Gdzie byłam, jak mnie nie było?

Cześć! Dawno mnie tu nie było i już trochę chyba się stęskniłam. Potrzebowałam oddechu od bloga i odrobiny świeżości, chyba w jakiś sposób się tym zmęczyłam. Kiedy zaczynałam tworzyć tego bloga, byłam w pierwszej ciąży. Miałam czas, energię, nadzieje na to, że prowadzenie bloga będzie fajną przygodą, ale chyba przede wszystkim miałam pustą kartę, którą mogłam zapisać dokładnie tak, jak mi się podobało. A potem było już różnie, bo zaczęłam czytać masę poradników, dołączyłam na facebooku do grup mamowych i zainteresowałam się innymi blogerkami parentingowymi i choć początkowo się nawet wkręciłam w ten świat, to po jakimś czasie doszłam do wniosku, że to kompletnie nie dla mnie.

Nie lubię sprzedawać swojego życia, cenię sobie swoją prywatność. Nigdy nie dzieliłam się namiętnie swoim życiem na żadnych grupach, forach, ani nie wrzucałam zdjęć swoich dzieci na portale społecznościowe. Długo nie wiedziałam co to jest instagram i jak  (i po co?) wrzuca się tam zdjęcia, a Snapchata nie rozkminiam do dziś. Pewnie nie jestem przez to gorszą matką, ale blogerką na pewno. Bliższe poznanie tego świata, sprawiło, że co raz bardziej zaczęłam się wycofywać i robić krok w tył w blogowaniu i jednocześnie krok w przód w kierunku własnych wartości (z czego się cieszę!). Jest jeszcze jedna myśl, która hamowała mnie przed dalszym rozwijaniem mojej strony, a mianowicie fakt, że autorki stron parentingowych są z jakiś (nieznanych mi) przyczyn często postrzegane za wszechwiedzące. Nie wiem o co chodzi, ale tworząc tę stronę, chciałam po prostu podzielić się własnym doświadczeniem. Być może właśnie tego ktoś szuka i może to się okazać pomocne. Jednak właściwie wszystkie wiadomości jakie otrzymywałam (i nadal otrzymuję) na moim funpagu facebookowym dotyczą porad medycznych i położniczych (nieprawidłowości przebiegu ciąży, chorób itd), lub ewentualnie dotyczących usypiania czy karmienia dziecka. Zdarza się, że jak odpowiadam, że nie jestem lekarzem i nie czuję się upoważniona radzić w takich sprawach, to takie osoby się obrażają i dają mi do zrozumienia, że NIE CHCĘ IM POMÓC. To absurd, ale widzę, że nie tylko mnie to dotyczy. Często spotykam się z komentarzami, pod różnymi wpisami blogerek z błaganiem o porady medyczne, albo właśnie w wychowaniu dziecka. Ja osobiście nie chcę na takie pytania odpowiadać inaczej niż dzieleniem się własnym doświadczeń. Poza tym mam w sobie jakieś takie głębokie przekonanie, że intuicja matki jest czymś najlepszym dla dziecka, jeśli tylko potrafi jej słuchać i z nią współpracować. A jeśli nawet nie potrafi, to tego też da się nauczyć.

Na początku swojego macierzyństwa i jeszcze chwilę przed urodzeniem pierwszego dziecka, bardzo chciałam we wszystkim być dobra, nic nie zawalić, nie zmarnować żadnej szansy w wychowywaniu dziecka. Po pierwszych wpadkach, nieprzespanych nocach, gdy nic nie szło tak jak w książkach, przyszło pierwsze załamanie i myśl, że kurcze, skoro reakcje mojego dziecka wcale nie są książkowe, to może stosowanie poradnikowych metod w odniesieniu do niego jest bezsensu, bo po prostu się nie sprawdzi. To był moment kiedy wyczerpana i totalnie załamana zaczęłam słuchać siebie i swojej intuicji. Czy przez to nie popełniałam błędów? Popełniłam ich całe mnóstwo. Dzisiaj się z tego śmieję i wierzę z całego serca, że za kilka lat, pośmieję się z tego wszystkiego razem z moimi dziećmi. To, czego się nauczyłam (i cały czas uczę!) to DYSTANS – do tych wszystkich głupich i mądrych porad, które słyszy się z każdej strony właściwie od chwili poczęcia, do zupełnie nieprzewidzianych zachowań dzieci, do nieukojonego płaczu, do samej siebie, swoich porażek i błędów. Z dystansem, żyje się łatwiej, jak opanuję go w większym zakresie, chętnie podzielę się tu sposobem na to, na razie jeszcze ledwo raczkuję 🙂

