Za kulisami porodu

Po urodzeniu dziecka czas mija zupełnie inaczej niż wcześniej. Każdego dnia tyle się dzieje i każdego dnia dziecko potrafi zrobić coś nowego, czego jeszcze wczoraj nie umiało. Noc i dzień wyglądają dosyć podobnie, przynajmniej z perspektywy mamy, bo przecież noworodek potrzebuje realizować swoje potrzeby przez całą dobę. I tak właśnie z dnia na dzień zmienia się całe życie. Zmienia się z chwilą porodu. I o nim właśnie będzie dzisiejsza notka, która powstaje na prośbę jednej z czytelniczek bloga- Kasi.

Jak obiecywałam powstanie w najbliższym czasie osobna notka o tym, co w praktyce okazało się być zbędne i niezbędne w szpitalu, czyli weryfikacja zawartości torby porodowej. Teraz jednak chcę się zająć samym przebiegiem porodu.

Izba przyjęć

Pojawiłam się w szpitalu w środku nocy ze skurczami co 4 minuty. Spodziewałam się, że jak tylko zgłoszę się na Izbę Przyjęć, to od razu zostanę wysłana na porodówkę i że wszystko będzie działo się tak szybko, że mąż nawet nie zdąży przynieść torby porodowej z samochodu. Oczywiście, było zupełnie inaczej. Pielęgniarka ze stoickim spokojem poprosiła żebym poczekała (na korytarzu) aż skurcze będą co 3 minuty i wtedy żebym dała jej znać. Za chwilę zaczęły się skurcze co 3 minuty, więc dzwonię ponownie na izbę przyjęć. Po około 5 minutach poproszono mnie do środka. Ledwo stałam na nogach, ale Pani Doktor nie zważając na to, powiedziała żebym się rozebrała, potem wskoczyła na fotel, a następnie na leżankę i oznajmiła, że już się zaczął poród. Kolejnym etapem nie była jednak jeszcze porodówka, ale cała tona dokumentacji, którą trzeba było wypełnić. Pierwszy raz w życiu nie czytałam tego, co podpisuje. Mogli mi tam dać wszystko! 🙂 Przerwy między skurczami wynosiły maksymalnie minutę. Pani doktor zadawała mi pytania na zmianę z pielęgniarką: o przebyte choroby, o uczulenia, alergie na leki, o choroby w rodzinie, przyjmowane leki itd. Cały wywiad trwał pewnie z kilkanaście- kilkadziesiąt minut. W końcu usłyszałam, że mogę ruszać i pielęgniarka zaprowadziła mnie na salę przedporodową.

Poród

Sala przedporodowa to całkiem spory pokój, w którym znajduje się łóżko, fotel dla osoby towarzyszącej, telewizor (ja nie miałam czasu korzystać :)), materac i piłka. Być może są tam jeszcze jakieś ciekawe akcesoria, które pominęłam, ale nie miałam do tego głowy. Ważne jest to, że w pokoju jest łazienka wyposażona w prysznic, a jak wiadomo polewanie brzucha ciepłą wodą delikatnie łagodzi ból i pomaga jakoś przetrwać skurcze. W każdym razie, wracając do przebiegu porodu, po zaprowadzeniu mnie na tą salę, pielęgniarka wyszła. Po jakimś czasie pojawiła się położna, która przychodziła co jakiś czas kontrolować sytuację. Co jakiś czas sprawdzała rozwarcie, doradzała co robić np. korzystać z piłki, pójść pod prysznic, pospacerować itd. Może to się wszystko wydawać oczywiste, ale dla mnie wtedy te wskazówki były bezcenne. Siedząc w domu w fotelu, każdy wie jak sobie pomóc w trakcie skurczu, ale jak się jest pod wpływem tak dużej adrenaliny i świadomości, że faktycznie dziecko przychodzi już na świat, a do tego dochodzi bardzo silny ból, to trudno analizować, co byłoby na ten moment najlepsze.

Położna pytała również w którymś momencie czy chcę znieczulenie, także jeśli ktoś chce z tego skorzystać, to nie trzeba tego faktu jakoś specjalnie zgłaszać wcześniej. W trakcie mojego porodu był koniec zmiany położnej, która się mną opiekowała. Po jakimś czasie przyszłą kolejna położna, która towarzyszyła mi już do końca porodu. Tej osobie jestem najbardziej wdzięczna za niesamowitą pomoc, bo jej spokój i zaangażowanie dały mi ogromnie dużo siły i wsparcia. Oczywiście, taka położna na co dzień odbiera porody, więc nic dziwnego, że nie emocjonowała się specjalnie, jednak dla mnie ta jej cierpliwość i opanowanie były niesamowite. Gdy zaczął się kolejny etap porodu, poproszono mnie na salę porodową. Dostawałam bardzo szczegółowe instrukcje co robić – kiedy kucnąć, kiedy usiąść na fotelu, w jaki sposób przeć itd. Dzięki temu skupiałam się tylko na tym, żeby jak najlepiej wykonać dane zadanie. Na samym końcu poproszono lekarza, który odebrał poród. Ale od momentu jego przyjścia, trwało to maksymalnie kilka minut. Potem dostałam Maluszka na brzuch. Leżałyśmy tak sobie już do zakończenia porodu. Gdy brano dziecko do badania, mierzenia i ważenia to zostałam zapytana o zgodę. Poza tym wszystko to odbywało się przy mnie – na sali porodowej. Lekarka pokazała mi opaskę na rączkę i nóżkę dziecka, żebym sprawdziła, czy wszystkie dane się zgadzają. Potem dziecko zostało ubrane i razem ze mną znalazło się na sali poporodowej.

