Testowanie kosmetyków Mustela dla dzieci

Temat kosmetyków dla dzieci, zanim urodziła się moja pierwsza Córeczka, był mi totalnie obcy. Jak zwykle pojawiło się sporo doradców, którzy wiedzieli wszystko i jedni przekonywali do minimalizmu, inni zaś do całych linii kosmetyków, w które warto zainwestować. Dziś, bogatsza o własne doświadczenia, oparte o testowanie mnóstwa różnych produktów, odważyłam się popełnić pierwszy i nieostatni na pewno wpis z serii kosmetycznej.

Tym razem w ręce wpadła mi linia kosmetyków Musteli. Firma chyba dosyć znana, bo nie raz już o niej słyszałam od znajomych mam. Seria, którą testowałam jest przeznaczona dla skóry normalnej. Wśród testowanych przeze mnie produktów, znalazły się: Woda oczyszczająca bez spłukiwania, mleczko do ciała, krem do twarzy  delikatny szampon.

Cena

Ceny kosmetyków musteli nie są zbyt zachęcające, przynajmniej pod tym względem, że można dostać podobne produkty dla dzieci w niższych kwotach. Ale jak to często w życiu bywa i z pewnością każda doświadczona mama o tym wie, że co tanie, to drogie, bo w rzeczywistości ulegając pokusie niskich cen, w zamian otrzymujemy niższą jakość produktów. A kosmetyki, szczególnie te dla Maluszków, nie są czymś, na czym warto oszczędzać. Tak, tak! Mówię to ja – matka, która mnóstwo rzeczy kupuje z drugiej ręki, o czym już nie raz pisałam na tym blogu, jednak nie zawsze i nie we wszystkim kieruję się ceną. Szczególnie jeśli wyższa cena idzie w parze z wyższą jakością. O tym, czy tak jest w tym przypadku, opiszę w dalszej części wpisu.

Opakowanie

Choć dotychczas nie doceniałam produktów z pompką, to w tym przypadku jestem bardzo zadowolona z ich użytkowania! Chyba najbardziej dlatego, że przy moim małym Wierciuchu, mogę poradzić sobie z nałożeniem żelu myjącego korzystając tylko z jednej ręki, dzięki czemu drugą ręką mogę przytrzymać sobie Dziecko. O tyle, o ile w przypadku kosmetyków dla siebie, mówiłabym tu tylko o wygodzie (bo wyciskanie kończących się kosmetyków bywa irytujące), to w przypadku dziecka, powiedziałabym przede wszystkim o bezpieczeństwie. Noworodki i niemowlaki przytrzymywać w wanience trzeba cały czas, aż do momentu gdy siedzą stabilnie, więc właściwie wszystkie czynności myjące wykonywać trzeba jedną ręką, lub korzystając z pomocy drugiej osoby (a przecież nie zawsze mamy taką obok siebie :)) Dlatego uważam, że opakowania produktów musteli, z którymi się zetknęłam, są naprawdę fajnie przemyślane i wygodne w użytkowaniu. Za to duży plus!

Skład

Kosmetyki Musteli mają w ponad 90% naturalny skład i są bezpieczne dla delikatnej skóry Maluszka. Nie uczulają. Produkty do mycia nie zawierają mydła i nie są sztucznie perfumowane. Szczegółowo o ich składzie, można poczytać na stronie musteli. Analizowałam każdy z nich i przyznam, że nie ma się tutaj do czego przyczepić 😉

Wydajność

Jeśli chodzi o wydajność produktów, to oceniłabym ją dosyć dobrze. Żel myjący, tak jak i szampon ładnie się pienią i dzięki temu nie zużywa się ich dużo przy jednym myciu. Opakowania są dobrze dobrane, więc można wykorzystać kosmetyki do końca (bez rozcinania opakowań itd.). Jeśli miałabym się przyczepić to powiedziałabym o wydajności wody oczyszczającej- ta u nas znika najszybciej, ale po pierwsze wynika to z tego, że używam jej nie raz kilka razy w ciągu dnia, a po drugie z tego, że z założenia nie jest to produkt, który się pieni, czy też w inny sposób zwiększa swoją objętość, więc zużywa się go dosyć sporo. To jednak cecha charakterystyczna tego typu produktów i ciężko to chyba zaklasyfikować jako małą wydajność. Przy użytkowaniu 3-6 razy dziennie zużyłam połowę opakowania w tydzień, czyli całość powinna starczyć na około 2 tygodnie. Sprawa będzie miała się inaczej, jeśli nie będziemy używać takiej wody przy każdej zmianie pampersa, ale ja uważam, że warto to zrobić, bo wtedy rezygnujemy z kosztów chusteczek nawilżonych, a poza tym z pewnością sprawiamy przyjemność okolicom pieluszkowym Malucha, bo to one zyskają na takiej zamianie najwięcej 🙂

