Trzy, dwa, jeden… poród START!

Budzę się w środku nocy. Czuję skurcze. Termin porodu już za kilka dni. W głowie mam tylko jedną myśl: „To na pewno już dziś urodzę!”. Czekam jeszcze chwilkę, staram się ostudzić emocje. Ale jak tu być spokojnym, kiedy tak bardzo wyczekiwana od 9 miesięcy chwila właśnie nadchodzi? No nie da się!

Skurcz powoli ustępuje, a ja pospiesznie patrzę na zegarek, żeby zapamiętać godzinę. No ale przecież nie będę czekać na następny, leżąc spokojnie w łóżku. Wstaję. Idę do kuchni, robię herbatę i kanapkę – musi być pożywna, w końcu trzeba mieć siłę rodzić dziecko. Potem zaczynam kilka kursów dookoła stołu. Chodzę sobie tak, żeby jeszcze pobudzić skurcze. Wyczekuję każdego ruchu w macicy. I oto… jest! Zaczyna się! Znów zerkam w stronę zegarka. Godzina 2:32, a tu już zaczyna się drugi skurcz. Ciężko jeszcze mówić o regularności, ale to już czas by zacząć zapisywać. Z podnieceniem zapisuję godziny dwóch pierwszych skurczy. Czekam co będzie dalej. Odstęp między nimi wynosił tylko 16 minut, więc już jest całkiem nieźle. Czuję, że to będzie to.

Dziecko rozpycha się jak może. Ale ostatnio ma tak ciągle, a jak już dostanie jedzenie, to w ogóle ma fazę. Zastanawiam się, co jeszcze przyda się w szpitalu. Przypominam sobie po kolei wszystkie instrukcje położnej z dnia otwartego. Wspominała, żeby wziąć sobie jakiś kubek i herbatę. Pakuję te rzeczy do reklamówki. Zastanawiam się, co jeszcze powinnam dopakować, w głowie lokalizuję moje wyniki badań z całej ciąży i inne przydatne rzeczy, które w ostatniej chwili planuję zabrać ze sobą na porodówkę.

Powoli nadchodzi trzeci skurcz! Tak bardzo wyczekany! Szczęśliwa, witam się już w wyobraźni z Maluchem i już widzę go , leżącego na moim brzuchu, zaraz po porodzie. Gdy skurcz ustępuję, stwierdzam że najwyższy czas się przygotować do wyjazdu. Idę umyć włosy, żeby nie musieć tego robić zaraz po porodzie. Może nie będę miała siły, kto wie. Lepiej być przygotowanym. Gdy włosy umyte, znowu robię kilka kursów dookoła stołu. Siadam przed komputer i zaczynam przeglądać internet. Tematyka oczywiście porodowa. To teraz temat na topie. Szukam informacji jak przygotować się do porodu. Może o czymś zapomniałam. Mija pół godziny, a tu cisza… Maluch się rozpycha co jakiś czas, ale skurczu ani śladu. Po godzinie kładę się do łóżka. W końcu jeśli skurcze wrócą, to na pewno mnie obudzą. Podobno tego nie da się przespać…

Budzę się rano. Zero bólu, zero skurczy, dziecko spokojne. No cóż, to chyba był fałszywy alarm.

I tak wyglądają moje ostatnie dni i noce. Rzadko spokojne, a raczej pełne wyczekiwania i nadziei, że poród już nadchodzi. Wszystko przygotowane, łóżeczko gotowe, ubranka poprasowane i ułożone w komodzie. Torba porodowa od miesiąca jeździ z nami wszędzie w samochodzie. Czekamy tylko na sygnał.

Codziennie odpowiadam na mnóstwo pytań, czy już urodziłam i czy już coś się dzieje. No i jak tutaj nie myśleć cały czas o tym jednym? No nie da się 🙂

W tych ostatnich dniach, życie wygląda już trochę inaczej. Ciężko się gdzieś wybierać, coś planować, gdzieś umawiać, skoro w każdej chwili może już nastąpić poród. Sił po nieprzespanych nocach też już powoli brakuje. A umysł co raz trudniej zająć jakimś innym tematem.

No ale ponieważ z takim podejściem, po kilku dniach pewnie nadawałabym się na wizytę w szpitalu, ale bynajmniej nie położniczym, tylko raczej psychiatrycznym, to staram się wyszukiwać różne sposoby na to by „zająć czymś umysł”, czyli po prostu przestać ciągle myśleć o tym samym. O tym jakie to sposoby napiszę już w kolejnym wpisie 🙂

A jak Wam mijają/ mijały ostatnie dni przed porodem? 🙂

 

Podoba Ci się ten post? Jeśli tak, zostaw komentarz lub daj mi like na fb.  To mnie bardzo motywuje i dzięki temu wiem, że to co robię MA SENS!

Dziękuję!

 

  • Wiem co czujesz 🙂 Ja w dzień terminu pojechałam do szpitala bo dostałam skurczy już cała w skowronkach jechałam do szpitala, a tu okazało się że to skurcze przepowiadające. Jednak zostawili mnie już w szpitalu „na wszelki wypadek” i codziennie przez ten tydzień czkekałam na jakiś sygnał że to JUŻ. Myślałam że tam oszaleję, w domu to jeszcze czymś można się zająć, a w szpitalu to na głowę idzie dostać, jak jeszcze dziewczyny z mojej sali jedna po drugiej na porodówkę jechały, a u mnie na poród się nie zapowiadało… Cierpliwości życzę, w końcu się doczekasz! A po porodzie czas leci niesamowicie szybko…

  • Faktycznie się doczekałam mojego małego Szkraba! 🙂 Domyślam się, że czekanie w szpitalu musiało być trudne, skoro mi tak ciężko było nawet w domu znaleźć sobie miejsce.. 😉