Kryminalny Świat na Youtubie

Mój kanał na Youtubie przechodzi stopniową transformację. Ponieważ chciałabym rozwijać nową serię, w której opowiadam ciekawe sprawy kryminalne, umieszczę tutaj linki do konkretnych filmów. Nie chcąc nikogo urazić taką tematyką na blogu bądź co bądź parentingowym, zbiorę wszystkie filmy w jednym wpisie, tak żeby dla zainteresowanych, był do nich łatwiejszy dostęp. Zapraszam do oglądania 😉 

Continue reading “Kryminalny Świat na Youtubie”

Najgorsze porady udzielane młodym matkom

Gdy zachodzisz w ciążę, a potem rodzisz pierwsze dziecko, to wszyscy dookoła mają dla ciebie jakieś “dobre rady”. Problem polega na tym, że w rzeczywistości te rady nie zawsze są dobre i czasem mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Napiszę tu tylko o kilku przykładach takich fałszywych zaleceń, jakie często słyszałam na początku macierzyństwa, ale jestem pewna, że jest ich dużo więcej. Z jednej strony dlatego, że czasy się zmieniają i stan wiedzy także, ale niektóre z nich wynikają po prostu z wiary w zabobony i nie mają żadnego uzasadnienia logicznego. Oto one:

“Przetrzymaj ją, to będzie lepiej spała w nocy”

Ta zasada może się nawet sprawdza w przypadku dorosłych, ale jeśli chodzi o dzieci, to zasada jest wręcz odwrotna. Wyspane dziecko dobrze śpi w nocy, a przemęczone jest po prostu marudne, ale wcale nie ułatwia mu to zasypiania…

“Nie noś, bo się przyzwyczai!”

Noszenie dziecka jest zdrowe, naturalne i sprzyja rozwojowi relacji między rodzicami, a dzieckiem. Niektórzy odpowiadają na tą radę, że dziecko już się zdążyło przyzwyczaić przez 9 miesięcy ciąży, kiedy było noszone bez przerwy 😉

“Boli go brzuszek? Na pewno coś zjadłaś”

To oczywiście rada kierowana do mam karmiących piersią. Pomijając fakt, że to, co jemy nie ma wpływu na jakość mleka, to warto zauważyć, że pokarm produkuje się w głowie, a wmawianie matce karmiącej, że ma zły pokarm, lub wpędzanie w poczucie winy, bo na pewno coś zjadła, co zaszkodziło dziecku, jest nie fair. Matki karmiące powinno się wspierać, bo dają dziecku to, co najlepsze, a nie wmawiać im, że muszą się ograniczać i obwiniać.

“Śpij, jak dziecko śpi”

….i gotuj jak dziecko gotuje 😉 Może czasem się da, ale ja nie znam mam, którym się to udało. W końcu drzemka to zwykle jedyny moment, w którym mama może spokojnie zająć się obowiązkami domowymi. Odsypianie w ciągu dnia często nie zdaje egzaminu, jeśli chcemy też coś jeść i mieć względny porządek w domu. Dla mnie to czas na prasowanie i gotowanie 🙂

“Nie kupuj wyprawki przed porodem”

Zawsze zadaję sobie pytanie, jak wygląda życie po porodzie matek, które słuchają tej porady. Ból po porodzie, próba odnalezienia się w nowej sytuacji, maluszek, który wymaga częstego karmienia i opieki i zmęczona i obolała matka. Gdzie tu jest miejsce na szukanie wózka i ubranek i jeżdżenia po sklepach? 🙂 Na prawdę lepiej to zrobić wcześniej, jest na to całe 9 miesięcy, żeby wybierać, jeździć, szukać, dowiadywać się i przygotowywać wszystko, co potrzebne 😉

“Zostaw, niech się wypłacze!”

Zostawianie płaczącego dziecka samemu sobie niszczy jego więź z rodzicem i sprawia, że Maluch traci do nich zaufanie. Tak naprawdę dokłada to kolejnych problemów, bo straty emocjonalne powodują, że dziecko musi przebyć bardzo długą drogę, żeby móc ponownie zaufać rodzicom.

“Musisz dużo jeść, żebyś miała pokarm”

Otóż wcale nie trzeba jeść za dwoje! 🙂 Pokarm i tak będzie, bo i matki karmiące mieszkające w Afryce mają czym karmić. Faktem jest, że organizm zużywa odrobinę więcej kalorii w okresie karmienia piersią, ale nie oznacza to, że każdy posiłek trzeba zjeść podwójnie. Wszystko co najlepsze pójdzie dla Maluszka, a w razie czego to organizm matki będzie pokrzywdzony skutkami niedożywienia- dziecko na tym nie ucierpi.

