Największe zaskoczenia porodowe – poród bez tajemnic!

Poród pod wieloma względami bardzo mnie zaskoczył. Wiadomo, każdy ma jakieś wyobrażenia, które są wypadkową tego wszystkiego co słyszymy od innych, tych bardziej doświadczonych i oczywiście tego, co same się dowiemy. Ja też wcześniej poukładałam sobie w głowie, jak to wszystko może wyglądać i co mnie czeka, ale oczywiście życie – jak to życie- dostarczyło wielu zaskoczeń. O tym, co mnie zdziwiło w samym porodzie i czasie przed nim – opowiedziałam w poprzednim wpisie (tutaj). A dzisiaj już będzie nie tyle o sobie, co właśnie o tym małym Bobasie, który w jednej chwili gdy przychodzi na świat, sprawia, że odtąd życie na pewno nie będzie już takie same!

Pierwsza rzecz, która mnie zaskoczyła to waga dziecka. Wydawało mi się, że skoro rodzi się mając 3,5 kg, to od tego dnia ta waga będzie już tylko rosła. Pamiętam jakie było moje zaskoczenie, jak położne przyszły ważyć dziecko na drugi dzień w szpitalu i mówią, że niecałe 200g spadła, więc jest ok. Słucham tego i nie wierzę. Moje dziecko chudnie, zamiast grubnąć i to ma być ok? Dzisiaj chce mi się z tego śmiać, bo jak się tak zastanowić to to nawet jest całkiem racjonalne, bo przecież w pierwszej dobie ten Maluch jest jeszcze cały opuchnięty, pozbywa się połykanych wód płodowych, a do tego pierwszy raz się wypróżnia, więc cóż… ma prawo trochę spaść z wagi! Ale umówmy się- kto na porodówce myśli logicznie? Jak się ma pierwsze dziecko, to najpierw wychodzą emocje, potem zmęczenie, a na końcu odrobina sensownych wniosków, o ile zostanie na nie czas 🙂

Zaraz po tym jak moja Córka się urodziła, lekarz podał mi ją i położył na piersi i… tak już zostało! Przystawiłam ją pierwszy raz chwilę po porodzie i z przerwami na wizyty w łazience, tak już leżałyśmy aż do wyjścia ze szpitala. Dzień i noc. Tego się na pewno nie spodziewałam! Myślałam, że dziecko będzie jadło jak na filmach: 15 minut karmienia i 3 godziny snu. A tu nie! Nawet jak przysypiała, to zamiast się tym cieszyć i też skorzystać, to musiałam ją wybudzać, za radą położnych, bo była dosyć mała, a poza tym trzeba było rozhulać laktację.

Będąc w szpitalu, w pierwszym dniu życia Małej, zaskoczyła mnie jeszcze jedna rzecz. Zmieniałam jednego z pierwszych w życiu pampersów – zaglądam i widzę, że mocz jest w kolorze ceglanym. Nigdy o tym nie słyszałam, więc oczywiście przestraszyłam się, że coś jest nie tak. Spytałam jeszcze sąsiadki, czy synek też tak ma i okazało się, że nie. Spanikowana wezwałam szybko położną, a ona tylko spojrzała na mnie jak na rasową histeryczkę i powiedziała, że to jest normalne w pierwszych dobach życia u dziewczynek. Krew wydalana z moczem, to taka „pseudomenstruacja” wynikająca ze zmian hormonalnych w ciele dziecka. Uff, oczywiście wszystko było dobrze, ale wierzcie mi, że krew w pieluszce potrafi zestresować!

Na dziś to tyle zaskoczeń okołoporodowych. To rzeczy, których nikt mi nie powiedział przed porodem i których nigdzie nie wyczytałam (albo o tym nie pamiętam), a szkoda! Bo z pewnością uniknęłabym kilku stresów! Wiedziałyście o tym? A co Was zaskoczyło w pierwszych dobach życia Dziecka? Dajcie znać!

 

Największe zaskoczenia porodowe!

Jest kilka rzeczy, które zmieniają się w chwili porodu i o których naprawdę nikt nie mówi. Internet jest pełen artykułów na ten temat, w których opisuje się mnóstwo ważnych spraw, choć jednak nie wszystkie. Skąd to wiem? Bo sama się przekonałam. Rok temu, wtedy kiedy przyszła na świat moja Córka. Choć przeszukałam cały internet, dołączyłam na fb do kilkunastu grup parentingowo – ciążowych i naczytałam się poradników, okazało się, że wciąż nie wiem wszystkiego. I na sali porodowej i po wyjściu z niej przeżyłam niemałe zaskoczenie. Dlatego dzisiaj trochę o tym właśnie, co może Was zaskoczyć (albo i nie?), jak traficie po raz pierwszy na porodówkę.