Skuteczność

Zacznę może od produktu, który od razu przykuł moją największą uwagę i faktycznie mnie nie zawiódł, czyli Wody oczyszczającej bez spłukiwania. Używam jej przy każdej zmianie pampersa i do przemywania buzi rano i wieczorem, a czasem także w ciągu dnia. Wcześniej okolice pieluszkowe przemywałam w ciągu dnia chusteczkami nawilżonymi, a okazjonalnie i jak miałam ku temu warunki to korzystałam z wacików nawilżanych wodą przegotowaną. Oczywiście, ta druga metoda, jest również dobra, ale ma jednak pewien minus, a mianowicie wysuszanie skóry. Jak sobie pomyślę, ile razy na dobę zmienia się pieluchę, to zdaję sobie sprawę, że to w jaki sposób pielęgnujemy pupę ma ogromne znaczenie dla jej stanu, a w efekcie też dla samopoczucia Maluszka! Wodę oczyszczającą, poleciłabym też innym, ze względu na:

  • wygodę użytkowania – dzięki pompce, można nabierać odpowiednią porcję produktu jedną ręką. Można zabrać go ze sobą również wychodząc z domu.
  • duże opakowanie – jest w buteleczkach 300 ml i 500 ml, które starczają na dosyć długo
  • efekt – pozostawia skórę dziecka gładką i delikatną, ale nie klejącą.

Żel do mycia ciała i włosów jest bardzo przyjemny i delikatny. Ogólnie, jedną z rzeczy, która najbardziej mnie urzeka w tych kosmetykach jest ich zapach. Nie jakaś czekolada, lawenda, czy inne kwiaty, tylko naprawdę delikatna nuta zapachowa, którą bardzo polubiłam. Żel jest w dużym opakowaniu, starcza na długo i pozostawia skórę pachnącą i gładką.

Krem do twarzy dobrze się rozprowadza i dobrze nawilża. Stosuję go wieczorem po kąpieli i czasem przed wyjściem z domu. Wadą jest wchłanianie, bo ono trochę trwa i albo trzeba go wklepać (czego moje dziecko nie akceptuje, szczególnie na twarzy), albo czekać aż się ładnie wchłonie i dodatkowo nie dopuścić do wtarcia go przez Malucha np. w ubranie. Poza tym jest bardzo fajny, bo daje natychmiastową ulgę nawet suchej skórze. Wiem to z autopsji, bo zdarzyło mi się go podkradać córeczce w kryzysowych sytuacjach 🙂

Szampon do włosów – dotychczas myłam Córce włosy żelem – tym, który używałam do mycia ciała, więc gdy wypróbowałam tego szamponu to faktycznie zauważyłam różnicę. Włoski fajnie się układają po kąpieli, są bardzo przyjemne w dotyku i łatwe do rozczesania. Ale mówię to w odniesieniu do starszej Córki, której włosy sięgają już do ramion. Testowałam szampon również na drugiej Córce, która ma dopiero dwa tygodnie i jak na ten wiek, to całkiem sporą czuprynkę, jednak przy tak krótkich włoskach nie dostrzegam żadnej różnicy w stosowaniu szamponu i zwykłego żelu do kąpieli.

Ogólnie muszę powiedzieć, że z całej linii kosmetyków jestem bardzo zadowolona, ze względu na naturalność składu, duże opakowania, wydajność i skuteczność. Jedynie nad szamponem zastanowiłabym się w przypadku młodszych dzieci, albo takich, które nie dysponują jeszcze zbyt obfitym owłosieniem 😉

Ciekawa jestem Waszych opinii o kosmetykach Musteli! Jakich produktów używacie do pielęgnacji swoich Maluszków i czy jesteście z nich zadowoleni? Dajcie znać w komentarzach pod wpisem!

