Gdzie byłam, jak mnie nie było?

Cześć! Dawno mnie tu nie było i już trochę chyba się stęskniłam. Potrzebowałam oddechu od bloga i odrobiny świeżości, chyba w jakiś sposób się tym zmęczyłam. Kiedy zaczynałam tworzyć tego bloga, byłam w pierwszej ciąży. Miałam czas, energię, nadzieje na to, że prowadzenie bloga będzie fajną przygodą, ale chyba przede wszystkim miałam pustą kartę, którą mogłam zapisać dokładnie tak, jak mi się podobało. A potem było już różnie, bo zaczęłam czytać masę poradników, dołączyłam na facebooku do grup mamowych i zainteresowałam się innymi blogerkami parentingowymi i choć początkowo się nawet wkręciłam w ten świat, to po jakimś czasie doszłam do wniosku, że to kompletnie nie dla mnie.

Nie lubię sprzedawać swojego życia, cenię sobie swoją prywatność. Nigdy nie dzieliłam się namiętnie swoim życiem na żadnych grupach, forach, ani nie wrzucałam zdjęć swoich dzieci na portale społecznościowe. Długo nie wiedziałam co to jest instagram i jak  (i po co?) wrzuca się tam zdjęcia, a Snapchata nie rozkminiam do dziś. Pewnie nie jestem przez to gorszą matką, ale blogerką na pewno. Bliższe poznanie tego świata, sprawiło, że co raz bardziej zaczęłam się wycofywać i robić krok w tył w blogowaniu i jednocześnie krok w przód w kierunku własnych wartości (z czego się cieszę!). Jest jeszcze jedna myśl, która hamowała mnie przed dalszym rozwijaniem mojej strony, a mianowicie fakt, że autorki stron parentingowych są z jakiś (nieznanych mi) przyczyn często postrzegane za wszechwiedzące. Nie wiem o co chodzi, ale tworząc tę stronę, chciałam po prostu podzielić się własnym doświadczeniem. Być może właśnie tego ktoś szuka i może to się okazać pomocne. Jednak właściwie wszystkie wiadomości jakie otrzymywałam (i nadal otrzymuję) na moim funpagu facebookowym dotyczą porad medycznych i położniczych (nieprawidłowości przebiegu ciąży, chorób itd), lub ewentualnie dotyczących usypiania czy karmienia dziecka. Zdarza się, że jak odpowiadam, że nie jestem lekarzem i nie czuję się upoważniona radzić w takich sprawach, to takie osoby się obrażają i dają mi do zrozumienia, że NIE CHCĘ IM POMÓC. To absurd, ale widzę, że nie tylko mnie to dotyczy. Często spotykam się z komentarzami, pod różnymi wpisami blogerek z błaganiem o porady medyczne, albo właśnie w wychowaniu dziecka. Ja osobiście nie chcę na takie pytania odpowiadać inaczej niż dzieleniem się własnym doświadczeń. Poza tym mam w sobie jakieś takie głębokie przekonanie, że intuicja matki jest czymś najlepszym dla dziecka, jeśli tylko potrafi jej słuchać i z nią współpracować. A jeśli nawet nie potrafi, to tego też da się nauczyć.

Na początku swojego macierzyństwa i jeszcze chwilę przed urodzeniem pierwszego dziecka, bardzo chciałam we wszystkim być dobra, nic nie zawalić, nie zmarnować żadnej szansy w wychowywaniu dziecka. Po pierwszych wpadkach, nieprzespanych nocach, gdy nic nie szło tak jak w książkach, przyszło pierwsze załamanie i myśl, że kurcze, skoro reakcje mojego dziecka wcale nie są książkowe, to może stosowanie poradnikowych metod w odniesieniu do niego jest bezsensu, bo po prostu się nie sprawdzi. To był moment kiedy wyczerpana i totalnie załamana zaczęłam słuchać siebie i swojej intuicji. Czy przez to nie popełniałam błędów? Popełniłam ich całe mnóstwo. Dzisiaj się z tego śmieję i wierzę z całego serca, że za kilka lat, pośmieję się z tego wszystkiego razem z moimi dziećmi. To, czego się nauczyłam (i cały czas uczę!) to DYSTANS – do tych wszystkich głupich i mądrych porad, które słyszy się z każdej strony właściwie od chwili poczęcia, do zupełnie nieprzewidzianych zachowań dzieci, do nieukojonego płaczu, do samej siebie, swoich porażek i błędów. Z dystansem, żyje się łatwiej, jak opanuję go w większym zakresie, chętnie podzielę się tu sposobem na to, na razie jeszcze ledwo raczkuję 🙂

TOP 10 najdziwniejszych porodów

Czy wyobrażacie sobie, że można urodzić dziecko na drzewie? Ja też nie, ale to zdarzyło się naprawdę! Zobaczcie 10 najdziwniejszych miejsc porodów na świecie.