O łzach szczęścia, które pojawiają się zupełnie niekontrolowanie zaraz po porodzie mówi się dużo, więc nie na nich będę się skupiać. Warto jednak dodać, że mało kogo one ominą, bo faktycznie moment porodu to JEDYNA taka chwila w życiu, której opisać się nie da, mimo najszczerszych i najlepszych chęci. Dziesiątki razy przepytywałam z zaciekawieniem doświadczone matki, jak u nich wyglądał poród, pobyt w szpitalu i pierwsze dni w domu, a gdy sama wylądowałam na porodówce okazało się, że jestem kompletnie ZIELONA. Dlaczego? Bo co chwilę działo się coś, czego się nie spodziewałam i czego nie oczekiwałam (przyjmując oczywiście śmiałe założenie, że w obliczu tak strasznego bólu, można w ogóle czegoś oczekiwać poza rychłym ukróceniu tego cierpienia 🙂 ).

Pierwsza rzecz, która mnie meeega zaskoczyła już po przekroczeniu progu szpitala, był fakt, że ja- matka polka w 9 miesiącu ciąży, w 40 tygodniu, ze skurczami co 5 minut, zwijająca się bezwstydnie na krześle, będę czekać na przyjęcie i w ogóle na jakieś zainteresowanie. Nie, nie mówię tego z żadną pretensją do personelu, po prostu myślałam, że to będzie dokładnie tak, jak w filmach: ja wbiegam i krzyczę, że rodzę, a wtedy wszyscy do mnie podbiegają – położne i lekarze trzymają mnie pod pachy, żebym nie upadła i wloką na porodówkę najszybciej jak się da, żebym czasem nie urodziła na korytarzu. A w życiu, jak to zwykle, nie było tak, jak na filmach i lekarka spojrzała tylko na mnie ze stoickim spokojem i powiedziała, że jak skurcze będą co 3 minuty, to wtedy mam zapukać. I tyle. Drzwi się zamknęły. Żałuję, że nie mogłam wtedy zobaczyć swojej miny 😉

Kolejna rzecz, która nie przebiegła zgodnie z moimi wyobrażeniami, to była pierwsza faza porodu. Spodziewałam się, że położna będzie ze mną przez cały ten czas. Że będzie mnie wspierać, mówić co mam robić, zachęcać żebym pochodziła po pokoju, albo proponować różne pozycje i najważniejsze- utwierdzać mnie w przekonaniu, że nie umrę! Ale nic z tego! Przychodziła raz na jakiś czas i badała mnie, nic sobie nie robiąc z tego, że błagałam, by nie robiła tego na skurczu, bo byłam pewna, że odruchowo przyładuję jej nogą w twarz.  To dopiero było dla mnie zaskoczenie! Nie mam pojęcia ile czasu to wszystko trwało i ile jej nie było, bo ostatnią rzeczą, o której wtedy myślałam był upływający czas.

W końcu przyszedł czas upragnionego porodu i tutaj też nie obeszło się bez zaskoczeń. Ja wiem, że zawsze się mówiło, mówi i pewnie będzie mówić, ze w chwili porodu zapomina się o całym bólu. Więc i ja czekałam na to błogie zapomnienie. I jest! Przyszło. Szkoda, że nikt nie mówił, że tylko na chwilę! Faktycznie, jak zobaczyłam moją córkę, całą i zdrową, to jedyne o czym myślałam, to dziękowanie Bogu, bo przecież tyle rzeczy po drodze mogło się wydarzyć… Więc tak, szczęście mnie opanowało bez reszty. Te kilka chwil byłam tylko dla niej. Ale potem? Potem stopniowo do mózgu zaczęły docierać pewne informacje i wspomnienia. I wiecie co? Dzisiaj, rok po porodzie dobrze pamiętam ten ból i choć nie śni mi się on po nocach, to jednak myślę, że nigdy nie zapomnę tego, jakie to było przeżycie. I może dobrze, bo wiem, że zrobiłam to dla Niej! 🙂

To nie koniec okołoporodowych zaskoczeń. Będą jeszcze kolejne, tym razem związane z nowonarodzonym Maluszkiem. Ale to już w kolejnym wpisie. Dajcie znać, co Was zaskoczyło przy pierwszym porodzie? 🙂

Sprawdzone przez setki osób sposoby ułatwiające poród!

Dla większości kobiet, samo słowo PORÓD jest już przerażające. Nie jest to temat, na który rozmawia się łatwo, miło i przyjemnie. Nie podejmuje się go na imprezach, nie opowiada się znajomym swoich przeżyć z wypiekami na twarzy. Większość z nas chce zapomnieć. Nie o wszystkim, bo przecież zwieńczeniem porodu jest przyjście na świat pomarszczonego, przestraszonego bobaska, który dla swoich rodziców jest najpiękniejszy na świecie. Ale nie chcemy pamiętać bólu i zwykle dziecko bardzo ułatwia nam tworzenie dziur w pamięci w okresie bezpośrednio poprzedzającym jego narodziny. Są oczywiście takie szczęściary, które o porodzie mówią jak o splunięciu i porównują ten ból do bóli menstruacyjnych. Ale umówmy się, nie jest to standard. Czy jest jakaś szansa, żeby uczynić ten, trudny w samym sobie, poród lepszym? Continue reading „Sprawdzone przez setki osób sposoby ułatwiające poród!”

