebranżowieniu, zdobyciu wymarzonej pracy i starcie w IT!

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją opowieści o przebranżowieniu i starcie w IT. Pierwsza część dostępna jest tutaj, więc jeśli jeszcze jej nie czytaliście, to zachęcam żeby od tego zacząć! 🙂 Nie będę zanudzać Was przydługimi wstępami, bo zapewne każdy  z Was czeka na konkrety, więc zaczynajmy!

Rozmowa kwalifikacyjna- Jak sobie radzić z „pustym” CV?

To pytanie zadaje sobie pewnie wielu z Was. CV jest bardzo ważnym elementem w procesie rekrutacji, ponieważ to na tej podstawie jesteśmy zapraszani (lub nie!) na rozmowę kwalifikacyjną i dostajemy szansę wykazania się. Jeśli uczysz się programować, ale zupełnie sam i nie masz studiów informatycznych, żadnych certyfikatów, kursów, szkoleń itp. to też musisz dać okazję potencjalnemu pracodawcy do tego, żeby poświęcił czas na skontaktowanie się z Tobą i sprawdzenie, co faktycznie potrafisz. Jak sobie z tym poradzić? Napisz w CV o tym, co udało ci się dotychczas zrobić, np o aplikacji jaką samodzielnie napisałeś, albo projekcie, w którym uczestniczyłeś. Pisałam ostatnio o tym, że warto w ramach nauki, pisać jakąś prostą aplikację i stopniowo ją rozwijać. Taki wpis w CV daje rekrutującemu informację, że nie jesteś zupełnie zielony, i choć z dużym prawdopodobieństwem nie będzie zainteresowany „przeklikiwaniem” Twojego projektu, to z pewnością zwróci na to uwagę i na tym oprze część rozmowy kwalifikacyjnej. Może zapytać o wybór języka programowania, wykorzystane technologie, bazę danych, zastosowane metody, wzorce projektowe i wiele innych rzeczy. W czasie takiej rozmowy można się bardzo dużo dowiedzieć o tym, czy ktoś faktycznie „ogarnia” i czy choć trochę ma pojęcie o programowaniu, czy też linijka po linijce z niezwykłą dokładnością, przepisał podręcznikowe ćwiczenia, uparcie stroniąc od wiedzy i możliwości rozwoju.

Jak to było u mnie? W ramach pracy magisterskiej napisałam program, służący do wyceny nieruchomości przy pomocy 3 różnych metod. Zajęło mi to właściwie cały rok, bo kiedy zaczynałam to robić, dopiero powoli dowiadywałam się czym jest programowanie obiektowe, więc właściwie większość czasu poświęcałam na czytanie i szukanie rozwiązań, a nie na samo programowanie. Ostatecznie właśnie o tym projekcie wspomniałam w CV i krótko opisałam wykorzystane technologie. Był to główny przedmiot zainteresowania na mojej pierwszej (i ostatniej) rozmowie kwalifikacyjnej z „pustym” CV. Każda kolejna była już prostsza, ponieważ mogłam opowiadać na nich o swoim dotychczasowym doświadczeniu w IT.

Od jakiej pracy zacząć?

Od 5 roku studiów geodezyjnych wiedziałam, że chciałabym programować. I cały czas szłam w tym kierunku, bo tym własnie wypełniałam wszystkie swoje wolne chwile. Ale droga do tego celu wiodła mnie również przez inne stanowisko. Początkowo dostałam pracę jako serwisant IT w firmie informatycznej. Nauczyłam się tam przede wszystkim obycia z komputerem i praktycznej pracy z bazami danych, która okazała się mi bardzo pomóc na kolejnym stanowisku. Dzięki temu mój start w IT był „łagodny”, stopniowy i nie przeżyłam dużego skoku na głęboką wodę. Na czym polega praca serwisanta? Pewnie zależy to od firmy, w której przychodzi nam pracować. Moje doświadczenie jest takie, że codziennie przez 8 godzin przyjmowałam zgłoszenia klientów (telefoniczne, lub mailowe), następnie (gdy udało mi się wyciągnąć od rozmówcy sedno problemu), umieszczałam treść zgłoszenia na Mantisie. W międzyczasie te zgłoszenia trzeba było rozwiązywać. Serwisowałam w przeważającej większości aplikację mojej firmy, ale oczywiście nie tylko! Zdarzyło mi się naprawiać problemy z drukarką fiskalną, czy z zawirusowanym komputerem. Czasem trzeba było naprawić komuś zwykłą drukarkę, a czasem zainstalować Windowsa na serwerze. Ale jednak najczęściej pisałam zapytania w bazie danych (u klienta).

Jak wrócić po długiej przerwie?