 

 

Ogarnij zakupowy chaos – Niezbędna wyprawka dla Noworodka [DO POBRANIA]

Przygotowywanie wyprawki dla Noworodka, to zdecydowanie jeden z najprzyjemniejszych aspektów zbliżającego się macierzyństwa. A przynajmniej dla kobiet, bo być może mężczyźni podchodzą do tego ze zróżnicowanym optymizmem 🙂 Ale może i to jest powód do radości, bo dzięki temu to właśnie my kobiety możemy wybierać najśliczniejsze ubranka, decydować o kolorach ścian, wzorach pościeli i dekoracjach pokoju. Continue reading „Ogarnij zakupowy chaos – Niezbędna wyprawka dla Noworodka [DO POBRANIA]”

Zaszła w ciążę, będąc… w ciąży! – czyli historia 6 najbardziej zaskakujących matek na świecie!

Czy wiesz, że najmłodsza matka świata, urodziła dziecko w wieku 5 lat, a najstarsza w wieku 72 lat? Poznaj najbardziej znane matki świata, czyli kobiety, które zasłynęły ze swojego rekordowego macierzyństwa!

 

Jak nauczyć dziecko spać we własnym łóżeczku?

Ostatnio na profilu facebookowym Filipa Chajzera, przeczytałam bardzo fajny, życiowy post, w którym autor opisywał trudności rodzicielstwa związane z nieudanymi próbami odłożenia dziecka do łóżeczka. I faktycznie – chyba większość rodziców zna ten dramat, kiedy po dłuuugim usypianiu na rękach, śpiewaniu, bujaniu i nie wiadomo czym jeszcze, Maluch wybudza się do trzeźwości, gdy tylko jego plecki dotkną materaca. Nie wiadomo, jak to działa, ale jakimś cudem niemowlęta potrafią spać i jednocześnie sprawować kontrolę nad dorosłymi, żeby czasem nie podejmowali prób odkładania ich z rąk (bo po co? Na rękach się śpi najlepiej ;)) Continue reading „Jak nauczyć dziecko spać we własnym łóżeczku?”

Najdziwniejsze rzeczy, które mogą Ci się przydarzyć w ciąży!

Chyba w każdym filmie, który widziałam, temat ciąży przedstawiany jest w taki sam sposób. O serialach nie wspominam, ponieważ one jeszcze bardziej spłycają temat i oczekiwanie na dziecko sprowadzają do dwóch rzeczy: wymiotów i hormonów. Najpierw potencjalnie ciężarna bohaterka odczuwa młodości i szybko biegnie do toalety na widok talerza z zupą. Przy obiedzie zebrana jest cała rodzina i patrzy na nią z zaniepokojeniem. Po chwili kobieta wraca, mówi że nic jej nie jest i że jakoś nie ma ochoty jeść. W końcu ku zaskoczeniu wszystkich, okazuje się, że przyczyną brak apetytu jest ciąża i zaczyna się 9 miesięczny okres zmiennych nastrojów, humorów i płaczu przeplatanego śmiechem. A prawda jest taka, że o tym, ile  i jakie dolegliwości mogą towarzyszyć nam w tym pięknym okresie, nie wie nikt, poza samymi kobietami, które mają już za sobą ciążę i ewentualnie ich partnerami, którzy o tych nieprzyjemnościach muszą codziennie słuchać 🙂 Continue reading „Najdziwniejsze rzeczy, które mogą Ci się przydarzyć w ciąży!”

Najlepsze sposoby na niejadka, czyli jak sobie poradzić z niechęcią do jedzenia u dziecka?

Jeśli Twoje dziecko nie chce jeść, to prawdopodobnie usłyszałaś już setki porad żywieniowych od znajomych, lekarza, babci i sąsiadki. To jeden z tych tematów, na które każdy chętnie się wypowie i w których teorii jest tyle, ilu doradców. I właściwie można to dosyć łatwo wytłumaczyć, bo każde dziecko jest inne i pewnie metod żywienia, które odnoszą dobre skutki też jest całe mnóstwo. Mimo wszystko, pokuszę się o zebranie i podsumowanie tych, które moim zdaniem są naprawdę skuteczne, a być może posłużą i Waszym Maluchom, albo chociaż dadzą jakiś punkt zaczepienia. Continue reading „Najlepsze sposoby na niejadka, czyli jak sobie poradzić z niechęcią do jedzenia u dziecka?”