I właściwie na tym kończę moją listę tzw. “dobrych” rad, które mogą dużo namieszać w początkach macierzyńskiego życia. Macie jakieś swoje hity, które można by tutaj dopisać? 🙂

 

 

Testowanie kosmetyków Mustela dla dzieci

Temat kosmetyków dla dzieci, zanim urodziła się moja pierwsza Córeczka, był mi totalnie obcy. Jak zwykle pojawiło się sporo doradców, którzy wiedzieli wszystko i jedni przekonywali do minimalizmu, inni zaś do całych linii kosmetyków, w które warto zainwestować. Dziś, bogatsza o własne doświadczenia, oparte o testowanie mnóstwa różnych produktów, odważyłam się popełnić pierwszy i nieostatni na pewno wpis z serii kosmetycznej.

Tym razem w ręce wpadła mi linia kosmetyków Musteli. Firma chyba dosyć znana, bo nie raz już o niej słyszałam od znajomych mam. Seria, którą testowałam jest przeznaczona dla skóry normalnej. Wśród testowanych przeze mnie produktów, znalazły się: Woda oczyszczająca bez spłukiwania, mleczko do ciała, krem do twarzy  delikatny szampon.

Cena

Ceny kosmetyków musteli nie są zbyt zachęcające, przynajmniej pod tym względem, że można dostać podobne produkty dla dzieci w niższych kwotach. Ale jak to często w życiu bywa i z pewnością każda doświadczona mama o tym wie, że co tanie, to drogie, bo w rzeczywistości ulegając pokusie niskich cen, w zamian otrzymujemy niższą jakość produktów. A kosmetyki, szczególnie te dla Maluszków, nie są czymś, na czym warto oszczędzać. Tak, tak! Mówię to ja – matka, która mnóstwo rzeczy kupuje z drugiej ręki, o czym już nie raz pisałam na tym blogu, jednak nie zawsze i nie we wszystkim kieruję się ceną. Szczególnie jeśli wyższa cena idzie w parze z wyższą jakością. O tym, czy tak jest w tym przypadku, opiszę w dalszej części wpisu.

Opakowanie

Choć dotychczas nie doceniałam produktów z pompką, to w tym przypadku jestem bardzo zadowolona z ich użytkowania! Chyba najbardziej dlatego, że przy moim małym Wierciuchu, mogę poradzić sobie z nałożeniem żelu myjącego korzystając tylko z jednej ręki, dzięki czemu drugą ręką mogę przytrzymać sobie Dziecko. O tyle, o ile w przypadku kosmetyków dla siebie, mówiłabym tu tylko o wygodzie (bo wyciskanie kończących się kosmetyków bywa irytujące), to w przypadku dziecka, powiedziałabym przede wszystkim o bezpieczeństwie. Noworodki i niemowlaki przytrzymywać w wanience trzeba cały czas, aż do momentu gdy siedzą stabilnie, więc właściwie wszystkie czynności myjące wykonywać trzeba jedną ręką, lub korzystając z pomocy drugiej osoby (a przecież nie zawsze mamy taką obok siebie :)) Dlatego uważam, że opakowania produktów musteli, z którymi się zetknęłam, są naprawdę fajnie przemyślane i wygodne w użytkowaniu. Za to duży plus!

Skład

Kosmetyki Musteli mają w ponad 90% naturalny skład i są bezpieczne dla delikatnej skóry Maluszka. Nie uczulają. Produkty do mycia nie zawierają mydła i nie są sztucznie perfumowane. Szczegółowo o ich składzie, można poczytać na stronie musteli. Analizowałam każdy z nich i przyznam, że nie ma się tutaj do czego przyczepić 😉

Wydajność

Jeśli chodzi o wydajność produktów, to oceniłabym ją dosyć dobrze. Żel myjący, tak jak i szampon ładnie się pienią i dzięki temu nie zużywa się ich dużo przy jednym myciu. Opakowania są dobrze dobrane, więc można wykorzystać kosmetyki do końca (bez rozcinania opakowań itd.). Jeśli miałabym się przyczepić to powiedziałabym o wydajności wody oczyszczającej- ta u nas znika najszybciej, ale po pierwsze wynika to z tego, że używam jej nie raz kilka razy w ciągu dnia, a po drugie z tego, że z założenia nie jest to produkt, który się pieni, czy też w inny sposób zwiększa swoją objętość, więc zużywa się go dosyć sporo. To jednak cecha charakterystyczna tego typu produktów i ciężko to chyba zaklasyfikować jako małą wydajność. Przy użytkowaniu 3-6 razy dziennie zużyłam połowę opakowania w tydzień, czyli całość powinna starczyć na około 2 tygodnie. Sprawa będzie miała się inaczej, jeśli nie będziemy używać takiej wody przy każdej zmianie pampersa, ale ja uważam, że warto to zrobić, bo wtedy rezygnujemy z kosztów chusteczek nawilżonych, a poza tym z pewnością sprawiamy przyjemność okolicom pieluszkowym Malucha, bo to one zyskają na takiej zamianie najwięcej 🙂