W podobnej sytuacji są osoby, które mają dłuższą przerwę w pracy w zawodzie, czyli np mamy, przebywające na urlopach macierzyńskich. Z programowaniem jest tak, że jeśli nie idziesz na przód, cofasz się. Cały czas trzeba się douczać. Technologie ewoluują, idą do przodu i jeśli nie idziesz wraz z nimi, to możesz zapomnieć o świetlanej programistycznej przyszłości finansowej i pogodzić się z tym, że i w tym zawodzie ten, kto niewiele umie, nie wiele też zarabia. Sama aktualnie nie pracuję zawodowo, bo zajmuję się dzieckiem, jednak nie zarzuciłam nauki programowania na ten czas. Stosuję najlepszą (moim zdaniem) metodę, czyli praktyka, praktyka, i jeszcze raz praktyka! Ale nie będę za dużo opowiadać o tym co robię, po prostu zaglądnijcie na stronę: www.bestwebby.com . To takie „moje dziecko”, czyli portal, którego jestem współautorem. Chcieliśmy stworzyć aplikację, będącą zbiorem najlepszych portali internetowych, umożliwiającą wyszukiwanie po kategoriach (oraz innych kryteriach), a także ocenianie i komentowanie portali. Choć Bestwebby ciągle jest rozwijane (w ten sposób też się uczę!), to już dziś postanowiłam się z Wami podzielić tym projektem. Dotychczas mamy 4 wersje językowe strony (polska, angielska, niemiecka i hiszpańska). Aplikacja napisana jest w bootstrapie, dzięki czemu można z powodzeniem korzystać z niej również w telefonie, czy tablecie. W naszej bazie danych mamy już ponad 100 tys portali i na bieżąco ją uzupełniamy! Jeśli masz stronę internetową, lub po prostu chcesz podzielić się swoimi ulubionymi stronami, dodaj je do Bestwebby! A jeśli chcecie po prostu docenić moją pracę, a ten projekt Wam się podoba, to zapraszam do polubienia nas na Fb!

Jak dobrze wypaść na rozmowie kwalifikacyjnej?

Skoro już zostaniemy zaproszeni na spotkanie kwalifikacyjne, to dobrze by było wypaść na nim jak najlepiej. Pamiętam, że na swojej rozmowie powiedziałam przyszłemu szefowi, że moją mocną stroną w tym momencie nie jest to, ile umiem, ale to, jak szybko się uczę i chyba go nie okłamałam, bo gdy odchodziłam z pracy, przypomniał mi te słowa i potwierdził z pełnym przekonaniem. Chodzi o podejście do pracy i choć o tym, jaka jest prawda szef przekona się dopiero jakiś czas po podjęciu z tobą współpracy, to jednak warto już w trakcie pierwszego spotkania, pokazać, że nie boisz się wyzwań i potrafisz rozwiązywać problemy.  I nie, nie uważam, że na rozmowie trzeba „grać” pewnego siebie, nawet jak w środku się telepiesz. Trzeba zmienić nastawienie i przyzwyczaić się do sytuacji, że czegoś nie wiesz, że nie rozumiesz, albo, że czegoś nie ogarniasz. Nowa praca, nowy zawód i czasem też zupełnie inny specjalistyczny, techniczny język – jeśli Cię to przeraża, to prędzej czy później ta sytuacja cię przerośnie. Musisz się przyzwyczaić do sytuacji, w której ciągle czegoś nie wiesz i dać sobie do tego prawo. W dobrym zespole i ambitnej pracy jeszcze przez jakiś czas tak będzie. Ale właśnie to daje Ci ogromne perspektywy rozwoju, więc jeśli tak się czujesz, to dobrze trafiłeś!

Jak dobrze wystartować w IT?

No właśnie – przychodzi nowa osoba do zespołu. I co robi? Otóż są dwa typy ludzi i pozwólcie, że podzielę się moją osobista refleksją – choć może nie taką znowu osobistą, bo jest ona poparta nie tylko moimi doświadczeniami, ale i rozmowami z innymi informatykami.

Pierwszy typ to Zosia Samosia. To osoba, która w życiu stawia na samodzielność. Nigdy nie poprosi o radę, nigdy nie podpyta o rozwiązanie, ani nawet podpowiedź. Jak czegoś nie wie, to udaje, że wie, żeby potem nadrobić to w zacisznej atmosferze swojego informatycznego kącika. Nie ma żadnych granic i potrafi tygodniami siedzieć nad jednym zagadnieniem, żeby dojść do rozwiązania samodzielnie.  