TOP 10 najdziwniejszych gadżetów dla niemowląt i ciężarnych jakie wymyślono!

Technika idzie do przodu, więc co chwilę powstają jakieś nowe udogodnienia dla ciężarnych, matek i niemowląt. Patrząc na niektóre z nich, człowiek zadaje sobie pytanie, w którym kierunku zmierza ten świat? 😀 Zebrałam dla Was 10 najgorszych, najdziwniejszych gadżetów, jakie dotychczas powstały. Nieźle się przy tym uśmiałam, mam nadzieję, że i Wam udzieli się ten nastrój! 🙂 Continue reading „TOP 10 najdziwniejszych gadżetów dla niemowląt i ciężarnych jakie wymyślono!”

Odstawiłam dziecko od piersi i to była najlepsza decyzja w moim życiu!

Kiedy dzisiaj ktoś pyta o to, czy żałuję tej decyzji, albo czy jest mi z tym ciężko, to z pełnym przekonaniem zaprzeczam. Choć sama właśnie tak to sobie wyobrażałam: ciągle będę wspominać ten piękny czas karmienia, a wieczorami będę pochlipywać znad butelki mleka, tęskniąc za bezpowrotnie utraconą bliskością. Ale tak nie jest. I choć wspominam i z sentymentem oglądam zdjęcia i filmiki, na których karmię piersią, to jednak nie zmienia to faktu, ze decyzji o odstawieniu nie żałuję i uważam to, za jedną z najlepszych w moim życiu. Oczywiście zaraz po decyzji o tym, że w ogóle będę karmić, choć ta przyszła mi dużo łatwiej i była czymś naturalnym. Continue reading „Odstawiłam dziecko od piersi i to była najlepsza decyzja w moim życiu!”

Jesteś mamą? Zostań managerem!

Ja wiem jak często postrzegana jest praca w domu i jak ludzie wyobrażają sobie matki spędzające cały dzień z dzieckiem. Coś ugotuje, posprząta, z dzieckiem się pobawi, a reszta dnia na facebooku. Czas dla siebie? Proszę bardzo, ile się tylko chce! Przecież nikt nie uwierzy, że ktoś ma siłę cały dzień bez żadnej przerwy spędzać z Maluchem, na układaniu klocków, robieniu głupich min, a w przerwach na odkurzaniu, gotowaniu i sprzątaniu – ale to też wspólnie. Czasem jak opowiadam komuś o tym, jak ta moja codzienność wygląda, to spotykam się z dużym niedowierzaniem. Dzisiaj pewnie, że trochę to wkurza, tak jak wkurzają ciągłe pytania o powrót do pracy. Continue reading „Jesteś mamą? Zostań managerem!”

Kobieta w IT – cz. II – czyli o przebranżowieniu, zdobyciu wymarzonej pracy i starcie w IT!

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją opowieści o przebranżowieniu i starcie w IT. Pierwsza część dostępna jest tutaj, więc jeśli jeszcze jej nie czytaliście, to zachęcam żeby od tego zacząć! 🙂 Nie będę zanudzać Was przydługimi wstępami, bo zapewne każdy  z Was czeka na konkrety, więc zaczynajmy!

Rozmowa kwalifikacyjna- Jak sobie radzić z „pustym” CV?

