Odstawiłam dziecko od piersi i to była najlepsza decyzja w moim życiu!

Kiedy dzisiaj ktoś pyta o to, czy żałuję tej decyzji, albo czy jest mi z tym ciężko, to z pełnym przekonaniem zaprzeczam. Choć sama właśnie tak to sobie wyobrażałam: ciągle będę wspominać ten piękny czas karmienia, a wieczorami będę pochlipywać znad butelki mleka, tęskniąc za bezpowrotnie utraconą bliskością. Ale tak nie jest. I choć wspominam i z sentymentem oglądam zdjęcia i filmiki, na których karmię piersią, to jednak nie zmienia to faktu, ze decyzji o odstawieniu nie żałuję i uważam to, za jedną z najlepszych w moim życiu. Oczywiście zaraz po decyzji o tym, że w ogóle będę karmić, choć ta przyszła mi dużo łatwiej i była czymś naturalnym.

Czas się trochę wytłumaczyć z tego co napisałam, bo ci, którzy znają mój blog nie od dziś, dobrze wiedzą, że nie raz pojawiły się tutaj wpisy promujące karmienie piersią i opisujące jego piękne strony. I w tej kwestii nic się nie zmieniło. Nadal uważam, że to piękna sprawa i nie żałuję tych wszystkich miesięcy karmienia, mimo iż w moim przypadku, było to bardzo wymagające. Mam na razie tylko jedno dziecko, więc tego cudu również doświadczyłam tylko raz i za nic nie zamieniłabym tych chwil. Ale nie zawsze było kolorowo. Choć od początku nie miałam żadnych „widocznych” problemów jak zastoje, brak mleka, albo zapalenia piersi, nie odczuwałam też żadnych bóli wynikających z karmienia, to jednak było to dla mnie wielkie wyzwanie ze względu na częstotliwość z jaką musiałam podawać dziecku pierś. Nie pamiętam już nawet kiedy to się zaczęło, ale w pewnym momencie zorientowałam się, że wieczorne karmienie przedłuża się do …rana. Każda próba odkładania do łóżeczka, kończyła się histerycznym płaczem w odstępie czasu od 1 min do około 30 min. Dla zwolenników wspólnego spania, dodam w tym miejscu, że z tym było bardzo podobnie. Po położeniu dziecka obok mnie, na łóżku, reakcja była taka sama jak w łóżeczku. Z tą tylko różnicą, że nie musiałam wstawać i przynosić Małej, tylko położyć ją na sobie. Marta chciała jeść tylko w jednej pozycji (leżąc na moim brzuchu), dodatkowo nie mogłam leżeć na płasko, tylko musiałam być w pozycji półleżącej. Ale to też nie było spanie, bo pobudki były dosłownie co chwilę, a bo wypluła pierś, a bo się zsunęła z mojego brzucha, jak zasnęła, czy coś jeszcze innego. Dziecko było ciągle rozdrażnione, mało jadło stałych pokarmów, na wadzę przybierało coraz słabiej, a o sobie już nie wspomnę, bo po ciągłych nieprzespanych nocach, nie miałam siły kompletnie na nic i rano modliłam się o nadejście wieczoru, a popołudniu ogarniał mnie już przerażający strach, że ten wieczór właśnie nadchodzi i znowu będzie to samo. Jak można się domyślić, kolejnym skutkiem takiej sytuacji był fakt, że nikt nie mógł mnie zastąpić przy dziecku. Zawsze to musiałam być ja, bo inaczej, gdy nie dostawała piersi, to wpadała w straszną histerię, a butelkę traktowała jak najgorszego wroga. Smoczka oczywiście też. Ja byłam totalnie wykończona i słaba, do tego doszły bóle kręgosłupa (od spania, a raczej przysypiania w dziwnych pozycjach) i problemy z koncentracją. Tak wyglądały moje dni i noce i na samo wspomnienie jest mi siebie żal i łza się w oku kręci, choć nie jest to bynajmniej łza wzruszenia. 

Jak to wygląda dzisiaj? Zupełnie inaczej. Marta śpi w nocy zwykle z jedną pobudką, wieczorem i rano pije mleko modyfikowane, a w nocy dostaje tylko wodę. Usypianie nie trwa już kilku godzin, ale maksymalnie 30 minut. Jest dużo mniej płaczliwa i bardziej radosna. Rano budzi się z uśmiechem a nie płaczem. To wszystko jest piękne i aż trudno uwierzyć, że w tak krótkim czasie, nastąpiło tyle zmian. Kolejną zmianą jest przytulanie. Wcześniej być może ta potrzeba bliskości zaspokajana była przez karmienie piersią. Teraz Marta sama znalazła sobie inny sposób na zaspokajanie tej potrzeby i uwielbia się przytulać!

Na koniec dodam małe wyjaśnienie, bo chyba ono jest potrzebne. Zaprzestanie karmienia piersią nie jest odpowiedzią na wszystkie problemy z dzieckiem, ani ratunkiem na nieprzespane noce. Ten wpis nie jest więc promocją odstawienia dziecka.  Po prostu w moim konkretnym przypadku, okazało się to być najlepszym rozwiązaniem, niezależnie od tego, jak zostanie to ocenione przez inne matki 🙂

Wiem, że jest cała masa kobiet, które karmią długo i nie raz spotykają się z nieprzyjemnymi reakcjami nie tylko ze strony obcych osób, ale czasem nawet i rodziny, która tego nie rozumie. Są też kobiety, które karmią mlekiem modyfikowanym i czują się terroryzowane przez inne matki, które starają się je ocenić, jako mniej wartościowe czy mniej zdolne do poświęceń. Osobiście uważam, że jedyną osobą, która wie ile i czy w ogóle powinna karmić piersią swoje dziecko jest jego matka. I nikt więcej nie powinien się na ten temat wypowiadać.

Podoba Ci się ten post? Jeśli tak, zostaw komentarz i daj mi like na fb.  To mnie bardzo motywuje i dzięki temu wiem, że to co robię MA SENS!