Drugi typ to Pytek. Pytek to przeciwieństwo Zosi Samosi. Ten z kolei nic nie wie i niczego nie jest pewien. Gdy dostanie zadanie, to zanim jeszcze zdąży go przeczytać, leci zapytać kolegi, o co chodzi. Ale nie tylko jednego. Chodzi po wszystkich w zespole i dopytuje. Każdemu przerywa pracę, w efekcie czego większość dnia poświęca na przeszkadzanie innym. Nie traci czasu na zaglądnięcie do googli, czy na „Stack’a„. Całą swoją pracę opiera na tym, co wyciągnie od innych. Każdy średnik zweryfikuje najpierw ze wszystkimi w zespole, zanim „zakomituje” zmiany. 

Jak się można domyślić, żaden z tych typów nie jest pożądany z punktu widzenia pracodawcy. Zosia Samosia marnuje jego pieniądze na nadmiarowe godziny spędzone na rozkminianiu rzeczy, które ktoś mógł wytłumaczyć jej w 5 minut. Z kolei Pytek marnuje jego pieniądze, kradnąc czas innych członków zespołu, który mogliby poświęcić na swoją pracę, sam pracując przy tym wyłącznie odtwórczo. Dobry pracownik charakteryzuje się równowagą między tymi dwoma skrajnościami: najpierw sam analizuje problem, poświęca chwilę na zastanowienie, szuka rozwiązań, przegrzebuje stacka i próbuje zrobić zadanie. Dopiero gdy utknie w martwym punkcie, to startuje do kogoś po pomoc.

Czy kobietom w IT jest trudniej?

Kiedyś był taki stereotyp, że kobieta informatyk istnieje, ale tylko w dowcipach (i to słabych), a w życiu, jeśli się już zdarzy, to jest jednym wielkim pośmiewiskiem, na widok którego chowasz ręce w twarz i sam nie wiesz, czy śmiać się, czy płakać. W dzisiejszych czasach kobiet w IT jest naprawdę sporo, ale zawód programisty jest wciąż jeszcze zdominowany przez mężczyzn. Mimo to kobiety chcą iść w tym kierunku i coraz więcej z nich ma odwagę przełamywać te schematy, co jest oczywiście super, jeśli idzie to  w parze z predyspozycjami i konkretnymi umiejętnościami (choć kryterium to tyczyć się powinno także mężczyzn). Czy przez stereotypy, które wciąż są obecne w społeczeństwie, kobietom jest trudniej?

Kiedy zaczynałam pierwszą pracę w IT (jako serwisant), to bardzo często spotykałam się z reakcjami klientów w stylu:

  • „Prosiłem, żeby mnie połączono na serwis”
  • „Tak, jest Pan na serwisie!”
  • (chwila ciszy) „A to mogę rozmawiać z jakimś serwisantem?”
  • „Tak, przy telefonie, proszę mówić”
  • „A…. aha. A mogę z jakimś serwisantem … FACETEM?”

Część klientów w ogóle nie decydowała się na rozmowę ze mną, właśnie dlatego, że jestem kobietą. Więc potwierdzam, że start faktycznie jest trudniejszy, bo jak kobieta odbiera słuchawkę na serwisie, to większość osób przeklina, że znowu coś ich przełączyło do sekretariatu. Osobiście nigdy nie brałam tego do siebie. I tak miałam tyle pracy, że nie miałam czasu jeszcze zabiegać o względy tych upartych klientów. Dopiero X szybko i satysfakcjonująco rozwiązanych zgłoszeń sprawiło, że przekonałam do siebie początkowo upartych niedowiarków, a okazji do tego miałam wiele, bo zdarzało się że na serwisie byłam sama i z braku laku musieli korzystać z moich usług. Gdy odchodziłam z pracy, wielu z nich chciało już rozmawiać tylko ze mną. Nie mówię tego, żeby się pochwalić (to też, wiadomo!), ale po to, żeby Wam uświadomić, że jeśli ktoś jest dobry w tym co robi, to to wyjdzie – nawet pomimo początkowych uprzedzeń. W kolejnej pracy – jako programistka, nie spotkałam się już z takim podejściem. Wręcz przeciwnie, powiedziałabym, że w pewien sposób miałam przez to łatwiej, a przynajmniej taka jest opinia moich współpracowników, bo podobno nie zdarzyło się by ktoś na spotkaniach porannych zbierał pochwały za swoją pracę, a mi się to przytrafiło nie raz. Więc może to faktycznie bonus za bycie kobietą i za te wszystkie niesprawiedliwe stereotypy, które musimy dźwigać? 🙂

Znowu się strasznie rozpisałam, ale to temat, którym żyję i mogłabym o nim pisać bez końca… Jeśli macie jakieś jeszcze pytania, to czekam na nie w komentarzach, być może za jakiś czas zrobimy trzecią część 🙂