Po porodzie…

Sala poporodowa była dwuosobowa. Dzieci można dać na salę noworodków, jeśli ktoś chce, albo mieć cały czas przy sobie – decyzja należy do matki. Dzieci w czasie pobytu w szpitalu nie są myte, ze względu na maź płodową, która ma bardzo pozytywne właściwości dla skóry dziecka (mycie dopiero w czwartej dobie po porodzie). Jeśli potrzebuje się wsparcia dla siebie lub Malucha, to w każdym pokoju jest telefon i można zadzwonić po położną lub doradcę laktacyjnego i poprosić o pomoc z przewijaniem, karmieniem itd. Poza tym rano i wieczorem są obchody, w trakcie których chodzą położne i lekarz – kontrolują stan kobiet po porodzie, a potem chodzą położne od noworodków i sprawdzają ich stan. Piszę o tym, bo nieraz spotkałam się z opinią, że nie można się doprosić o pomoc doradcy laktacyjnego przez dwa dni. Absolutnie tego nie potwierdzam, bo korzystałam z tej pomocy przynajmniej 5-6 razy w trakcie pobytu w szpitalu i nigdy nie czekałam na nią dłużej niż 15 minut.

W szpitalu przebywa się 2 doby po porodzie, jeśli nie ma żadnych komplikacji. Dla osób z Krakowa i okolic, które mają możliwość porodu w Krakowie, bardzo polecam szpital Ujastek. Osobiście jestem bardzo zadowolona z samego porodu oraz opieki poporodowej.

Mam nadzieję, że w większości ten wpis odpowiada na wątpliwości Kasi, i że posłuży także innym czytelnikom 🙂 Pozdrawiam i czekam na Wasze wrażenia z porodówki 🙂

Podoba Ci się ten post? Jeśli tak, zostaw komentarz lub daj mi like na fb.  To mnie bardzo motywuje i dzięki temu wiem, że to co robię MA SENS!

Dziękuję!

 

 

  • Kasia

    Dziękuję Ci bardzo za ten wpis,w tej chwili jest on dla mnie bezcenny gdyż w związku ze zbliżającym się terminem porodu padł na mnie blady strach przed nieznanym,a twoja relacja pozwoli mi oswoić się z tą sytuacją oraz utwierdziła w dokonanym wyborze szpitala 🙂 Z niecierpliwością będę czekać na kolejne wpisy!

  • Majka

    Absolutnie sie nie zgadzam…..doradca laktacyjny nie chodzi z pomoca do koniet rodzacych u ktorych z dziecmi jest ok…chodza przeszkolone położne.. .jak nie ma problemow to pomiga przy wiekszych trudnosciach nie pomiga bo nie wiedza jak…. Mialam na sali pania do której przyszla doradca…..i diwiedzialam sie wtedy duzo wiecej niz przez 2 dni od poloznych ktore swadczyly pomoc w kp. Ponadto moja znajoma polozna ktora tam pracuje ez mi powiedziala ze doradca laktacyjny skierowany jest glownie do mam ktorych dzieci sa na neonatologii. Rodzilam w lipcu 2016.

  • @Majka,
    Rozumiem, ale uważam, że dla mnie nie ma to znaczenia, czy to jest przeszkolona położna, czy doradca laktacyjny. Dla mnie ma znaczenie czy potrafiła pomóc, jak ją o tą pomoc prosiłam, a za każdym razem tak było. Mam zdrowe dziecko, ale na szkole rodzenia (na Ujastku) zachęcali nas żeby korzystać z pomocy doradców i jak najwięcej nauczyć się w szpitalu – w kwestii karmienia, więc ja o wszystko pytałam i prosiłam o pomoc. Dzięki temu teraz nie mam problemów z karmieniem.

  • @Kasia,
    proszę bardzo 🙂 Życzę powodzenia i mam nadzieję, że będziesz mieć równie pozytywne doświadczenia jak ja. Czekam na dobre wieści! 🙂

  • Rozumiem, ale uważam, że dla mnie nie ma to znaczenia, czy to jest przeszkolona położna, czy doradca laktacyjny. Dla mnie ma znaczenie czy potrafiła pomóc, jak ją o tą pomoc prosiłam, a za każdym razem tak było. Mam zdrowe dziecko, ale na szkole rodzenia (na Ujastku) zachęcali nas żeby korzystać z pomocy doradców i jak najwięcej nauczyć się w szpitalu – w kwestii karmienia, więc ja o wszystko pytałam i prosiłam o pomoc. Dzięki temu teraz nie mam problemów z karmieniem.