Kryminalny Świat na Youtubie

Mój kanał na Youtubie przechodzi stopniową transformację. Ponieważ chciałabym rozwijać nową serię, w której opowiadam ciekawe sprawy kryminalne, umieszczę tutaj linki do konkretnych filmów. Nie chcąc nikogo urazić taką tematyką na blogu bądź co bądź parentingowym, zbiorę wszystkie filmy w jednym wpisie, tak żeby dla zainteresowanych, był do nich łatwiejszy dostęp. Zapraszam do oglądania 😉 

Continue reading “Kryminalny Świat na Youtubie”

Nie bije dziecka, ale to nie wystarczy…

Ostatnio dużo się słyszy o akcji “Kocham, nie biję”. Pewnie też wpadła Wam w oczy – w internecie czy w telewizji, czy nawet na bilbordach w mieście. Inicjatywa na pewno jest ważna i dobra, całym sercem ją popieram, i to właśnie ona skłoniła mnie do pewnych refleksji nad wychowaniem. Choć może nawet nie tyle sama akcja, co jej zestawienie z filmem “Siedem uczuć”, na który ostatnio wybrałam się do kina. Być może już go widzieliście, a jeśli nie, to naprawdę polecam. Pewne rzeczy przerysowane, dla mnie miejscami zbyt dosłownie przedstawione, ale ogólnie przekaz jest genialn Continue reading “Nie bije dziecka, ale to nie wystarczy…”

W ciąży zmniejsza się mózg i rośnie stopa

Choć to zdanie szokuje, to nie jest to wcale kolejny klikbajtowy tytuł, który ma tylko przyciągnąć potencjalnie naiwnych odbiorców, bo to wszystko prawda! Co więcej w ciąży dzieją się z nami różne inne nie mniej ciekawe rzeczy, o których mówi się rzadko, lub wcale. Krótko, zwięźle, mam nadzieję, że też ciekawie o 10 mało znanych faktach na temat ciąży, o których naprawdę warto wiedzieć 🙂

Niebezpieczna granica chwalenia dziecka

Jakiś czas temu, spędzając czas na placu zabaw z moimi pociechami, wdałam się w dyskusję z jedną Panią, będącą matką jednego dziecka. Chłopiec ma niespełna dwa latka i jest geniuszem. I wszyscy na placu zabaw muszą o tym wiedzieć, że liczyć umie do 10 i kolory rozpoznaje, tylko jakoś tak przy ludziach to nie pokaże, bo się wstydzi. Ale w domu, to czego to on nie robi. Podobno jest najmądrzejszy, wszystko robi szybciej od innych dzieci i nawet w jedzeniu wyprzedza rówieśników, bo  zje wszystko, co mu podadzą… Continue reading “Niebezpieczna granica chwalenia dziecka”

Najgorsze porady udzielane młodym matkom

Gdy zachodzisz w ciążę, a potem rodzisz pierwsze dziecko, to wszyscy dookoła mają dla ciebie jakieś “dobre rady”. Problem polega na tym, że w rzeczywistości te rady nie zawsze są dobre i czasem mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Napiszę tu tylko o kilku przykładach takich fałszywych zaleceń, jakie często słyszałam na początku macierzyństwa, ale jestem pewna, że jest ich dużo więcej. Z jednej strony dlatego, że czasy się zmieniają i stan wiedzy także, ale niektóre z nich wynikają po prostu z wiary w zabobony i nie mają żadnego uzasadnienia logicznego. Oto one:

“Przetrzymaj ją, to będzie lepiej spała w nocy”

Ta zasada może się nawet sprawdza w przypadku dorosłych, ale jeśli chodzi o dzieci, to zasada jest wręcz odwrotna. Wyspane dziecko dobrze śpi w nocy, a przemęczone jest po prostu marudne, ale wcale nie ułatwia mu to zasypiania…

“Nie noś, bo się przyzwyczai!”