To pytanie zadaje sobie pewnie wielu z Was. CV jest bardzo ważnym elementem w procesie rekrutacji, ponieważ to na tej podstawie jesteśmy zapraszani (lub nie!) na rozmowę kwalifikacyjną i dostajemy szansę wykazania się. Jeśli uczysz się programować, ale zupełnie sam i nie masz studiów informatycznych, żadnych certyfikatów, kursów, szkoleń itp. to też musisz dać okazję potencjalnemu pracodawcy do tego, żeby poświęcił czas na skontaktowanie się z Tobą i sprawdzenie, co faktycznie potrafisz. Jak sobie z tym poradzić? Napisz w CV o tym, co udało ci się dotychczas zrobić, np o aplikacji jaką samodzielnie napisałeś, albo projekcie, w którym uczestniczyłeś. Pisałam ostatnio o tym, że warto w ramach nauki, pisać jakąś prostą aplikację i stopniowo ją rozwijać. Taki wpis w CV daje rekrutującemu informację, że nie jesteś zupełnie zielony, i choć z dużym prawdopodobieństwem nie będzie zainteresowany „przeklikiwaniem” Twojego projektu, to z pewnością zwróci na to uwagę i na tym oprze część rozmowy kwalifikacyjnej. Może zapytać o wybór języka programowania, wykorzystane technologie, bazę danych, zastosowane metody, wzorce projektowe i wiele innych rzeczy. W czasie takiej rozmowy można się bardzo dużo dowiedzieć o tym, czy ktoś faktycznie „ogarnia” i czy choć trochę ma pojęcie o programowaniu, czy też linijka po linijce z niezwykłą dokładnością, przepisał podręcznikowe ćwiczenia, uparcie stroniąc od wiedzy i możliwości rozwoju.

Jak to było u mnie? W ramach pracy magisterskiej napisałam program, służący do wyceny nieruchomości przy pomocy 3 różnych metod. Zajęło mi to właściwie cały rok, bo kiedy zaczynałam to robić, dopiero powoli dowiadywałam się czym jest programowanie obiektowe, więc właściwie większość czasu poświęcałam na czytanie i szukanie rozwiązań, a nie na samo programowanie. Ostatecznie właśnie o tym projekcie wspomniałam w CV i krótko opisałam wykorzystane technologie. Był to główny przedmiot zainteresowania na mojej pierwszej (i ostatniej) rozmowie kwalifikacyjnej z „pustym” CV. Każda kolejna była już prostsza, ponieważ mogłam opowiadać na nich o swoim dotychczasowym doświadczeniu w IT.

Od jakiej pracy zacząć?

Od 5 roku studiów geodezyjnych wiedziałam, że chciałabym programować. I cały czas szłam w tym kierunku, bo tym własnie wypełniałam wszystkie swoje wolne chwile. Ale droga do tego celu wiodła mnie również przez inne stanowisko. Początkowo dostałam pracę jako serwisant IT w firmie informatycznej. Nauczyłam się tam przede wszystkim obycia z komputerem i praktycznej pracy z bazami danych, która okazała się mi bardzo pomóc na kolejnym stanowisku. Dzięki temu mój start w IT był „łagodny”, stopniowy i nie przeżyłam dużego skoku na głęboką wodę. Na czym polega praca serwisanta? Pewnie zależy to od firmy, w której przychodzi nam pracować. Moje doświadczenie jest takie, że codziennie przez 8 godzin przyjmowałam zgłoszenia klientów (telefoniczne, lub mailowe), następnie (gdy udało mi się wyciągnąć od rozmówcy sedno problemu), umieszczałam treść zgłoszenia na Mantisie. W międzyczasie te zgłoszenia trzeba było rozwiązywać. Serwisowałam w przeważającej większości aplikację mojej firmy, ale oczywiście nie tylko! Zdarzyło mi się naprawiać problemy z drukarką fiskalną, czy z zawirusowanym komputerem. Czasem trzeba było naprawić komuś zwykłą drukarkę, a czasem zainstalować Windowsa na serwerze. Ale jednak najczęściej pisałam zapytania w bazie danych (u klienta).

Jak wrócić po długiej przerwie?