Skuteczność

Zacznę może od produktu, który od razu przykuł moją największą uwagę i faktycznie mnie nie zawiódł, czyli Wody oczyszczającej bez spłukiwania. Używam jej przy każdej zmianie pampersa i do przemywania buzi rano i wieczorem, a czasem także w ciągu dnia. Wcześniej okolice pieluszkowe przemywałam w ciągu dnia chusteczkami nawilżonymi, a okazjonalnie i jak miałam ku temu warunki to korzystałam z wacików nawilżanych wodą przegotowaną. Oczywiście, ta druga metoda, jest również dobra, ale ma jednak pewien minus, a mianowicie wysuszanie skóry. Jak sobie pomyślę, ile razy na dobę zmienia się pieluchę, to zdaję sobie sprawę, że to w jaki sposób pielęgnujemy pupę ma ogromne znaczenie dla jej stanu, a w efekcie też dla samopoczucia Maluszka! Wodę oczyszczającą, poleciłabym też innym, ze względu na:

  • wygodę użytkowania – dzięki pompce, można nabierać odpowiednią porcję produktu jedną ręką. Można zabrać go ze sobą również wychodząc z domu.
  • duże opakowanie – jest w buteleczkach 300 ml i 500 ml, które starczają na dosyć długo
  • efekt – pozostawia skórę dziecka gładką i delikatną, ale nie klejącą.

Żel do mycia ciała i włosów jest bardzo przyjemny i delikatny. Ogólnie, jedną z rzeczy, która najbardziej mnie urzeka w tych kosmetykach jest ich zapach. Nie jakaś czekolada, lawenda, czy inne kwiaty, tylko naprawdę delikatna nuta zapachowa, którą bardzo polubiłam. Żel jest w dużym opakowaniu, starcza na długo i pozostawia skórę pachnącą i gładką.

Krem do twarzy dobrze się rozprowadza i dobrze nawilża. Stosuję go wieczorem po kąpieli i czasem przed wyjściem z domu. Wadą jest wchłanianie, bo ono trochę trwa i albo trzeba go wklepać (czego moje dziecko nie akceptuje, szczególnie na twarzy), albo czekać aż się ładnie wchłonie i dodatkowo nie dopuścić do wtarcia go przez Malucha np. w ubranie. Poza tym jest bardzo fajny, bo daje natychmiastową ulgę nawet suchej skórze. Wiem to z autopsji, bo zdarzyło mi się go podkradać córeczce w kryzysowych sytuacjach 🙂

Szampon do włosów – dotychczas myłam Córce włosy żelem – tym, który używałam do mycia ciała, więc gdy wypróbowałam tego szamponu to faktycznie zauważyłam różnicę. Włoski fajnie się układają po kąpieli, są bardzo przyjemne w dotyku i łatwe do rozczesania. Ale mówię to w odniesieniu do starszej Córki, której włosy sięgają już do ramion. Testowałam szampon również na drugiej Córce, która ma dopiero dwa tygodnie i jak na ten wiek, to całkiem sporą czuprynkę, jednak przy tak krótkich włoskach nie dostrzegam żadnej różnicy w stosowaniu szamponu i zwykłego żelu do kąpieli.

Ogólnie muszę powiedzieć, że z całej linii kosmetyków jestem bardzo zadowolona, ze względu na naturalność składu, duże opakowania, wydajność i skuteczność. Jedynie nad szamponem zastanowiłabym się w przypadku młodszych dzieci, albo takich, które nie dysponują jeszcze zbyt obfitym owłosieniem 😉

Ciekawa jestem Waszych opinii o kosmetykach Musteli! Jakich produktów używacie do pielęgnacji swoich Maluszków i czy jesteście z nich zadowoleni? Dajcie znać w komentarzach pod wpisem!

 

 

Jesteś mamą? Zostań managerem!