Torba do szpitala – co zbędne, a co niezbędne?

Witajcie! Przyszedł czas na długo obiecywany wpis, weryfikujący zawartość torby do szpitala. Będę opierać się na swoich poprzednich wpisach na ten temat, ale wzbogacę je o wiedzę i doświadczenie, które mam już po tych kilku miesiącach, a przede wszystkim po porodzie i wizycie w szpitalu. Jeśli jeszcze nie czytałaś/eś tych wpisów, to zapraszam tutaj: Torba do szpitala- Mama i Torba do szpitala- Dziecko .

Continue reading „Torba do szpitala – co zbędne, a co niezbędne?”

Za kulisami porodu

Po urodzeniu dziecka czas mija zupełnie inaczej niż wcześniej. Każdego dnia tyle się dzieje i każdego dnia dziecko potrafi zrobić coś nowego, czego jeszcze wczoraj nie umiało. Noc i dzień wyglądają dosyć podobnie, przynajmniej z perspektywy mamy, bo przecież noworodek potrzebuje realizować swoje potrzeby przez całą dobę. I tak właśnie z dnia na dzień zmienia się całe życie. Zmienia się z chwilą porodu. I o nim właśnie będzie dzisiejsza notka, która powstaje na prośbę jednej z czytelniczek bloga- Kasi. Continue reading „Za kulisami porodu”

Po co mi położna środowiskowa?

Będąc w ciąży zastanawiałam się czy w ogóle położna środowiskowa jest do czegoś potrzebna. Wielokrotnie słyszałam od innych Mam, że wizyty położnej to tylko formalność, która zwykle ogranicza się do jednego spotkania, odbywa się w pośpiechu i właściwie jest smutnym obowiązkiem dla obydwu stron. Mimo to, wybrałam swoją położną już w 6 miesiącu ciąży (ze szpitala w którym zamierzałam rodzić). Continue reading „Po co mi położna środowiskowa?”

Witaj Świecie!

Od tygodnia już nie pojawił się nowy wpis na blogu, a przyczyną tej mojej chwilowej nieobecności (jak pewnie się domyślacie) jest przyjście na świat mojego małego wielkiego SZCZĘŚCIA! Szczęście ma na imię Martusia i jest z nami od 12 sierpnia. Continue reading „Witaj Świecie!”

Trzy, dwa, jeden… poród START!

Budzę się w środku nocy. Czuję skurcze. Termin porodu już za kilka dni. W głowie mam tylko jedną myśl: „To na pewno już dziś urodzę!”. Czekam jeszcze chwilkę, staram się ostudzić emocje. Ale jak tu być spokojnym, kiedy tak bardzo wyczekiwana od 9 miesięcy chwila właśnie nadchodzi? No nie da się! Continue reading „Trzy, dwa, jeden… poród START!”

Mężczyzna przy porodzie – TAK czy NIE?

Kiedyś uważałam, że porody rodzinne to bardzo dziwna moda. Po prostu ludzie chcą na siłę wszystko robić razem, nawet w tak intymnej i ważnej chwili, jaką są narodziny dziecka. Uważałam, że poród jest czymś co dotyczy tylko kobiety. Podobała mi się wizja, że mężczyzna nie widzi swojej kobiety wśród bólu, potu i łez, ale wchodzi dopiero w momencie finałowym, gdy dziecko jest już na świecie. Nie dlatego, że się brzydzi, ale dlatego, że od pomocy są lekarze i położne, a rola faceta zaczyna się już później. Wyobrażałam sobie swój poród i męża, który stoi zestresowany pod drzwiami ze zmiętym kwiatuszkiem w ręku. Chodzi w kółko, minuty mijają mu jak godziny i niecierpliwie oczekuje położnej, która wyjdzie i poinformuje go, że dziecko jest już na świecie. A wtedy on wkroczy  do akcji. Continue reading „Mężczyzna przy porodzie – TAK czy NIE?”

Dlaczego boimy się porodu?

Zastanawiałaś się kiedyś, skąd się właściwie bierze lęk przedporodowy? Czy kobiety nagle zaczynają się bać czegoś, co jest naturalną konsekwencją ich stanu? Przecież zanim zajdą w ciążę, wiedzą, że dziecko trzeba będzie urodzić i że to będzie boleć. Więc czemu nagle narasta w nas strach przed tą chwilą, która de facto jest też tym, na co czekamy przez 9 miesięcy? Continue reading „Dlaczego boimy się porodu?”