Noszenie dziecka jest zdrowe, naturalne i sprzyja rozwojowi relacji między rodzicami, a dzieckiem. Niektórzy odpowiadają na tą radę, że dziecko już się zdążyło przyzwyczaić przez 9 miesięcy ciąży, kiedy było noszone bez przerwy 😉

“Boli go brzuszek? Na pewno coś zjadłaś”

To oczywiście rada kierowana do mam karmiących piersią. Pomijając fakt, że to, co jemy nie ma wpływu na jakość mleka, to warto zauważyć, że pokarm produkuje się w głowie, a wmawianie matce karmiącej, że ma zły pokarm, lub wpędzanie w poczucie winy, bo na pewno coś zjadła, co zaszkodziło dziecku, jest nie fair. Matki karmiące powinno się wspierać, bo dają dziecku to, co najlepsze, a nie wmawiać im, że muszą się ograniczać i obwiniać.

“Śpij, jak dziecko śpi”

….i gotuj jak dziecko gotuje 😉 Może czasem się da, ale ja nie znam mam, którym się to udało. W końcu drzemka to zwykle jedyny moment, w którym mama może spokojnie zająć się obowiązkami domowymi. Odsypianie w ciągu dnia często nie zdaje egzaminu, jeśli chcemy też coś jeść i mieć względny porządek w domu. Dla mnie to czas na prasowanie i gotowanie 🙂

“Nie kupuj wyprawki przed porodem”

Zawsze zadaję sobie pytanie, jak wygląda życie po porodzie matek, które słuchają tej porady. Ból po porodzie, próba odnalezienia się w nowej sytuacji, maluszek, który wymaga częstego karmienia i opieki i zmęczona i obolała matka. Gdzie tu jest miejsce na szukanie wózka i ubranek i jeżdżenia po sklepach? 🙂 Na prawdę lepiej to zrobić wcześniej, jest na to całe 9 miesięcy, żeby wybierać, jeździć, szukać, dowiadywać się i przygotowywać wszystko, co potrzebne 😉

“Zostaw, niech się wypłacze!”

Zostawianie płaczącego dziecka samemu sobie niszczy jego więź z rodzicem i sprawia, że Maluch traci do nich zaufanie. Tak naprawdę dokłada to kolejnych problemów, bo straty emocjonalne powodują, że dziecko musi przebyć bardzo długą drogę, żeby móc ponownie zaufać rodzicom.

“Musisz dużo jeść, żebyś miała pokarm”

Otóż wcale nie trzeba jeść za dwoje! 🙂 Pokarm i tak będzie, bo i matki karmiące mieszkające w Afryce mają czym karmić. Faktem jest, że organizm zużywa odrobinę więcej kalorii w okresie karmienia piersią, ale nie oznacza to, że każdy posiłek trzeba zjeść podwójnie. Wszystko co najlepsze pójdzie dla Maluszka, a w razie czego to organizm matki będzie pokrzywdzony skutkami niedożywienia- dziecko na tym nie ucierpi.

I właściwie na tym kończę moją listę tzw. “dobrych” rad, które mogą dużo namieszać w początkach macierzyńskiego życia. Macie jakieś swoje hity, które można by tutaj dopisać? 🙂

 

 

Jak dbać o ciało po porodzie?- testowanie serii kosmetyków Mustela dla Mam

Wraz z narodzinami drugiego dziecka, czas znów przyspieszył. Dni wydają się takie krótkie, gdy ma się tyle do zrobienia! Za to nieprzespane noce, jak na złość dłużą się niemiłosiernie. Doby wydłużyć się nie da, choć patrząc na niektóre matki, aż trudno się nadziwić jak wiele można (i trzeba) zrobić w jedną dobę. Mojej pierworodnej córce, poświęcałam właściwie cały swój czas i zastanawiałam się jak to będzie przy drugim dziecku, i kiedy będę się nim właściwie zajmować 🙂 Okazuje się, że doba nadal trwa 24 h i czasu jest tyle samo, mimo że codziennie czuję się jak student w ostatnią noc przed egzaminem – robię wszystko na ostatnią chwilę i staram się nadrobić zaległości z pół roku w jedną noc. Tyle, że tym razem nie jest podręcznikowa wiedza, tylko tony prasowania, których nie idzie już nigdzie upchać… Continue reading “Jak dbać o ciało po porodzie?- testowanie serii kosmetyków Mustela dla Mam”