Ja wiem jak często postrzegana jest praca w domu i jak ludzie wyobrażają sobie matki spędzające cały dzień z dzieckiem. Coś ugotuje, posprząta, z dzieckiem się pobawi, a reszta dnia na facebooku. Czas dla siebie? Proszę bardzo, ile się tylko chce! Przecież nikt nie uwierzy, że ktoś ma siłę cały dzień bez żadnej przerwy spędzać z Maluchem, na układaniu klocków, robieniu głupich min, a w przerwach na odkurzaniu, gotowaniu i sprzątaniu – ale to też wspólnie. Czasem jak opowiadam komuś o tym, jak ta moja codzienność wygląda, to spotykam się z dużym niedowierzaniem. Dzisiaj pewnie, że trochę to wkurza, tak jak wkurzają ciągłe pytania o powrót do pracy. Continue reading “Jesteś mamą? Zostań managerem!”

Największe zaskoczenia porodowe!

Jest kilka rzeczy, które zmieniają się w chwili porodu i o których naprawdę nikt nie mówi. Internet jest pełen artykułów na ten temat, w których opisuje się mnóstwo ważnych spraw, choć jednak nie wszystkie. Skąd to wiem? Bo sama się przekonałam. Rok temu, wtedy kiedy przyszła na świat moja Córka. Choć przeszukałam cały internet, dołączyłam na fb do kilkunastu grup parentingowo – ciążowych i naczytałam się poradników, okazało się, że wciąż nie wiem wszystkiego. I na sali porodowej i po wyjściu z niej przeżyłam niemałe zaskoczenie. Dlatego dzisiaj trochę o tym właśnie, co może Was zaskoczyć (albo i nie?), jak traficie po raz pierwszy na porodówkę. Continue reading “Największe zaskoczenia porodowe!”

Idealna książka na wakacje z dziećmi +konkurs!

Uwielbiam czytać książki. Co prawda czytam dosyć wolno i od kiedy pamiętam, miałam z tym problem, jak słyszałam, że znajomi pochłaniają Harrego Pottera w jeden dzień, albo nadrabiają zaległe lektury w noc przed sprawdzianem. Dlatego zawsze najbardziej lubiłam te pozycje, które wybierałam dla własnej przyjemności, a nie z obowiązku (najczęściej szkolnego). Teraz już nie muszę czytać na czas, ani z nikim się porównywać i mogę sobie pozwolić na moje żółwie tempo, skrywane pod wymówką delektowania się dziełem. Continue reading “Idealna książka na wakacje z dziećmi +konkurs!”

Najlepsze rozwijające zabawy z niemowlakiem- Metoda MONTESSORI

Pierwszy rok życia dziecka, to taki etap, w którym cały czas coś się dzieje. Poza tym, że dziecko rośnie wzdłuż i wszerz, to jeszcze błyskawicznie się rozwija. I chyba to jedyny taki okres w życiu, kiedy zmiany następują tak szybko! Jak przyszła na świat Marta, to wydawało mi się, że ona nigdy nie będzie duża 🙂 No, dobra, wiedziałam, że kiedyś przyjdzie ten czas, ale pamiętam, jak jeszcze pół roku temu patrząc na 10 miesięczne dzieci, sądziłam, że są już naprawdę duże, a moje nadal wydaje mi się jakieś takie… malutkie! I muszę się do tego przyzwyczaić, bo tak już chyba będzie do końca życia! Continue reading “Najlepsze rozwijające zabawy z niemowlakiem- Metoda MONTESSORI”

Sprawdzone przez setki osób sposoby ułatwiające poród!

Dla większości kobiet, samo słowo PORÓD jest już przerażające. Nie jest to temat, na który rozmawia się łatwo, miło i przyjemnie. Nie podejmuje się go na imprezach, nie opowiada się znajomym swoich przeżyć z wypiekami na twarzy. Większość z nas chce zapomnieć. Nie o wszystkim, bo przecież zwieńczeniem porodu jest przyjście na świat pomarszczonego, przestraszonego bobaska, który dla swoich rodziców jest najpiękniejszy na świecie. Ale nie chcemy pamiętać bólu i zwykle dziecko bardzo ułatwia nam tworzenie dziur w pamięci w okresie bezpośrednio poprzedzającym jego narodziny. Są oczywiście takie szczęściary, które o porodzie mówią jak o splunięciu i porównują ten ból do bóli menstruacyjnych. Ale umówmy się, nie jest to standard. Czy jest jakaś szansa, żeby uczynić ten, trudny w samym sobie, poród lepszym? Continue reading “Sprawdzone przez setki osób sposoby ułatwiające poród!”

Kobieta w IT – cz. II – czyli o przebranżowieniu, zdobyciu wymarzonej pracy i starcie w IT!