W podobnej sytuacji są osoby, które mają dłuższą przerwę w pracy w zawodzie, czyli np mamy, przebywające na urlopach macierzyńskich. Z programowaniem jest tak, że jeśli nie idziesz na przód, cofasz się. Cały czas trzeba się douczać. Technologie ewoluują, idą do przodu i jeśli nie idziesz wraz z nimi, to możesz zapomnieć o świetlanej programistycznej przyszłości finansowej i pogodzić się z tym, że i w tym zawodzie ten, kto niewiele umie, nie wiele też zarabia. Sama aktualnie nie pracuję zawodowo, bo zajmuję się dzieckiem, jednak nie zarzuciłam nauki programowania na ten czas. Stosuję najlepszą (moim zdaniem) metodę, czyli praktyka, praktyka, i jeszcze raz praktyka! Ale nie będę za dużo opowiadać o tym co robię, po prostu zaglądnijcie na stronę: www.bestwebby.com . To takie „moje dziecko”, czyli portal, którego jestem współautorem. Chcieliśmy stworzyć aplikację, będącą zbiorem najlepszych portali internetowych, umożliwiającą wyszukiwanie po kategoriach (oraz innych kryteriach), a także ocenianie i komentowanie portali. Choć Bestwebby ciągle jest rozwijane (w ten sposób też się uczę!), to już dziś postanowiłam się z Wami podzielić tym projektem. Dotychczas mamy 4 wersje językowe strony (polska, angielska, niemiecka i hiszpańska). Aplikacja napisana jest w bootstrapie, dzięki czemu można z powodzeniem korzystać z niej również w telefonie, czy tablecie. W naszej bazie danych mamy już ponad 100 tys portali i na bieżąco ją uzupełniamy! Jeśli masz stronę internetową, lub po prostu chcesz podzielić się swoimi ulubionymi stronami, dodaj je do Bestwebby! A jeśli chcecie po prostu docenić moją pracę, a ten projekt Wam się podoba, to zapraszam do polubienia nas na Fb!

Jak dobrze wypaść na rozmowie kwalifikacyjnej?

Skoro już zostaniemy zaproszeni na spotkanie kwalifikacyjne, to dobrze by było wypaść na nim jak najlepiej. Pamiętam, że na swojej rozmowie powiedziałam przyszłemu szefowi, że moją mocną stroną w tym momencie nie jest to, ile umiem, ale to, jak szybko się uczę i chyba go nie okłamałam, bo gdy odchodziłam z pracy, przypomniał mi te słowa i potwierdził z pełnym przekonaniem. Chodzi o podejście do pracy i choć o tym, jaka jest prawda szef przekona się dopiero jakiś czas po podjęciu z tobą współpracy, to jednak warto już w trakcie pierwszego spotkania, pokazać, że nie boisz się wyzwań i potrafisz rozwiązywać problemy.  I nie, nie uważam, że na rozmowie trzeba „grać” pewnego siebie, nawet jak w środku się telepiesz. Trzeba zmienić nastawienie i przyzwyczaić się do sytuacji, że czegoś nie wiesz, że nie rozumiesz, albo, że czegoś nie ogarniasz. Nowa praca, nowy zawód i czasem też zupełnie inny specjalistyczny, techniczny język – jeśli Cię to przeraża, to prędzej czy później ta sytuacja cię przerośnie. Musisz się przyzwyczaić do sytuacji, w której ciągle czegoś nie wiesz i dać sobie do tego prawo. W dobrym zespole i ambitnej pracy jeszcze przez jakiś czas tak będzie. Ale właśnie to daje Ci ogromne perspektywy rozwoju, więc jeśli tak się czujesz, to dobrze trafiłeś!

Jak dobrze wystartować w IT?

No właśnie – przychodzi nowa osoba do zespołu. I co robi? Otóż są dwa typy ludzi i pozwólcie, że podzielę się moją osobista refleksją – choć może nie taką znowu osobistą, bo jest ona poparta nie tylko moimi doświadczeniami, ale i rozmowami z innymi informatykami.

Pierwszy typ to Zosia Samosia. To osoba, która w życiu stawia na samodzielność. Nigdy nie poprosi o radę, nigdy nie podpyta o rozwiązanie, ani nawet podpowiedź. Jak czegoś nie wie, to udaje, że wie, żeby potem nadrobić to w zacisznej atmosferze swojego informatycznego kącika. Nie ma żadnych granic i potrafi tygodniami siedzieć nad jednym zagadnieniem, żeby dojść do rozwiązania samodzielnie.  

Drugi typ to Pytek. Pytek to przeciwieństwo Zosi Samosi. Ten z kolei nic nie wie i niczego nie jest pewien. Gdy dostanie zadanie, to zanim jeszcze zdąży go przeczytać, leci zapytać kolegi, o co chodzi. Ale nie tylko jednego. Chodzi po wszystkich w zespole i dopytuje. Każdemu przerywa pracę, w efekcie czego większość dnia poświęca na przeszkadzanie innym. Nie traci czasu na zaglądnięcie do googli, czy na „Stack’a„. Całą swoją pracę opiera na tym, co wyciągnie od innych. Każdy średnik zweryfikuje najpierw ze wszystkimi w zespole, zanim „zakomituje” zmiany. 