Testowanie kosmetyków Mustela dla dzieci

Temat kosmetyków dla dzieci, zanim urodziła się moja pierwsza Córeczka, był mi totalnie obcy. Jak zwykle pojawiło się sporo doradców, którzy wiedzieli wszystko i jedni przekonywali do minimalizmu, inni zaś do całych linii kosmetyków, w które warto zainwestować. Dziś, bogatsza o własne doświadczenia, oparte o testowanie mnóstwa różnych produktów, odważyłam się popełnić pierwszy i nieostatni na pewno wpis z serii kosmetycznej.

Tym razem w ręce wpadła mi linia kosmetyków Musteli. Firma chyba dosyć znana, bo nie raz już o niej słyszałam od znajomych mam. Seria, którą testowałam jest przeznaczona dla skóry normalnej. Wśród testowanych przeze mnie produktów, znalazły się: Woda oczyszczająca bez spłukiwania, mleczko do ciała, krem do twarzy  delikatny szampon.

Cena

Ceny kosmetyków musteli nie są zbyt zachęcające, przynajmniej pod tym względem, że można dostać podobne produkty dla dzieci w niższych kwotach. Ale jak to często w życiu bywa i z pewnością każda doświadczona mama o tym wie, że co tanie, to drogie, bo w rzeczywistości ulegając pokusie niskich cen, w zamian otrzymujemy niższą jakość produktów. A kosmetyki, szczególnie te dla Maluszków, nie są czymś, na czym warto oszczędzać. Tak, tak! Mówię to ja – matka, która mnóstwo rzeczy kupuje z drugiej ręki, o czym już nie raz pisałam na tym blogu, jednak nie zawsze i nie we wszystkim kieruję się ceną. Szczególnie jeśli wyższa cena idzie w parze z wyższą jakością. O tym, czy tak jest w tym przypadku, opiszę w dalszej części wpisu.

Opakowanie

Choć dotychczas nie doceniałam produktów z pompką, to w tym przypadku jestem bardzo zadowolona z ich użytkowania! Chyba najbardziej dlatego, że przy moim małym Wierciuchu, mogę poradzić sobie z nałożeniem żelu myjącego korzystając tylko z jednej ręki, dzięki czemu drugą ręką mogę przytrzymać sobie Dziecko. O tyle, o ile w przypadku kosmetyków dla siebie, mówiłabym tu tylko o wygodzie (bo wyciskanie kończących się kosmetyków bywa irytujące), to w przypadku dziecka, powiedziałabym przede wszystkim o bezpieczeństwie. Noworodki i niemowlaki przytrzymywać w wanience trzeba cały czas, aż do momentu gdy siedzą stabilnie, więc właściwie wszystkie czynności myjące wykonywać trzeba jedną ręką, lub korzystając z pomocy drugiej osoby (a przecież nie zawsze mamy taką obok siebie :)) Dlatego uważam, że opakowania produktów musteli, z którymi się zetknęłam, są naprawdę fajnie przemyślane i wygodne w użytkowaniu. Za to duży plus!

Skład

Kosmetyki Musteli mają w ponad 90% naturalny skład i są bezpieczne dla delikatnej skóry Maluszka. Nie uczulają. Produkty do mycia nie zawierają mydła i nie są sztucznie perfumowane. Szczegółowo o ich składzie, można poczytać na stronie musteli. Analizowałam każdy z nich i przyznam, że nie ma się tutaj do czego przyczepić 😉

Wydajność

Jeśli chodzi o wydajność produktów, to oceniłabym ją dosyć dobrze. Żel myjący, tak jak i szampon ładnie się pienią i dzięki temu nie zużywa się ich dużo przy jednym myciu. Opakowania są dobrze dobrane, więc można wykorzystać kosmetyki do końca (bez rozcinania opakowań itd.). Jeśli miałabym się przyczepić to powiedziałabym o wydajności wody oczyszczającej- ta u nas znika najszybciej, ale po pierwsze wynika to z tego, że używam jej nie raz kilka razy w ciągu dnia, a po drugie z tego, że z założenia nie jest to produkt, który się pieni, czy też w inny sposób zwiększa swoją objętość, więc zużywa się go dosyć sporo. To jednak cecha charakterystyczna tego typu produktów i ciężko to chyba zaklasyfikować jako małą wydajność. Przy użytkowaniu 3-6 razy dziennie zużyłam połowę opakowania w tydzień, czyli całość powinna starczyć na około 2 tygodnie. Sprawa będzie miała się inaczej, jeśli nie będziemy używać takiej wody przy każdej zmianie pampersa, ale ja uważam, że warto to zrobić, bo wtedy rezygnujemy z kosztów chusteczek nawilżonych, a poza tym z pewnością sprawiamy przyjemność okolicom pieluszkowym Malucha, bo to one zyskają na takiej zamianie najwięcej 🙂