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją opowieści o przebranżowieniu i starcie w IT. Pierwsza część dostępna jest tutaj, więc jeśli jeszcze jej nie czytaliście, to zachęcam żeby od tego zacząć! 🙂 Nie będę zanudzać Was przydługimi wstępami, bo zapewne każdy  z Was czeka na konkrety, więc zaczynajmy!

Rozmowa kwalifikacyjna- Jak sobie radzić z “pustym” CV?

To pytanie zadaje sobie pewnie wielu z Was. CV jest bardzo ważnym elementem w procesie rekrutacji, ponieważ to na tej podstawie jesteśmy zapraszani (lub nie!) na rozmowę kwalifikacyjną i dostajemy szansę wykazania się. Jeśli uczysz się programować, ale zupełnie sam i nie masz studiów informatycznych, żadnych certyfikatów, kursów, szkoleń itp. to też musisz dać okazję potencjalnemu pracodawcy do tego, żeby poświęcił czas na skontaktowanie się z Tobą i sprawdzenie, co faktycznie potrafisz. Jak sobie z tym poradzić? Napisz w CV o tym, co udało ci się dotychczas zrobić, np o aplikacji jaką samodzielnie napisałeś, albo projekcie, w którym uczestniczyłeś. Pisałam ostatnio o tym, że warto w ramach nauki, pisać jakąś prostą aplikację i stopniowo ją rozwijać. Taki wpis w CV daje rekrutującemu informację, że nie jesteś zupełnie zielony, i choć z dużym prawdopodobieństwem nie będzie zainteresowany “przeklikiwaniem” Twojego projektu, to z pewnością zwróci na to uwagę i na tym oprze część rozmowy kwalifikacyjnej. Może zapytać o wybór języka programowania, wykorzystane technologie, bazę danych, zastosowane metody, wzorce projektowe i wiele innych rzeczy. W czasie takiej rozmowy można się bardzo dużo dowiedzieć o tym, czy ktoś faktycznie “ogarnia” i czy choć trochę ma pojęcie o programowaniu, czy też linijka po linijce z niezwykłą dokładnością, przepisał podręcznikowe ćwiczenia, uparcie stroniąc od wiedzy i możliwości rozwoju.

Jak to było u mnie? W ramach pracy magisterskiej napisałam program, służący do wyceny nieruchomości przy pomocy 3 różnych metod. Zajęło mi to właściwie cały rok, bo kiedy zaczynałam to robić, dopiero powoli dowiadywałam się czym jest programowanie obiektowe, więc właściwie większość czasu poświęcałam na czytanie i szukanie rozwiązań, a nie na samo programowanie. Ostatecznie właśnie o tym projekcie wspomniałam w CV i krótko opisałam wykorzystane technologie. Był to główny przedmiot zainteresowania na mojej pierwszej (i ostatniej) rozmowie kwalifikacyjnej z “pustym” CV. Każda kolejna była już prostsza, ponieważ mogłam opowiadać na nich o swoim dotychczasowym doświadczeniu w IT.

Od jakiej pracy zacząć?

Od 5 roku studiów geodezyjnych wiedziałam, że chciałabym programować. I cały czas szłam w tym kierunku, bo tym własnie wypełniałam wszystkie swoje wolne chwile. Ale droga do tego celu wiodła mnie również przez inne stanowisko. Początkowo dostałam pracę jako serwisant IT w firmie informatycznej. Nauczyłam się tam przede wszystkim obycia z komputerem i praktycznej pracy z bazami danych, która okazała się mi bardzo pomóc na kolejnym stanowisku. Dzięki temu mój start w IT był “łagodny”, stopniowy i nie przeżyłam dużego skoku na głęboką wodę. Na czym polega praca serwisanta? Pewnie zależy to od firmy, w której przychodzi nam pracować. Moje doświadczenie jest takie, że codziennie przez 8 godzin przyjmowałam zgłoszenia klientów (telefoniczne, lub mailowe), następnie (gdy udało mi się wyciągnąć od rozmówcy sedno problemu), umieszczałam treść zgłoszenia na Mantisie. W międzyczasie te zgłoszenia trzeba było rozwiązywać. Serwisowałam w przeważającej większości aplikację mojej firmy, ale oczywiście nie tylko! Zdarzyło mi się naprawiać problemy z drukarką fiskalną, czy z zawirusowanym komputerem. Czasem trzeba było naprawić komuś zwykłą drukarkę, a czasem zainstalować Windowsa na serwerze. Ale jednak najczęściej pisałam zapytania w bazie danych (u klienta).

Jak wrócić po długiej przerwie?