Jak się można domyślić, żaden z tych typów nie jest pożądany z punktu widzenia pracodawcy. Zosia Samosia marnuje jego pieniądze na nadmiarowe godziny spędzone na rozkminianiu rzeczy, które ktoś mógł wytłumaczyć jej w 5 minut. Z kolei Pytek marnuje jego pieniądze, kradnąc czas innych członków zespołu, który mogliby poświęcić na swoją pracę, sam pracując przy tym wyłącznie odtwórczo. Dobry pracownik charakteryzuje się równowagą między tymi dwoma skrajnościami: najpierw sam analizuje problem, poświęca chwilę na zastanowienie, szuka rozwiązań, przegrzebuje stacka i próbuje zrobić zadanie. Dopiero gdy utknie w martwym punkcie, to startuje do kogoś po pomoc.

Czy kobietom w IT jest trudniej?

Kiedyś był taki stereotyp, że kobieta informatyk istnieje, ale tylko w dowcipach (i to słabych), a w życiu, jeśli się już zdarzy, to jest jednym wielkim pośmiewiskiem, na widok którego chowasz ręce w twarz i sam nie wiesz, czy śmiać się, czy płakać. W dzisiejszych czasach kobiet w IT jest naprawdę sporo, ale zawód programisty jest wciąż jeszcze zdominowany przez mężczyzn. Mimo to kobiety chcą iść w tym kierunku i coraz więcej z nich ma odwagę przełamywać te schematy, co jest oczywiście super, jeśli idzie to  w parze z predyspozycjami i konkretnymi umiejętnościami (choć kryterium to tyczyć się powinno także mężczyzn). Czy przez stereotypy, które wciąż są obecne w społeczeństwie, kobietom jest trudniej?

Kiedy zaczynałam pierwszą pracę w IT (jako serwisant), to bardzo często spotykałam się z reakcjami klientów w stylu:

  • „Prosiłem, żeby mnie połączono na serwis”
  • „Tak, jest Pan na serwisie!”
  • (chwila ciszy) „A to mogę rozmawiać z jakimś serwisantem?”
  • „Tak, przy telefonie, proszę mówić”
  • „A…. aha. A mogę z jakimś serwisantem … FACETEM?”

Część klientów w ogóle nie decydowała się na rozmowę ze mną, właśnie dlatego, że jestem kobietą. Więc potwierdzam, że start faktycznie jest trudniejszy, bo jak kobieta odbiera słuchawkę na serwisie, to większość osób przeklina, że znowu coś ich przełączyło do sekretariatu. Osobiście nigdy nie brałam tego do siebie. I tak miałam tyle pracy, że nie miałam czasu jeszcze zabiegać o względy tych upartych klientów. Dopiero X szybko i satysfakcjonująco rozwiązanych zgłoszeń sprawiło, że przekonałam do siebie początkowo upartych niedowiarków, a okazji do tego miałam wiele, bo zdarzało się że na serwisie byłam sama i z braku laku musieli korzystać z moich usług. Gdy odchodziłam z pracy, wielu z nich chciało już rozmawiać tylko ze mną. Nie mówię tego, żeby się pochwalić (to też, wiadomo!), ale po to, żeby Wam uświadomić, że jeśli ktoś jest dobry w tym co robi, to to wyjdzie – nawet pomimo początkowych uprzedzeń. W kolejnej pracy – jako programistka, nie spotkałam się już z takim podejściem. Wręcz przeciwnie, powiedziałabym, że w pewien sposób miałam przez to łatwiej, a przynajmniej taka jest opinia moich współpracowników, bo podobno nie zdarzyło się by ktoś na spotkaniach porannych zbierał pochwały za swoją pracę, a mi się to przytrafiło nie raz. Więc może to faktycznie bonus za bycie kobietą i za te wszystkie niesprawiedliwe stereotypy, które musimy dźwigać? 🙂

Znowu się strasznie rozpisałam, ale to temat, którym żyję i mogłabym o nim pisać bez końca… Jeśli macie jakieś jeszcze pytania, to czekam na nie w komentarzach, być może za jakiś czas zrobimy trzecią część 🙂