Skuteczność

Zacznę może od produktu, który od razu przykuł moją największą uwagę i faktycznie mnie nie zawiódł, czyli Wody oczyszczającej bez spłukiwania. Używam jej przy każdej zmianie pampersa i do przemywania buzi rano i wieczorem, a czasem także w ciągu dnia. Wcześniej okolice pieluszkowe przemywałam w ciągu dnia chusteczkami nawilżonymi, a okazjonalnie i jak miałam ku temu warunki to korzystałam z wacików nawilżanych wodą przegotowaną. Oczywiście, ta druga metoda, jest również dobra, ale ma jednak pewien minus, a mianowicie wysuszanie skóry. Jak sobie pomyślę, ile razy na dobę zmienia się pieluchę, to zdaję sobie sprawę, że to w jaki sposób pielęgnujemy pupę ma ogromne znaczenie dla jej stanu, a w efekcie też dla samopoczucia Maluszka! Wodę oczyszczającą, poleciłabym też innym, ze względu na:

  • wygodę użytkowania – dzięki pompce, można nabierać odpowiednią porcję produktu jedną ręką. Można zabrać go ze sobą również wychodząc z domu.
  • duże opakowanie – jest w buteleczkach 300 ml i 500 ml, które starczają na dosyć długo
  • efekt – pozostawia skórę dziecka gładką i delikatną, ale nie klejącą.

Żel do mycia ciała i włosów jest bardzo przyjemny i delikatny. Ogólnie, jedną z rzeczy, która najbardziej mnie urzeka w tych kosmetykach jest ich zapach. Nie jakaś czekolada, lawenda, czy inne kwiaty, tylko naprawdę delikatna nuta zapachowa, którą bardzo polubiłam. Żel jest w dużym opakowaniu, starcza na długo i pozostawia skórę pachnącą i gładką.

Krem do twarzy dobrze się rozprowadza i dobrze nawilża. Stosuję go wieczorem po kąpieli i czasem przed wyjściem z domu. Wadą jest wchłanianie, bo ono trochę trwa i albo trzeba go wklepać (czego moje dziecko nie akceptuje, szczególnie na twarzy), albo czekać aż się ładnie wchłonie i dodatkowo nie dopuścić do wtarcia go przez Malucha np. w ubranie. Poza tym jest bardzo fajny, bo daje natychmiastową ulgę nawet suchej skórze. Wiem to z autopsji, bo zdarzyło mi się go podkradać córeczce w kryzysowych sytuacjach 🙂

Szampon do włosów – dotychczas myłam Córce włosy żelem – tym, który używałam do mycia ciała, więc gdy wypróbowałam tego szamponu to faktycznie zauważyłam różnicę. Włoski fajnie się układają po kąpieli, są bardzo przyjemne w dotyku i łatwe do rozczesania. Ale mówię to w odniesieniu do starszej Córki, której włosy sięgają już do ramion. Testowałam szampon również na drugiej Córce, która ma dopiero dwa tygodnie i jak na ten wiek, to całkiem sporą czuprynkę, jednak przy tak krótkich włoskach nie dostrzegam żadnej różnicy w stosowaniu szamponu i zwykłego żelu do kąpieli.

Ogólnie muszę powiedzieć, że z całej linii kosmetyków jestem bardzo zadowolona, ze względu na naturalność składu, duże opakowania, wydajność i skuteczność. Jedynie nad szamponem zastanowiłabym się w przypadku młodszych dzieci, albo takich, które nie dysponują jeszcze zbyt obfitym owłosieniem 😉

Ciekawa jestem Waszych opinii o kosmetykach Musteli! Jakich produktów używacie do pielęgnacji swoich Maluszków i czy jesteście z nich zadowoleni? Dajcie znać w komentarzach pod wpisem!