W podobnej sytuacji są osoby, które mają dłuższą przerwę w pracy w zawodzie, czyli np mamy, przebywające na urlopach macierzyńskich. Z programowaniem jest tak, że jeśli nie idziesz na przód, cofasz się. Cały czas trzeba się douczać. Technologie ewoluują, idą do przodu i jeśli nie idziesz wraz z nimi, to możesz zapomnieć o świetlanej programistycznej przyszłości finansowej i pogodzić się z tym, że i w tym zawodzie ten, kto niewiele umie, nie wiele też zarabia. Sama aktualnie nie pracuję zawodowo, bo zajmuję się dzieckiem, jednak nie zarzuciłam nauki programowania na ten czas. Stosuję najlepszą (moim zdaniem) metodę, czyli praktyka, praktyka, i jeszcze raz praktyka! Ale nie będę za dużo opowiadać o tym co robię, po prostu zaglądnijcie na stronę: www.bestwebby.com . To takie “moje dziecko”, czyli portal, którego jestem współautorem. Chcieliśmy stworzyć aplikację, będącą zbiorem najlepszych portali internetowych, umożliwiającą wyszukiwanie po kategoriach (oraz innych kryteriach), a także ocenianie i komentowanie portali. Choć Bestwebby ciągle jest rozwijane (w ten sposób też się uczę!), to już dziś postanowiłam się z Wami podzielić tym projektem. Dotychczas mamy 4 wersje językowe strony (polska, angielska, niemiecka i hiszpańska). Aplikacja napisana jest w bootstrapie, dzięki czemu można z powodzeniem korzystać z niej również w telefonie, czy tablecie. W naszej bazie danych mamy już ponad 100 tys portali i na bieżąco ją uzupełniamy! Jeśli masz stronę internetową, lub po prostu chcesz podzielić się swoimi ulubionymi stronami, dodaj je do Bestwebby! A jeśli chcecie po prostu docenić moją pracę, a ten projekt Wam się podoba, to zapraszam do polubienia nas na Fb!

Jak dobrze wypaść na rozmowie kwalifikacyjnej?

Skoro już zostaniemy zaproszeni na spotkanie kwalifikacyjne, to dobrze by było wypaść na nim jak najlepiej. Pamiętam, że na swojej rozmowie powiedziałam przyszłemu szefowi, że moją mocną stroną w tym momencie nie jest to, ile umiem, ale to, jak szybko się uczę i chyba go nie okłamałam, bo gdy odchodziłam z pracy, przypomniał mi te słowa i potwierdził z pełnym przekonaniem. Chodzi o podejście do pracy i choć o tym, jaka jest prawda szef przekona się dopiero jakiś czas po podjęciu z tobą współpracy, to jednak warto już w trakcie pierwszego spotkania, pokazać, że nie boisz się wyzwań i potrafisz rozwiązywać problemy.  I nie, nie uważam, że na rozmowie trzeba “grać” pewnego siebie, nawet jak w środku się telepiesz. Trzeba zmienić nastawienie i przyzwyczaić się do sytuacji, że czegoś nie wiesz, że nie rozumiesz, albo, że czegoś nie ogarniasz. Nowa praca, nowy zawód i czasem też zupełnie inny specjalistyczny, techniczny język – jeśli Cię to przeraża, to prędzej czy później ta sytuacja cię przerośnie. Musisz się przyzwyczaić do sytuacji, w której ciągle czegoś nie wiesz i dać sobie do tego prawo. W dobrym zespole i ambitnej pracy jeszcze przez jakiś czas tak będzie. Ale właśnie to daje Ci ogromne perspektywy rozwoju, więc jeśli tak się czujesz, to dobrze trafiłeś!

Jak dobrze wystartować w IT?

No właśnie – przychodzi nowa osoba do zespołu. I co robi? Otóż są dwa typy ludzi i pozwólcie, że podzielę się moją osobista refleksją – choć może nie taką znowu osobistą, bo jest ona poparta nie tylko moimi doświadczeniami, ale i rozmowami z innymi informatykami.

Pierwszy typ to Zosia Samosia. To osoba, która w życiu stawia na samodzielność. Nigdy nie poprosi o radę, nigdy nie podpyta o rozwiązanie, ani nawet podpowiedź. Jak czegoś nie wie, to udaje, że wie, żeby potem nadrobić to w zacisznej atmosferze swojego informatycznego kącika. Nie ma żadnych granic i potrafi tygodniami siedzieć nad jednym zagadnieniem, żeby dojść do rozwiązania samodzielnie.  

Drugi typ to Pytek. Pytek to przeciwieństwo Zosi Samosi. Ten z kolei nic nie wie i niczego nie jest pewien. Gdy dostanie zadanie, to zanim jeszcze zdąży go przeczytać, leci zapytać kolegi, o co chodzi. Ale nie tylko jednego. Chodzi po wszystkich w zespole i dopytuje. Każdemu przerywa pracę, w efekcie czego większość dnia poświęca na przeszkadzanie innym. Nie traci czasu na zaglądnięcie do googli, czy na “Stack’a“. Całą swoją pracę opiera na tym, co wyciągnie od innych. Każdy średnik zweryfikuje najpierw ze wszystkimi w zespole, zanim “zakomituje” zmiany. 

Jak się można domyślić, żaden z tych typów nie jest pożądany z punktu widzenia pracodawcy. Zosia Samosia marnuje jego pieniądze na nadmiarowe godziny spędzone na rozkminianiu rzeczy, które ktoś mógł wytłumaczyć jej w 5 minut. Z kolei Pytek marnuje jego pieniądze, kradnąc czas innych członków zespołu, który mogliby poświęcić na swoją pracę, sam pracując przy tym wyłącznie odtwórczo. Dobry pracownik charakteryzuje się równowagą między tymi dwoma skrajnościami: najpierw sam analizuje problem, poświęca chwilę na zastanowienie, szuka rozwiązań, przegrzebuje stacka i próbuje zrobić zadanie. Dopiero gdy utknie w martwym punkcie, to startuje do kogoś po pomoc.

Czy kobietom w IT jest trudniej?

Kiedyś był taki stereotyp, że kobieta informatyk istnieje, ale tylko w dowcipach (i to słabych), a w życiu, jeśli się już zdarzy, to jest jednym wielkim pośmiewiskiem, na widok którego chowasz ręce w twarz i sam nie wiesz, czy śmiać się, czy płakać. W dzisiejszych czasach kobiet w IT jest naprawdę sporo, ale zawód programisty jest wciąż jeszcze zdominowany przez mężczyzn. Mimo to kobiety chcą iść w tym kierunku i coraz więcej z nich ma odwagę przełamywać te schematy, co jest oczywiście super, jeśli idzie to  w parze z predyspozycjami i konkretnymi umiejętnościami (choć kryterium to tyczyć się powinno także mężczyzn). Czy przez stereotypy, które wciąż są obecne w społeczeństwie, kobietom jest trudniej?

Kiedy zaczynałam pierwszą pracę w IT (jako serwisant), to bardzo często spotykałam się z reakcjami klientów w stylu:

  • “Prosiłem, żeby mnie połączono na serwis”
  • “Tak, jest Pan na serwisie!”
  • (chwila ciszy) “A to mogę rozmawiać z jakimś serwisantem?”
  • “Tak, przy telefonie, proszę mówić”
  • “A…. aha. A mogę z jakimś serwisantem … FACETEM?”

Część klientów w ogóle nie decydowała się na rozmowę ze mną, właśnie dlatego, że jestem kobietą. Więc potwierdzam, że start faktycznie jest trudniejszy, bo jak kobieta odbiera słuchawkę na serwisie, to większość osób przeklina, że znowu coś ich przełączyło do sekretariatu. Osobiście nigdy nie brałam tego do siebie. I tak miałam tyle pracy, że nie miałam czasu jeszcze zabiegać o względy tych upartych klientów. Dopiero X szybko i satysfakcjonująco rozwiązanych zgłoszeń sprawiło, że przekonałam do siebie początkowo upartych niedowiarków, a okazji do tego miałam wiele, bo zdarzało się że na serwisie byłam sama i z braku laku musieli korzystać z moich usług. Gdy odchodziłam z pracy, wielu z nich chciało już rozmawiać tylko ze mną. Nie mówię tego, żeby się pochwalić (to też, wiadomo!), ale po to, żeby Wam uświadomić, że jeśli ktoś jest dobry w tym co robi, to to wyjdzie – nawet pomimo początkowych uprzedzeń. W kolejnej pracy – jako programistka, nie spotkałam się już z takim podejściem. Wręcz przeciwnie, powiedziałabym, że w pewien sposób miałam przez to łatwiej, a przynajmniej taka jest opinia moich współpracowników, bo podobno nie zdarzyło się by ktoś na spotkaniach porannych zbierał pochwały za swoją pracę, a mi się to przytrafiło nie raz. Więc może to faktycznie bonus za bycie kobietą i za te wszystkie niesprawiedliwe stereotypy, które musimy dźwigać? 🙂

Znowu się strasznie rozpisałam, ale to temat, którym żyję i mogłabym o nim pisać bez końca… Jeśli macie jakieś jeszcze pytania, to czekam na nie w komentarzach, być może za jakiś czas zrobimy trzecią część 🙂